Rozpoczynając rozmowę opatrzoną tytułem Alergia na patos, która odbyła się przed czterema laty na łamach „Dwutygodnika”, Zofia Król obwieściła śmierć powagi jako postawy twórczej i odbiorczej. Podając za przykład poezję Adama Zagajewskiego, argumentowała wówczas, że ta kategoria zdezaktualizowała się w kulturze współczesnej, która faworyzuje ironiczny dystans i nieufność wobec wszystkich świętości. Jedną z przyczyn tego zjawiska, jak wskazuje krytyczka, jest rozpowszechnione ponowoczesne przekonanie o nieprzejrzystości języka, który stracił charakter neutralnego i niewinnego medium ekspresji i może być co najwyżej przedmiotem literackiej gry, skoro słowa nie przystają już do rzeczy. Taką właśnie grę z językiem wydaje się podejmować Tomek Bąk; w końcu, jak sam przyznaje, w poezji chodzi mu o „wyłapywanie fałszywych pojęć i szkodliwych metafor/skrótów myślowych”. Jednak jego twórczość jest raczej dowodem na powierzchowność diagnoz o zaniku powagi. W swojej nowej książce autor Kanady po raz kolejny używa zabiegów pochodzących właśnie z owego pozornie „niepoważnego” porządku, by całkiem na serio zadać pytanie o możliwość zaprojektowania innej sytuacji komunikacyjnej.

Trudno byłoby wsunąć Bailout do którejś z przegródek gatunkowych – jest to chyba najbardziej radykalny eksperyment formalny Bąka. Znaczną jego część stanowi coś, co moglibyśmy nazwać krytycznym wykładem z historii i genezy XX-wiecznych kryzysów finansowych, którego głównym wątkiem jest przegląd kłamstw i przekrętów neoklasycznej doktryny ekonomicznej. Owa część wykładowa poprzedzona jest swego rodzaju manifestem programowym – poetycką metarefleksją na temat przyjętej metody działania. Całość wieńczy natomiast bezpardonowo osobista ekspresja złości i wyrażone w tonie naiwnej utopii wyznanie wiary w możliwość pomyślenia i zaprowadzenia nowego porządku ekonomicznego.

Jest to chyba najbardziej radykalny eksperyment formalny Bąka.

Wspomniany manifest programowy rozpoczyna się od deklaracji, wydawałoby się, podważającej powagę całego przedsięwzięcia: „Bezwzględna krytyka wszystkiego, co istnieje:/ proste i skuteczne, słuszne i zbawienne”. Zamykająca poemat gniewna tyrada, która wydaje się obliczona na zniesienie granicy między prywatnym a politycznym, wikła się w partykularyzmy („Choć mówią, że na rynku pracy/ nie było tak dobrze od lat,/ moje CV nie wzbudza większego entuzjazmu”) i momentami osuwa się w pretensjonalność („No dobra,/ tak naprawdę wkurwia mnie to,/ że za kilogram soczewicy/ płacę więcej, niż kosztuje kilogram mięsa mielonego”).

To, co nazwałem krytycznym wykładem, a co wypełnia większą część książki, również zdaje się sabotować własną formę gestami z porządku tendencyjnego kazania. Rama wykładu – jak się przyjęło sądzić – wymaga systematycznego omówienia poszczególnych koncepcji i perspektyw. Bąk robi coś zupełnie przeciwnego – przywołuje przeróżne konteksty, z których każdy mógłby być punktem wyjścia obszernej dyskusji, i wrzuca je w machinę swojego sarkastycznego monologu zdominowanego przez kontestatorki i kpiarski ton. Żongluje nimi dość swobodnie i pobieżnie pointuje ich niedociągnięcia, nie stroniąc od dowcipu, momentami ostrego, momentami suchego; obraca je przez chwilę w rękach i odrzuca, by za chwilę sięgnąć po następne: „O warunkach tworzenia milczymy jak sałata./ Do przygotowania opisu późnego kapitalizmu/ zatrudnię psychoanalityka owoców i warzyw”. Gimnazjalny humor przeplata się tu z obfitością równie zgrabnych, co banalnych fraz oraz chwytliwych aforyzmów, a pojawiającą się nagle i niespodziewanie metaforyka zupełnie nie pasuje do publicystyczno-sprawozdawczej konwencji całości: „Spójrzmy na rynek derywatów./ Przypomina on trochę branie ślubu/ z księżniczką, która jeszcze się nie urodziła”.

Czytaj także:
Zbyszek Jazienicki
o poezji Przemysława Dakowicza

Jeśli frazeologia poematu nie wystarczy, by zmęczyć czytelnika, można się tego spodziewać ze strony jego konstrukcji. „To poemat dystrakcyjny,/ bo w dobie finansjalizacji/ zajmowały nas jedynie dystrakcje” – twierdzi podmiot, a ja dopowiedziałbym, że jest to poemat dystrakcyjny o tyle, o ile po każdej dystrakcji myśl podmiotu powraca na stałe tory, wciąż krążąc wokół tych samych tematów i powtarzając, jak refren, podobnie brzmiące formuły. Muzyczne rondo w wydaniu tekstowym. Ta zasada powrotu czy powtórzenia wywołuje, co prawda, interesujący efekt rezonansu fraz, wzmacniając ich wydźwięk, ale sprawia też wrażenie redundancji, a w swojej uporczywości – prowadzi do przesytu.

