„Nie potrzebujemy hermeneutyki, ale erotyki sztuki”. Jedno z najwyrazistszych haseł wywoławczych antyinterpretacyjnej teorii Susan Sontag wydaje się głęboko zakorzenione w dyskusji o granicach literackiej śmiałości. Znajomość dzieł autorki Notatek o kampie nie zawsze jednak idzie w parze z realizacją ich założeń. Świetna monografia Ewy Stusińskiej o dyskursie pornograficznym w polskiej prozie XX wieku stanowi bodaj jedyne w ostatnich latach opracowanie tego problemu. W nieco anegdotycznej recenzji tej książki Karol Poręba opisywał krajową recepcję literackiej erotyki za pomocą kategorii wstydu i zakłopotania. Istotnie, polski odbiorca pozostaje czytelnikiem pruderyjnym, co wydaje się zaskakujące w perspektywie liberalizacji seksualnej, jaka miała miejsce w naszej świadomości. A jeśli chcemy rzetelnie mówić o twórczości jednego z najciekawszych polskich prozaików, Waldemara Bawołka, powinniśmy pozbyć się tych rumieńców. Ciężkowicki autor nie wstydzi się poetyzowania pornografii, a jego twórczość, parafrazując tytuł debiutanckiego zbioru opowiadań Jerzego Pilcha, jest erotyczna nie tylko pokątnie, choć przecież – gatunkowo – jest nie literaturą erotyczną, tylko piękną i radykalnie szczerą.

Że Bawołek jest wielkim pisarzem, przekonało krytykę – po dwóch dekadach jego  orbitowania na marginesie głównego nurtu – Echo słońca, nominowane do Nagrody Literackiej Gdynia, następnie świetnie przyjęty zbiór opowiadań La petite mort, a wreszcie Bimetal, wyjęty z szuflady autora, być może najciekawsza pozycja w nowej PIW-owskiej serii prozy współczesnej. Dziś o Bawołku mówi się jako o środowiskowym zjawisku, dziedzicu spuścizny Schulzowskiej, reanimatorze tradycji próz małych ojczyzn i mateczników. Jego najnowsze dzieło, zbiór epitafijnych miniatur o tytule Pomarli, natychmiast zostało dostrzeżone przed odbiorców. Darek Foks na Facebooku żartował nawet z medialnego zainteresowania Bawołkiem: „Wtedy jeszcze nie był sławny i mógł jarać szlugi gdzie popadnie”.

Dziś o Bawołku mówi się jako o środowiskowym zjawisku.

Recenzje Pomarłych błyskawicznie pojawiły się nie tylko w „Dwutygodniku” i w „artPapierze”, ale również bardziej mainstreamowych mediach – od „Newsweeka”, przez „Onet”, po „Gazetę Wyborczą”. Zaskakujące, jak wiele pisano o tej prozie, jednocześnie tak niewiele miejsca poświęcając erotyczności, czy nawet pornograficzności przezierającej przez karty kolejnych opowiadań. Z lakonicznych tekstów Piotra Bratkowskiego, Dariusza Nowackiego i Amelii Sarnowskiej wyłania się obraz sielskiego stróża regionalnej tradycji, kronikarza dziejów Ciężkowiczan, pisarza naturszczyka. To sposób przedstawienia, z którym sam Bawołek raczej by dyskutował. O dziwo niewiele głębiej sięgają rozpoznania Aldony Kopkiewicz i Michała Pawła Urbańczyka.

Moglibyśmy odsunąć zarzuty wobec krytyki i jej nieporadności w opisywaniu literackiej pornografii, zwracając się do samej literatury – i to ją winić za lakoniczność dyskursu o seksualności. Pewną granicę obrazoburstwa przesunęło w polskiej prozie Lubiewo, przypomnijmy, niemal dwie dekady temu, niemniej Witkowski wyznaczonego przez samego siebie poziomu nie przeskoczył, powieściowy homoerotyzm upotocznił się, do Rudolfa Pankowskiego już się nie wraca, o Grzegorzu Musiale zapomniano, a o Kronikach nierówności Marcina Szczygielskiego chyba nie warto nawet rozmawiać. To, co gorszyło w Zazi w metrze Raymonda Queneau, w Zuzie i Portrecie młodej wenecjanki Pilcha rozbiło się o niekonsekwencję formalną i zbyt dywersyjny ton narracji satyra-marudy. Erotyka w wydaniu nestorów polskiej prozy (może za wyjątkiem Srebrzyska Stefana Chwina) sięga po formę aktu w wersji niepokojąco patetycznej, nabrzmiałej świętością. Seksualny niepokój chłopięcego dojrzewania spod znaku Zegadłowiczowskich Zmór, który chyba najbardziej odpowiada temu, co znajdujemy w Pomarłych, całkowicie zniknął z horyzontu.

