Esej

Synkretyki Teodora Parnickiego

Pierwsze powojenne książki Parnickiego, zapoczątkowujące zresztą jego „mieszańczą” epopeję, należałoby może więc traktować nie tyle jako pisma, których tematem byłby fenomen kondycji „rozszczepieńca”, ile raczej jako jej performatywne zapisy, gdzie wyuczony język ojczysty narażony jest ciągle na utratę. To język będący w stałym niebezpieczeństwie, zagrożony w każdej chwili wymarciem i podlegający pod jego wpływem przekształceniom, naznaczony już upiornością.  

Pessoa lizboński

Nie należał do żadnego pokolenia, żadnego ruchu intelektualnego, żadnej partii. Rzadko się to udaje w młodości, później też nie, bo wiek dojrzały ceni wygodę, którą dać może tylko konformizm. W epoce kolektywizmu Pessoa manifestował osobność.  

Zachodni kanon (fragmenty)

W odniesieniu do większości tych dwudziestu sześciu postaci próbowałem bezpośrednio zmierzyć się z ich wybitnością: pytać, co czyni danego autora i dane dzieła kanonicznymi. Zwykle odpowiedź brzmiała: dziwność, typ oryginalności, którego nie sposób oswoić albo który tak nas oswaja, że przestajemy postrzegać go jako dziwny.  

Głośna nieobecność. Dylan i Nobel

Jeśli jednak widzimy literaturę wszędzie tam, gdzie rozkwitają narracja i metafora, a więc także, a może zwłaszcza, w ustnych formach wypowiedzi, to radość z Nobla dla Boba Dylana oznacza przekonanie, że literatura na przełomie XX i XXI wieku bynajmniej nie umiera (…).  

Przed sztalugą

Czasami oglądam w internecie streamingi ze spotkań z poetami i pisarzami z okazji festiwali literackich albo gal wręczenia nagród literackich. Później wyobrażam sobie siebie na takim spotkaniu, wyobcowanego, siedzącego gdzieś na rogu, milczącego, nieśmiejącego unieść wzroku znad kufla z piwem, śmiertelnie przerażonego. Wykluczonego. Tak wygląda życie literackie. A literatura? Literatura to samotność. Wielka literatura to wielka samotność. Wielka samotność, która łączy ludzi. Literaturę tworzy się w samotności i obcuje się z nią w samotności.  

Wstyd burżuja

Bohater jest tradycjonalistą: głębokie gardło uważa za przereklamowany fetysz nielicznych, brzydzi go seks grupowy z obcymi ludźmi, eksperymenty czy praktyki pedofilskie, a gdy znajduje w jednej ze swoich kwater pełne wydanie de Sade'a i ogląda ryciny, stwierdza, że nie mógłby się odnaleźć w żadnej konfiguracji. Zgodnie z kodeksem mieszczańskim fetyszyzuje młodość i sprawność, okrutnie ocenia zaniedbaną Claire, do siebie też nie ma szczególnych sentymentów.   

Wstyd jako katastrofa Innego

Na pytanie jak to się dzieje, że wstyd okazuje się naszą podstawową emocją i dlaczego usiłujemy go uniknąć, ciekawiej od socjologów odpowiadają filozofowie i pisarze. Równie ciekawe rzeczy usłyszymy na ten temat od psychoanalityków.   

Jedno zdanie o Schulzu albo Drohobycz

Im bliżej Drohobycza, tym więcej ludzi wsiada do busa. Kiedy jesteśmy już naprawdę blisko miasta, zaczyna brakować miejsc stojących. Coraz trudniej też złapać oddech. Upał staje się wręcz nieznośny. Nie ma gdzie się przed nim schować, oblepia nas z każdej strony. Nawet uchylenie jeszcze jednego okna niewiele zmienia. Wszyscy mają obojętne i zbolałe twarze, jakby droga miała się nigdy nie skończyć.