14 kwietnia 2019
Ilustracja: Kosma Woźniarski

Trudne piękno niezrealizowanych możliwości – Svetlana Boym o ruinofilii i nostalgii

O ile co bardziej refleksyjni ludzie zawsze odnajdowali w ruinach pewien urok, to ruinofilia, czyli wieloaspektowa, głęboka, obsesyjna fascynacja pozostałościami tego, co było lub mogło być, ale nigdy właściwie się nie zrealizowało, jest – jak twierdzi bardzo ciekawa, lecz słabo rozpoznawalna w Polsce filozofka Svetlana Boym – charakterystyczna dla naszych czasów, dla XXI wieku, dla późnej nowoczesności, dla epoki cyfrowej; okazuje się czymś, co dzieje się na naszych oczach i w czym żyjemy. Ruiny są bowiem pewnego rodzaju skamielinami paradoksów nowoczesności, pewnego rodzaju przypomnieniami i upomnieniami.

Ruina jest związana znaczeniowo z katastrofą, upadkiem, rozpadem, z mniej lub bardziej spektakularnym niepowodzeniem. Coś poszło nie tak – dotyczy to albo partykularnego projektu, albo całego świata – coś się zakończyło, nieważne czy z hukiem, czy ze skowytem. Według klasycznego już opisu Waltera Benjamina:

Klee namalował obraz zatytułowany Angelus Novus . Przedstawia anioła, który wygląda, jak gdyby chciał się oddalić od czegoś, w co się uporczywie wpatruje. Ma szeroko rozwarte oczy, otwarte usta, rozpostarte skrzydła. Tak zapewne wygląda anioł historii. Oblicze zwrócił ku przeszłości. Tam, gdzie przed nami pojawia się łańcuch zdarzeń, on widzi jedną wieczną katastrofę, która nieprzerwanie mnoży piętrzące się ruiny i ciska mu je pod stopy. Chciałby się pewnie zatrzymać, zbudzić pomarłych i poskładać szczątki zaścielające pobojowisko. Lecz od raju wieje wicher, zaplątał mu się w skrzydłach, a tak jest potężny, że anioł nie potrafi ich złożyć. Wicher ten niepowstrzymanie gna go w przyszłość, do której zwrócony jest plecami, podczas gdy przed nim aż pod niebo wyrasta zwalisko ruin. To, co nazywamy postępem, to właśnie ten wicher. [1]

Trudno o bardziej przemawiający do wyobraźni obraz katastroficznej nowoczesności, sprawiający, że patrzymy bardziej podejrzliwie i krytycznie zarówno na różnorakie wizje postępu, jak i na różnorodne utopijne projekty podźwignięcia się i odbudowania po nieszczęściach w polityce lub w sztuce. Tak przedstawiony anioł historii uosabia szczególnego rodzaju świadomość, świadomość bardzo gorzką, ale chroniącą przed nasyconymi fałszywymi nutami ślepego optymizmu i różnych ,,izmów”.

Przede wszystkim jednak owa świadomość jest uosobieniem nowoczesnej nostalgii, którą tak ciekawie opisuje Boym. Na najbardziej podstawowym poziomie nostalgia jest czymś, co wydaje się stać w opozycji do wszelkich projektów nowych wspaniałych światów i autokreacyjnego dążenia do stworzenia siebie na nowo, każdego marzenia o nowym, czystym początku. Czymś, co będzie po stronie różnych rodzaju ,,zawalidróg” (,,people on the way”, nie pozwalającym rozwijać się duchowi postępu), czymś, co będzie skłaniało do kolekcjonowania pamiątek i wycinków z gazet (jak skądinąd czynił Benjamin). Nowoczesne dążenie do szczęścia chce się raczej pozbyć bagażu przeszłości – pamiątki i wycinki należy spalić albo dokonać wśród nich bezlitosnej selekcji (jak pisze Marie Kondo, niezwykle dziś popularna ekspertka od porządkowania przestrzeni, w której żyjemy: ,,wybierz trzy najważniejsze rzeczy z tego stosu, które sprawiają ci radość. Na dokonanie wyboru masz trzy minuty”[2]). Totalitarne utopijne wizje zaś pozbywają się ,,zawalidróg” w jeszcze bardziej bezwzględny sposób.

Boym podkreśla jednak, że nostalgia nie jest opozycyjną siłą wobec nowoczesności, ale jej częścią. Podobnie (jak nowoczesność) ma w sobie element utopijności, tyle że ta utopijność nie jest skierowana w przyszłość. Nie jest też jednak skierowana, jakby się mogło wydawać, w przeszłość. Rozprasza się w różnych kierunkach. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest czymś zastygłym niejako pomiędzy, uwięzionym między przeszłością a przyszłością – jak Anioł w opisie Benjamina. Nowoczesna nostalgia byłaby alternatywnym rozumieniem czasowości, nie byłaby jednak znieruchomiała, zastygła jak anioł historii, ale czymś, co nieustannie się porusza, naprzód, wstecz, ale również na boki. Jak pisze Boym:

Bruno Latour zastanawia się, co by się stało, gdybyśmy pomyśleli o sobie, że ,,nigdy nie byliśmy nowocześni i zaczęli obserwować hybrydy natury i kultury, przeszłości i teraźniejszości, które zaludniają współczesny świat. Wtedy musielibyśmy się cofnąć po naszych śladach i zwolnić (…)”. [3]