Być może nie w powieściach pisanych przez mężczyzn należy wypatrywać umiejętnego sięgania po śmiałość erotyczną – literackim językom kobiet rzadziej zdarza się popaść w skrępowanie, gdy opisują to, co w akcie najbardziej zmysłowe. Z drugiej strony w tekstach polskich pisarek seksualność nie przekracza raczej granicy erotyzmu, literacka pornografia przydarza się częściej autorkom (czy raczej: wytwórczyniom) literatury erotycznej sensu stricto, a ta nie osiąga u nas takiej jakości, która pozwalałaby włączyć ją w dyskurs dotyczący literatury pięknej – najpoczytniejszą polską serią stała się przecież erotyczna trylogia Blanki Lipińskiej, rozgrzewająca czytelników i czytelniczki sztampowymi opisami, postacią apollińskiego kochanka Massima i wykorzystująca kalki z 50 twarzy Greya. Ową granicę – płynną i umowną, bo przecież brak świeżych punktów odniesienia – zdaje się przekraczać właśnie Bawołek. Pruderyjność krytycznych odczytań może jedynie zaszkodzić jego nowej książce.

Pruderyjność krytycznych odczytań może zaszkodzić nowej książce Bawołka.

W Pomarłych wszystkie konwencje, gesty i motywy, które z książki na książkę pozwalały konkretyzować autorski projekt pisarza, zyskują wyrazistsze kształty. Podczas spotkań autorskich Bawołek podkreślał, że z Ciężkowic nigdy na dłużej nie wyjeżdżał i opuszczać ich nie zamierza. Podobnie jest z jego prozą, która trzyma się ciężkowickiej topografii.
W Pomarłych zyskuje jednak nowego ducha i – rozpostarta między grządkami ogrodu Pani Stępniowskiej, pomnikiem Paderewskiego czy domem Taksika – staje się jeszcze bardziej realistyczna, mimo poetyckich opisów. Wcześniej zwiedzaliśmy małopolskie miasteczko, wdzierając się w tę przestrzeń w roli obserwatora, natomiast w nowej książce śledzimy ścieżki bohatera, podążając tuż za nim, niczym kamera w 1917 Sama Mendesa. W poprzednich tekstach Bawołka mieszkańców Ciężkowic spotykaliśmy na ławce pod lokalnym sklepem; w Pomarłych wchodzimy do ich domów, ogródków, piwnic. Jesteśmy jeszcze bliżej, sięgamy jeszcze głębiej. Odsunięty zostaje obraz matki „niezdolnej do samodzielnego funkcjonowania”, który stanowił motyw przewodni w Echu słońca, choć postać ta, wciąż .definiująca bohatera, pojawia się nowych odsłonach – głównie za sprawą reminiscencyjnego charakteru wielu sekwencji. Nie zmienił się zaś nacisk na poetyzację języka, idącą za nim płynność formalną, mieszanie realizmu wiejskich scen rodzajowych z ożywionym oniryzmem, Bataille’owską fascynację erotyzmem i autobiografizację.

