Pamięć, dystans i przyjemności bez złudzeń. O opowiadaniach Ewy Mazierskiej

Banalności fabuł tych opowiadań nie należy łączyć z polskim banalizmem z lat dziewięćdziesiątych o artzinowej proweniencji. Tamten banalizm był nieco „subkulturowy”, kumpelski, chłopacki, bywał maskulinistyczny, do tego ze skłonnością do absurdu, wygłupu i blagi. Mazierska przygląda się z regularnie zaznaczanego dystansu banalności codziennych przypadków, miłości i resentymentów, spotkań i rozstań, drobnych rytuałów i zmian zachodzących na przestrzeni lat.  

Jubilerzy z Goa

Adzie przyszło do głowy, że faktycznie musi być koniec sezonu, bo sprzedawca miał podkrążone oczy i potargane włosy. Może dlatego, że wydawał się tak zmęczony i śpiący, trudno było ocenić jego wiek – równie dobrze mógłby mieć czterdzieści, jak i dwadzieścia pięć lat. W przeciwieństwie do jubilerów, z którymi wcześniej rozmawiała, ten nie rozbierał jej oczami, co stanowiło przyjemną odmianę. Było coś wzruszającego w jego niezdarności. Ada myślała, że miał szczęście, że nie sprzedawał porcelany.   

Wypiski ostatnie (wybór)

„Wypiski” to przecież wielka encyklopedia polskiej literatury, spis autorów i autorek zarówno zapomnianych, jak i odnoszących dziś międzynarodowe sukcesy, ogromny katalog nowatorskich próz i poezji, ale też najgorszej i niedającej się czytać grafomanii, wreszcie zaś – potwierdzenie, że wyświechtane słowo „krytyk-instytucja” wciąż zasługuje na reinterpretację.  

Synkretyki Teodora Parnickiego

Pierwsze powojenne książki Parnickiego, zapoczątkowujące zresztą jego „mieszańczą” epopeję, należałoby może więc traktować nie tyle jako pisma, których tematem byłby fenomen kondycji „rozszczepieńca”, ile raczej jako jej performatywne zapisy, gdzie wyuczony język ojczysty narażony jest ciągle na utratę. To język będący w stałym niebezpieczeństwie, zagrożony w każdej chwili wymarciem i podlegający pod jego wpływem przekształceniom, naznaczony już upiornością.  

Alka

W końcu pojawia się autobus. Kupuję bilet u kierowcy i jedziemy w las. Po drodze mijam przystanki, na których w przyszłości będę wsiadał do tego autobusu. Dzieciaki wchodzą i wychodzą, a za każdym razem, kiedy drzwi się otwierają, powietrze wlatujące do środka jest coraz chłodniejsze. Mało co widzę przez zaparowane okno. Naprzeciwko mnie siada chłopiec z dziadkiem. Chłopiec jest przerażony, to najpewniej jego pierwszy dzień szkoły. Trzymaj się przyjacielu, myślę sobie, jeszcze w chuj gówna przed tobą.