Poniekąd legenda (Jakub Pszoniak, „Chyba na pewno”)

Bohater Pszoniaka, flâneur idealny, snujący się po ulicach Gliwic-Bytomia-Katowic-Rybnika-Zabrza, przekraczający te miasta w stumilowych butach („jadę w poprzek miasta / po brzeg miasta jadę / jestem gdzieś / opodal nawiści”), wdepnął w przeszłość ze świadomością typowego Ślązaka. Niby trzeba się ruszyć, stawiać na mobilność, reaktywować futurystyczne utopie awangardy, ale jak?, za jaką cenę? W tym sensie „Chyba na pewno” – jako tom o pewnym impasie – byłby doskonałą lekturą tak dla naszej politycznej prawicy, jak i lewicy.  

re-Wizje (1): Zima już Panie, a wiersz wciąż na progu (Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, „Dwie główne rzeki”)

Z jednej strony oczekiwano dokręcenia motywów najważniejszych dla tej liryki – ech i powtórzeń – pracy nad ukonstytuowanym już idiomem. Z drugiej domagano się bardziej radykalnych zmian, przełamania impasu formy, być może wyjścia poza tożsamościowy schemat, Wólkę Krowicką, Lisie Jamy i „dzieje rodzin sąsiedzkich”. Od początku było wiadomo, że obu tych grup nie da się zadowolić tylko jedną książką.  

To nie jest mój syn (Ida Linde, „Mama mordercy”)

„Mamę mordercy” Idy Linde z łatwością można nazwać książką o bezwarunkowej miłości matki do dziecka, o poświęceniu, o mierzeniu się z traumą. Fabuła jest dość prosta – samotna i zamknięta w sobie kobieta wychowuje przybranego syna, chłopak dojrzewa i niepokojąco się zmienia, aż pewnego dnia znika, a zamiast niego w mieszkaniu pojawia się policja.  

Przed sztalugą

Czasami oglądam w internecie streamingi ze spotkań z poetami i pisarzami z okazji festiwali literackich albo gal wręczenia nagród literackich. Później wyobrażam sobie siebie na takim spotkaniu, wyobcowanego, siedzącego gdzieś na rogu, milczącego, nieśmiejącego unieść wzroku znad kufla z piwem, śmiertelnie przerażonego. Wykluczonego. Tak wygląda życie literackie. A literatura? Literatura to samotność. Wielka literatura to wielka samotność. Wielka samotność, która łączy ludzi. Literaturę tworzy się w samotności i obcuje się z nią w samotności.  

Wstyd burżuja

Bohater jest tradycjonalistą: głębokie gardło uważa za przereklamowany fetysz nielicznych, brzydzi go seks grupowy z obcymi ludźmi, eksperymenty czy praktyki pedofilskie, a gdy znajduje w jednej ze swoich kwater pełne wydanie de Sade'a i ogląda ryciny, stwierdza, że nie mógłby się odnaleźć w żadnej konfiguracji. Zgodnie z kodeksem mieszczańskim fetyszyzuje młodość i sprawność, okrutnie ocenia zaniedbaną Claire, do siebie też nie ma szczególnych sentymentów.   

Pozdrowienia z Sorge (rozmowa z Aleksandrą Zielińską)

Ta książka jest trochę o tym, w jaki sposób konstruuje się historie. Pisząc, przywoływałam w pamięci to, jakich opowieści słuchałam jako dziecko, jak przekazywała je moja mama, babcia, w końcu – jak te przekazy różniły się od siebie i nawzajem na siebie nakładały. To również wybrzmiewa w samej warstwie fabularnej powieści – czasem jedno wydarzenie jest różnie interpretowane w zależności od tego, kto je postrzega.  

Wstyd jako katastrofa Innego

Na pytanie jak to się dzieje, że wstyd okazuje się naszą podstawową emocją i dlaczego usiłujemy go uniknąć, ciekawiej od socjologów odpowiadają filozofowie i pisarze. Równie ciekawe rzeczy usłyszymy na ten temat od psychoanalityków.   