***

Pomarli składają się czternastu prozatorskich miniatur spajanych przez sekwencję spaceru głównego bohatera, a zarazem narratora, po ścieżkach prowadzących wzdłuż ciężkowickich domów. Kolejne tabliczki z numerami chałup przywołują tytułowych bohaterów, zaczynając od numeru 52 i Pani Genowefy Stępniowskiej, która częstuje młodego narratora słodkimi pomidorami zrywanymi prosto z przydomowej grządki, poprzez lokalnego awanturnika Ludwika Irotę spod numeru 105, aż po numer 74 i Marcela Cichonia, znajomego ze szkolnej ławki. W najbardziej osobistych, a jednocześnie najciekawszych epitafiach, bohater przywołuje postacie babci, cioci Marysi czy wujka Mordawskiego, który nie lubił wylewać za kołnierz. Każda z miniatur zbioru mogłaby funkcjonować osobno, w każdej z nich sposób obrazowania jest zresztą nieco odmienny. Nie zawsze tytułowi bohaterowie rozdziałów są centralnymi postaciami, niekiedy wspomnienie o nich staje się jedynie pretekstem do ucieczki w retrospekcję. Co łączy zatem wszystkie postaci, tak pieczołowicie zindeksowane w spisie treści i nagłówkach kolejnych rozdziałów? To ci, którzy odeszli zarówno z życia małopolskiego miasteczka, jak i emocjonalnie związanego z nimi narratora.

Proza Bawołka jest silnie autobiograficzna, choć termin „życiopisania”, jaki zaproponował Henryk Bereza, nie oddaje jej pełnej sprawiedliwości. Jednocześnie więcej dowiemy się o samotniku z Ciężkowic z jego prozy niż z jego lakonicznych wypowiedzi. Skrytek z Echa słońca, który opiekował się matką, spędzając wieczory na słuchaniu opowieści Matejki i kumpli, niewątpliwie tworzył biograficzną wspólnotę z Bawołkiem. Nieco inaczej było z Adrianem Knakiem z Bimetalu, choć zgadzała się nazwa miejscowości, w której mieszkał. Od samego Bawołka wiemy również, że kolejny utwór, nad którym pracuje, traktować ma o pisarzu pracującym w zaciszu swojego domostwa w tym samym małopolskim miasteczku. Z Pomarłymi sprawa wydaje się jeszcze prostsza. Opowiadacz nosi bowiem imię Waldemar, we wspomnieniach z dzieciństwa sąsiedzi zwracają się niego „Walduś”, kumple od flaszki mówią mu „Waldek”. W jednej z najpiękniejszych i najmocniejszych zarazem scen książki pojawiają się córka i wnuk pisarza, malutki Staś, którym narrator w aforystyczej formule przekazuje prawdę o ludzkiej samotności. Nie musimy jednak wskazywać, co w życiu Bawołka wydarzyło się naprawdę, a w konsekwencji – stało się literaturą. Chodzi tu raczej o dostrzeżenie pewnego pisarskiego gestu, z którego wyrastają traktaty o sąsiedzkich relacjach, wartościach rodzinnych, przywiązaniu do małej ojczyzny i ludzkim skazaniu na osamotnienie. Moglibyśmy sięgnąć więc po formułę Proustowską, a tabliczki kolejnych ciężkowickich domostw potraktować jak magdalenki, niemniej radykalna szczerość i brak tabuizacji zbliżają Bawołka raczej do projektu Karla Ovego Knausgarda, który w Mojej walce nie idzie na kompromisy, a jego literacki ekshibicjonizm często realizuje się w przekraczaniu granic erotycznego opisu.

Radykalna szczerość i brak tabuizacji zbliżają Bawołka do projektu Knausgarda.

W czasie wrocławskiego spotkania wokół Bimetalu, na którym Bawołek przedpremierowo odczytywał miniaturę o Pani Stępniowskiej, zapytany o lekturowe fascynacje, ironicznie stwierdził, że po rzeczy współczesne nie sięga w ogóle, a jeżeli czyta, to wraca do klasyków: Gombrowicza, Schulza, Joyce’a, Kafki czy Prousta. Bawołek twierdzi jednak, że czyta ich, aby zdania swojej prozy możliwie oddalić o tego, co pozwoliłoby na znalezienie punktów wspólnych. Budowanie frazy miałoby polegać na konstruowaniu rozległych zdań, a następnie żmudnym wykreślaniu, pozbywaniu się z nich tego, co wtórne, powtarzalne, zbędne. Rzeczywiście, narracja Pomarłych wyrasta z łączenia krótkich wypowiedzeń ze zdaniami rozbuchanymi, ornamentacyjnymi, radykalnie spoetyzowanymi. Pierwsze wykorzystywane są  w sekwencjach, w których bohater zgrabnie przekazuje aforystyczną prawdę wyrastającą z życiowego doświadczenia. Drugie pozostawałyby charakterystyczne dla tych partii tekstu, których celem jest ukazanie piękna lokalnych pejzaży; narracja zmienia się raczej w liryczną wypowiedź, przesunięta zostaje granica między prozatorską kohezją a poetycką epifanicznością. To równoległe czerpanie Bawołka z dwóch odmiennych żywiołów wiąże się z  ciągłym balansowaniem bohatera na granicy prawdziwości świata przedstawionego i jego zakrzywionego onirycznego odbicia. Tych dwóch rejestrów nie sposób było oddzielić już w Bimetalu. Spójność wydarzeń jest w podobny sposób naruszana również w większości miniatur z Pomarłych. Zdania zwięzłe są narratywizowane przez partie realistyczne. Rozbuchany poetyzm byłby właściwy dla scen, w których Waldek opuszcza jawę i pozwala pochłonąć się snom. Wycyzelowanie i pieczołowitość pracy nad językiem słychać również w warstwie dźwiękowej. Upłynnianie granicy między prozą a poezją byłoby więc kolejnym gestem firmowym twórczości Bawołka – z książki na książkę postępującym z coraz większą konsekwencją.

