Ankieta: książki dekady (2010–2019)

Koniec dekady zmusza do zadawania pytań, w szczególności tych, które pozwolą na rekapitulację albo dokonanie nowych lub ponownych odkryć poprzez zanurzenie w przeszłość i jej teksty. Które książki wzbogaciły nasz sposób patrzenia na ludzkie i nieludzkie światy? Kto daje nam nowe klucze do poznawania i doświadczania? O wskazanie ulubionych & ukochanych pozycji tego dziesięciolecia poprosiliśmy badaczy, redaktorki, pisarzy i dziennikarki.  

Dar (Justyna Bargielska, „Dziecko z darów”)

Dary w nowej książce Justyny Bargielskiej działają niczym paczki znaczeń wysyłane w istocie w przeszłość – niczym wysłana w kosmos Łajka, niewidzialny dar, o którym darczyńca natychmiast zapomniał. Przyszłość u Bargielskiej nie może nastąpić, przede wszystkim dlatego, że już się wydarzyła.   

Pessoa lizboński

Nie należał do żadnego pokolenia, żadnego ruchu intelektualnego, żadnej partii. Rzadko się to udaje w młodości, później też nie, bo wiek dojrzały ceni wygodę, którą dać może tylko konformizm. W epoce kolektywizmu Pessoa manifestował osobność.  

Pomnik na przykurzonym postumencie (Mikołaj Łoziński, „Stramer”)

Skoro Łoziński skupia swoją narracyjną soczewkę na jednej rodzinie, oczekiwałoby się konkretnej, odświeżającej metody w jej ukazaniu. Szkoda tylko, że ze wszystkich możliwych konceptów autor wybiera ten najprostszy, eksplorując schematyczne figury przyswojone przez literaturę lata temu. Rozpoznanie każdego członka familii oraz bohaterów satelitarnych wobec Stramerów jest proste, jeśli zna się odpowiadające im emblematy, a trudno ich nie znać, bo cyklicznie pojawiają się w tekstach kultury.  

re-Wizje (3): „Żyd”, poeta i filmowiec w jednym stali domu (Darek Foks, „Ludzie kultury”)

Jednak „Ludzie kultury” to przede wszystkim poemat – performatywny, momentalny, wyrażający się w pełni dopiero w całościowej lekturze, a jednocześnie posiadający datę ważności. To przykład upolitycznienia pewnej poetyki, wynikający nie z przekonania o potrzebie zaangażowania, a raczej z naturalnego oddziaływania rzeczywistości – coraz mniej udomowionej przez tytułowego bohatera.  

„Historia to jest teraz, które się skończyło, i kiedyś, które trwa” (rozmowa z Jakubem Pszoniakiem)

Zaangażowanie powinno być nastawione na sprawczość. A skrajną naiwnością jest wiara w namacalną, społeczną sprawczość wiersza w dzisiejszej Polsce. Książka poetycka nie jest najlepszym środkiem perswazji – wiedzenie wierszem ludu na barykady jest pomysłem groteskowym. Nie jest to więc książka zaangażowana w rozumieniu agitacji, choć w sposób oczywisty jest polityczna, a zatem i krytyczna. Bez naiwnej wiary w masowe oddziaływanie takiego gestu.  

Przeciw interpretacji. Kraksa [Sontag. Cronenberg. Ballard. Sendecki]

Autorski wybór wierszy Marcina Sendeckiego wydany przez PIW nie uwzględnia „Parceli”. Czytam go jednak z tą samą radością, tak samo się w niego wtapiam. Przeprowadzę was przez niego moją ścieżką. To moja ścieżka, nie ścieżka autora książki, mam nadzieję, że jest to dla was jasne, natomiast wszystkie wyrazy i zdania, których w tym celu użyję, mają swoje źródło w tej książce, bo tylko tak możliwe jest pokazanie wam tego, co widzę, bez żadnego fałszywego akordu.   

„Wiersz jest brudem” (rozmowa z Patrykiem Kosendą)

„Robodramy w zieleniakach” są pełne poezji katastroficznej, bo czuję zagrożenia nadchodzące z wielu stron, które mogą dotknąć mnie i moich najbliższych. Podobnej strategii opracowywania lęków literacko uczyłem się na prozach Etgara Kereta, dużo mi one dały, lubię do nich wracać. Cóż, wiemy, że wiersz nie jest cudem, ale uznałem, że to za mało. Czuję, że trzeba się usyfić, żeby coś ważnego powiedzieć.  

Zachodni kanon (fragmenty)

W odniesieniu do większości tych dwudziestu sześciu postaci próbowałem bezpośrednio zmierzyć się z ich wybitnością: pytać, co czyni danego autora i dane dzieła kanonicznymi. Zwykle odpowiedź brzmiała: dziwność, typ oryginalności, którego nie sposób oswoić albo który tak nas oswaja, że przestajemy postrzegać go jako dziwny.  

że nie porozdzielani. Szliśmy (Marcin Mokry, „Świergot”)

W tym między innymi tkwi siła wierszy autora „Świergotu”, że w zestawianiu po kropkach klauzul lub początków zdań, w tworzeniu widmowych przerzutni, które w rzeczywistości nie są przerzutniami, kolejny wers jest bowiem końcem nowego zdania, nie ma nic z nowofalowego oporu przeciwko cenzurze ani tym bardziej z jakiegoś ezopowego wyzyskiwania „utrudnionych warunków rozmowy”, w czym lubował się „bruLion”. Ta „luka informacyjna” potrafi zachować pozory semantycznej koherencji przy równoczesnym sugerowaniu czytelnikowi, że owe zatracone fragmenty dyskursu przepadły bezpowrotnie w Historii.  

Głośna nieobecność. Dylan i Nobel

Jeśli jednak widzimy literaturę wszędzie tam, gdzie rozkwitają narracja i metafora, a więc także, a może zwłaszcza, w ustnych formach wypowiedzi, to radość z Nobla dla Boba Dylana oznacza przekonanie, że literatura na przełomie XX i XXI wieku bynajmniej nie umiera (…).