Taki sposób patrzenia wiąże się z taką sztuką i takim sposobem życia, które Boym określa jako off-modern, gdzie nowoczesność i nostalgia wzajemnie się uzupełniają. W tym ujęciu memorabilia czy ruiny danej epoki mogą nabierać nowego znaczenia w przyszłości. Zaczynamy się interesować pewnymi alternatywnymi wersjami historii, jej marginesami, zaułkami, rzeczami, które były poza mainstreamem albo tymi, które po okresie wielkiej popularności zostały prawie zupełnie zapomniane. Szczególnie cenne staje się myślenie ,,co by było gdyby”. Do tego typu myślenia w szczególności skłaniają właśnie ruiny – zarówno te architektoniczne, jak i takie, jak naukowo-techniczne wynalazki, które na skutek różnych okoliczności się nie sprawdziły; również utopie polityczne czy systemy filozoficzne, które się skompromitowały lub są uważane za anachroniczne; modne niegdyś powieści, których dziś nikt nie czyta, mody, które wydają się już śmieszne. Również i różne złowrogie świadectwa ludzkiego okrucieństwa, którymi są pewne ruiny.

Zaczynamy dostrzegać i cenić przedmioty, które są uszkodzone, resztki dawnych budowli i wszystko to, co jest fragmentem. Do tego stopnia, że fragment staję się używanym i cenionym środkiem wyrazu. Jak pisał pod koniec XVIII wieku Friedrich Schlegel: ,,wiele dzieł starożytnych stało się fragmentem. Wiele dzieł nowszych jest fragmentem już podczas powstawania”[4]. To docenienie fragmentu byłoby jednak czymś głębszym, niż nieustanny cytat czy oparty na najprostszych skojarzeniach, toporny kolaż, składający się z ,,kopii kopii”, jak bywa w spopularyzowanej, zbanalizowanej wersji postmodernizmu.

We wszystkich swych formach ruiny łączą się z poczuciem, które można próbować wyrazić jako: ,,już nie”, ,,pomimo”, ,,a jednak”, ,,a gdyby”. Zaczynamy się dzięki nim zastanawiać, jak bardzo inaczej mógłby wyglądać świat, w którym żyjemy.

Ruiny, a przynajmniej część z nich, stają się czymś, co chcemy, w taki czy inny sposób, złączyć z nowoczesnością lub też skonfrontować z nią zarówno na poziomie użytkowym w architekturze, jak i w szerszym, bardziej poetyckim, związanym z różnymi artystycznymi działalnościami. W tym też sensie, choć moc oddziaływania ruin polega również na uświadomieniu nam kruchości materii i kruchości nas samych, na przypomnieniu nam o naszej śmiertleności, również o tym, że ludzkie projekty mogą odejść w zapomnienie. Ruinofilia jest czymś bardziej złożonym i wielopłaszczyznowym niż po prostu tęsknota za złotym wiekiem, barokowe odczytywanie ruin poprzez pojęcie vanitas, romantyczne tęsknoty za dawnymi epokami czy upodobanie do malowniczych samotni.

Chociaż Boym bardziej interesuje się nostalgią jako czymś związanym z naszą epoką i kulturą, patrzy na XX wiek jak na czas, który rozpoczął się od futurystycznych utopii a zakończył się nostalgią, czymś wpływającym na zbiorową pamięć, to nie zapominajmy, że nostalgia ma ogromne znaczenie w naszym osobistym przeżywaniu rzeczywistości. Termin ,,nostalgia” pochodzi od dwóch greckich słów ,,powrót do domu” i ,,tęsknota”. Boym trafnie określa ją jako tęsknotę za domem, który już nie istnieje lub nawet nigdy nie istniał. Warto też pamiętać, że fantazja jest połączona z nostalgią w równym stopniu, co pamięć. Może być trucizną zatruwającą i hamującą nasze życie, ale może też być źródłem twórczości. Choć w wymiarze kulturowym nostalgia jest buntem przeciwko nowoczesnej wizji czasu, to w najbardziej podstawowym ujęciu jest tęsknotą za ,,innym czasem” (different time), za dzieciństwem, światem z przeszłości, światem z marzeń. Poza tęsknotą za krajem naszego dzieciństwa będzie występowała również tęsknota za domem rodzinnym – i właśnie ona jest dla każdego inna.

Jak pisze Boym:

Nostalgia sprawia, że zyskujemy dojmującą świadomość nieodwracalności czasu; ale jeśli nie możemy podróżować w czasie, to możemy podróżować w przestrzeni do miejsc, w których czujemy się jak w domu. Osoba ogarnięta nostalgią przekształca emocjonalnie geografię tak, że nie przystaje ona do żadnych z naukowych map”. [5]


[1]Walter Benjamin, ,,O pojęciu historii”, przeł. K. Krzemieniowa, w tenże, ,,Anioł historii”, Poznań 1996, s. 418.
[2] Marie Kondo ,,Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce”, Warszawa 2016, s. 29.
[3] Svetlana Boym, ,,Anioł historii. Nostalgia i nowoczesność”, przeł. K. Rychter, w: Kronos 3/2015, s.200
[4] Friedrich Schlegel, ,,Fragmenty”, przeł. C. Bertl, Kraków 2009, s. 45.
[5] Svetlana Boym, ,,Common Places. Mythologies of Everyday Life in Russia”, Cambridge (Massachusetts), London, 1994.



Karolina Rychter - doktor filozofii związana z Instytutem Filozofii i Kolegium Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego. Bada związki filozofii i literatury a także inne problemy leżące na styku dyscyplin, do których zrozumienia potrzebne jest spojrzenie z wielu stron. Poza filozofią i literaturą zajmuje się pisaniem o winie.