W słynnym eseju, podsumowującym paryską wystawę „lalek” Hansa Bellmera, Konstanty Jeleński pisał: „Pejzaż wewnętrzny ciała związany jest ze śmiercią i miłością”. Również w Pomarłych te dwie kategorie pozostają referencyjne. Śmierć tytułowych bohaterów ukazana zostaje w perspektywie obumierania fizyczności, lecz wspomnienie o nich pozostaje żywe, zarówno w rzeczywistości, jak i w onirycznych projekcjach narratora. O tym, w jaki sposób Tanatos nawiedza jego świadomość, ale i uliczki Ciężkowic, napisano już wystarczająco wiele. Co jednak zaskakujące, niemal zupełnie przemilczano fragmenty, w których Tanatos oddaje pole Erosowi. Podczas rozmowy z Jakubem Kornhauserem Bawołek przyznawał, że tym, co stanowi o jego awangardowości, jest wyjście poza ramy klasycznej narracji, przekraczanie kolejnych tabu, szczególnie tych związanych z relacjami rodzinnymi, zrywanie nici, które spajają więzi podstawowej komórki społecznej. Zerwane zostają więc podstawowe relacje, łączące męża i żonę, ojca i córkę, zięcia i teściów, wyznaczone za pomocą norm i zakazów. Granice dobrego smaku przekraczały już sceny z Bimetalu, gdy bohater ejakulował na pościel córki czy też oglądał, jak jego matka uprawia seks oralny z młodym kochankiem. W Pomarłych niemal każda miniatura zawiera niezwykle śmiałe sceny erotyczne, momentami nawet jawnie pornograficzne. Po przejściu wzdłuż ogrodu pani Stępniowskiej Waldemar trafia do lokalnej apteki, gdzie za zamkniętymi drzwiami oddaje się zbliżeniu z piękną farmaceutką, odwiedziny u wujostwa kończą się „grą w doktora” z kuzynką, a innym razem – z ciotką, która nie potrafi sprzeciwić się chuci bohatera. Oczywiście, większość z tych wyuzdanych scen wydaje się dziać w onirycznych wizjach bohatera. 

W Historii erotyzmu Georges Bataille wyjaśnia, że człowieczeństwo, a zatem to, co decyduje o naszym wyzwoleniu się ze zwierzęcości, ujawnia się tylko w pełnym spektrum istoty ludzkiej. Świętość duszy nie dałaby się wyartykułować bez odniesienia do tego, co uznalibyśmy za wewnętrzne zeświecczenie, cnotliwość wewnętrzna nie istniałaby bez tego, co określilibyśmy wewnętrznym splugawieniem. W rezultacie sakralizacja erotycznych doznań nie byłaby możliwa bez przekroczenia pewnych kulturowych zakazów. Ujęcie seksualności u Bawołka wydaje się czerpać z przekonań francuskiego filozofa. W swoich antropologicznych rozważaniach Bataille wychodzi od zakazu kazirodztwa, a w Pomarłych granicę tę naruszają wspomniane sekwencje zbliżeń z ciotką i kuzynką. Jednocześnie za każdym razem, gdy w prozie tej dochodzi do przedstawienia aktu, narracja balansuje między dwoma skrajnymi ujęciami opisu. Z jednej strony stosunek seksualny zostaje uwznioślony w poetyckich epifaniach, z drugiej – Bawołek nie powstrzymuje się od pisania o wstydzie, cielesnych niedoskonałościach, pokracznych, splątanych ciałach.