Jeśli frazeologia poematu nie wystarczy, by zmęczyć czytelnika, można się tego spodziewać ze strony jego konstrukcji.

Pomocna w wyjaśnieniu tej naddanej intensywności i nieuporządkowania retorycznego poematu może okazać się figura człowieka-pizdy, która w Bailoucie jest scalona z postacią autora mocniej niż w poprzednich tomach. O ile wcześniej Bąk powoływał się czasem na człowieka-pizdę jako narratora, wpuszczając go w przestrzeń wiersza na prawach quasi-cytatu, o tyle teraz mówi „przez” niego, mieszając jego głos z własnym. Dzięki temu zajmuje – jako autor – trudną do uchwycenia pozycję (najbardziej chyba przywodzącą na myśl kategorię liryki maski), która pozwala mu moralizować, biadolić i droczyć się; słowem, naginać reguły komunikacji i testować inne tryby krytyki niż tradycyjnie rozumiane powaga i ironia.

Niewypowiedzianym postulatem Bailoutu wydaje się wykroczenie poza racjonalność jako ramę dyscyplinującą rozmówców, narzuconą przez hegemoniczną kulturę kapitalizmu i pacyfikującą wszystkie nieortodoksyjne próby przeformułowania problemu. Bąk uprawia „Studiowanie ekonomii heterodoksyjnej/ na własny użytek i we własnym zakresie” w sytuacji, gdy ekonomia neoklasyczna jest tak naprawdę narzędziem sprawowania władzy. Skoro dostępny język nabrał cech niemal religijnych, ustanawiając niekwestionowane powiązania między ideami i projektując nietykalne sacrum (pozornie) jedynej możliwej i słusznej logiki akumulacji kapitału, Bąk proponuje nam metodę heretycką – próbę wyobrażenia sobie czegoś, co wydaje się teraz niewyobrażalne. Podzielenia widzialnego – jak powiedziałby Rancière – w inny sposób; uwolnienia „usmyczonej wyobraźni/ która pozwala widzieć tylko to,/ co istnieje bądź istniało w przeszłości”.

Bąk proponuje nam metodę heretycką.

Właśnie w myśl tego postulatu formułowane są utopijne wizje oparte na propozycji, że „czas, by świat/ potraktował naiwność jak cnotę”. Tego rodzaju sposób traktowania utopii – jako formy krytyki istniejącego porządku i próba wyjścia poza schematy myślenia – pojawił się już w poprzedniej książce Bąka. Ostatni wiersz Utylizacji. Pęt miast, który rozpoczynał się od wersów:

A co, jeśli wszyscy zrezygnują z pracy
i pęta miast nie dojadą do marketów,
kurczęta dożyją sędziwego wieku
i nie będzie komu wydać reszty,
ucichną historie o zbiorach szparagów,
przerdzewieją do cna platformy wiertnicze?
(Z samego końca świata macham do was warzywem)

znajduje swoją kontynuację w momencie, gdy podmiot Bailoutu mówi:

Naszym błędem jest to, że pragniemy zbyt mało,
i jeszcze gotowi jesteśmy iść na ustępstwa.
Żeby móc żądać niemożliwego,
musimy najpierw to niemożliwe wymyślić.

Paweł Kaczmarski, polemizując z Zofią Król, zwrócił uwagę na to, że opozycja ironii i powagi jest fałszywą alternatywą, ponieważ „domyślna” w poezji polskiej powaga Zagajewskiego jest zupełnie oderwana od realiów społecznych i nie ma nic wspólnego z poważną dyskusją wokół naprawdę palących problemów współczesności. W Bailoucie hipertrofia klisz wyobraźni, wysokie stężenie suchego humoru, mityczne projekty i retoryka anegdoty, choć mogą sprawiać pozory kolejnego przykładu totalnego panowania ironii i skłaniać do łatwych uogólnień, stanowią właśnie próbę upomnienia się o inną powagę. Sytuowałaby się ona poza patosem górnolotnych odwołań do dziedzictwa kultury śródziemnomorskiej. Byłaby to próba zainicjowania poważnej rozmowy o sprawach, które powinny nas naprawdę niepokoić i których gruntowne przemyślenie leży w naszym wspólnym interesie.


Tomasz Bąk
Bailout
WBPiCAK, 2019, ss. 94



Adam Partyka (ur. 1994 r.) – doktorant Uniwersytetu Jagiellońskiego, krytyk literacki współpracujący z Kwartalnikiem Literackim „KONTENT”, krytyk teatralny współpracujący z portalem „e-teatr” w ramach projektu Nowa Siła Krytyczna, członek Kolektywu Kuratorskiego. Mieszka w Krakowie.