Jedno zdanie o Schulzu albo Drohobycz

Im bliżej Drohobycza, tym więcej ludzi wsiada do busa. Kiedy jesteśmy już naprawdę blisko miasta, zaczyna brakować miejsc stojących. Coraz trudniej też złapać oddech. Upał staje się wręcz nieznośny. Nie ma gdzie się przed nim schować, oblepia nas z każdej strony. Nawet uchylenie jeszcze jednego okna niewiele zmienia. Wszyscy mają obojętne i zbolałe twarze, jakby droga miała się nigdy nie skończyć.  

Krytycy sobie, a Dymińska sobie (Dominika Dymińska, „Milch”)

Te wręcz impresjonistyczne utwory wytrącają z rąk krytyczek-niedowiarków argumenty za tym, że Dymińska w literaturę po prostu nie umie i już; nie ma większego wpływu na kształt swojej herstorii, dissu na Polskę i środowisko, i jedyną jej zasługą jest przedstawienie światu tego, co się jej przydarzyło (z podziałem na wersy). Poetka potrafi jednak inaczej. Pisze dokładnie tak, jak chce  

Z dziennika

Byliśmy na dansingu. Tańczyliśmy. Niedawno mówił, że mnie kocha jak nikogo i że jestem największą i ostatnią miłością jego życia. Wejdź we mnie, rozpłyń się we mnie. Chcę mieć cię w sobie zawsze. To jest żywioł. Mój promyk słońca, ja żyję tylko tobą. Patrzy na mnie z zachwytem, który mnie żenuje. Wiem przecież, że jestem stara i brzydka.  

Gombrowicz. Życie bogatsze od kształtu

Jest coś głęboko niewłaściwego w traktowaniu pisania Gombrowicza jako literatury. Sam przecież wolał je widzieć jako zajadły protest przeciwko jej ograniczeniom. To raczej kompletny program upodmiotowienia pojedynczego życia, zestaw narzędzi do emancypowania każdej konkretnej jednostkowości.  

Może jeśli jesteśmy (Paulina Pidzik, „Wejście w las”)

Gest ograniczenia i redukcji doskonale widać również w samej poetyce wierszy Pidzik. Nie chodzi o to, że są raczej krótsze niż dłuższe, ani o brak rozlewnej frazy, która dla emocjonalnego i podpartego pracą wyobraźni tonu mogłaby się wydawać „naturalna”. Chodzi również o oszczędność na poziomie słownika. Pidzik korzysta z ograniczonego repertuaru powtarzających się słów i symboli, co w efekcie przynosi jednolity, spowolniony – choć jednocześnie dość monotonny – rytm całego tomiku.  

Wielka majówka po „drobnych zmianach” (Konrad Góra, „Kalendarz majów”)

Czy w "Kalendarzu Majów" antysystemowy Góra przestał być jedynie poetą zaangażowanym, a stał się autorem politycznym? Czy imiona i nazwiska polityków – obecne w wierszach i liczne – sprawiają, że tomik staje się manifestacją niechęci wobec władzy w duchu "Drobnej zmiany" Marcina Świetlickiego? Bynajmniej. Owszem, Góra opluwa emanacje władzy, ale władzy wszelkiej, nie tylko tej z ulicy Wiejskiej – każdej wymierzonej przeciw wolności istnienia.  

Trochę tak, a trochę nie (Kamila Janiak, „Wiersze przeciwko ludzkości”)

Zadaję sobie pytanie: jak wyglądałaby ta książka, gdyby składała się jedynie z rozmaitych serii krótkich wierszy (niech brzmi śpiewnie) pełnych po brzegi „pustych przebiegów” i czy wtedy również zdobyłaby taki rozgłos, jaki obecnie ma? Albo – czy kilka dobrych wierszy niewpisujących się swoją nie-lapidarnością w skrótowy, à la karciany koncept książki, może aż tak wpłynąć na jej odbiór?  

Więcej tekstów
już wkrótce!