Bawołek nie powstrzymuje się od pisania o wstydzie, cielesnych niedoskonałościach, pokracznych, splątanych ciałach.

Osobną kwestią pozostają opisy samozaspokojenia; onanizm w Pomarłych należy do innej sfery seksualności – związanej bardziej z indywiduacją bohatera niż z Bataille’owskim przekraczaniem kulturowego zakazu. Zamiast poetyckiego uwznioślenia, masturbacja jest  pokazana w sposób fizjologiczny i dosłowny, jak we fragmencie, w którym Waldemar onanizuje się, oglądając zmagania skąpo ubranych tenisistek. Wśród wszystkich scen erotycznych, jakie znalazły się w Pomarłych, ta wydaje się najmocniej związana z rzeczywistością; trudno pomylić tu jawę z oniryczną projekcją, co tłumaczyłoby rezygnację z poetyzacji opisu doznania. Nie ten fragment pozostaje jednak najbardziej bulwersujący. Granicę pornograficzności przekracza Bawołek we wstrząsającej scenie seksualnej inicjacji bohatera. W czasie odwiedzin u rodziny kilkuletni Waldek zostaje wprowadzony w świat erotyzmu przez starszego kuzyna, który dopuszcza się gwałtu na nieuświadomionym chłopcu, obnażając się przed nim, a następnie zmuszając go, by ten „pomógł mu w robocie”. Inicjacja erotyczna bohatera ma zatem charakter jednoznacznie przemocowy. Również w tym miejscu Bawołek rezygnuje z jakiejkolwiek poetyzacji opisu na rzecz skrajnie fizycznego ukazania aktu, co wzmaga brutalizm przedstawienia. Uświadomienie łączy się zatem z krzywdą, seksualność – z plugawością.

Tak bezwstydne ujęcie erotyzmu jest w pewien sposób bezprecedensowe w najnowszej tradycji polskiej prozy. Pisarz pozwala sobie na więcej niż inni, mówi o seksualności bez pruderyjnych masek, przekracza granicę, do których inni nie mieli śmiałości się zbliżyć. Na postawienie zarzutów o obsceniczność nie pozwala jednak wyjątkowa, w wypadku tak pojętej pornograficzności, poetyzacja i epifaniczność opisów z jednej strony, a zmaksymalizowana szczerość narracji z drugiej. To właśnie na płaszczyźnie prawdziwości tego pisarstwa, i Bataille’owskiej potrzeby ukazania człowieczeństwa we wszystkich jego aspektach, wyrasta Bawołkowe eksperymentowanie z granicami dobrego smaku, które zarazem dzięki awangardowemu podejściu do pisarskiej sztuki uchodzi mu na sucho.. Krytyka niesłusznie przemilczała to, co okazuje się najważniejszą, być może, częścią książki. Nie sposób pisać czy też mówić o Pomarłych bez potraktowania krytycznymi narzędziami tego, co decyduje o transgresywności tej prozy, a co jednocześnie sprawia, że bez wątpienia mamy do czynienia z najdojrzalszym, najbardziej wycyzelowanym i radykalnym spośród dzieł Bawołka.


Waldemar BawołekPomarli,
wyd. Czarne, 2020, ss. 208.



Oskar Meller (ur. 1993 w Zgorzelcu) – doktorant na Wydziale Filologicznym UWr, krytyk literacki. Recenzje i szkice publikował w „artPapierze”, „Kontencie”, „Literaturze na Świecie”, „Nowych Książkach”, „8. arkuszu Odry” i „Wizjach”, z którymi stale współpracuje. Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską dotyczącą języka poetyckiego Tomasza Pułki i jego wpływów na dykcje pokoleniowych rówieśników. Interesuje się głównie polską poezją najnowszą, XX-wieczną poezją anglosaską oraz reprezentacjami nurtu Bildungsroman w literaturze XIX i XX wieku.