Esej

Przed sztalugą

Czasami oglądam w internecie streamingi ze spotkań z poetami i pisarzami z okazji festiwali literackich albo gal wręczenia nagród literackich. Później wyobrażam sobie siebie na takim spotkaniu, wyobcowanego, siedzącego gdzieś na rogu, milczącego, nieśmiejącego unieść wzroku znad kufla z piwem, śmiertelnie przerażonego. Wykluczonego. Tak wygląda życie literackie. A literatura? Literatura to samotność. Wielka literatura to wielka samotność. Wielka samotność, która łączy ludzi. Literaturę tworzy się w samotności i obcuje się z nią w samotności.  

Wstyd burżuja

Bohater jest tradycjonalistą: głębokie gardło uważa za przereklamowany fetysz nielicznych, brzydzi go seks grupowy z obcymi ludźmi, eksperymenty czy praktyki pedofilskie, a gdy znajduje w jednej ze swoich kwater pełne wydanie de Sade'a i ogląda ryciny, stwierdza, że nie mógłby się odnaleźć w żadnej konfiguracji. Zgodnie z kodeksem mieszczańskim fetyszyzuje młodość i sprawność, okrutnie ocenia zaniedbaną Claire, do siebie też nie ma szczególnych sentymentów.   

Wstyd jako katastrofa Innego

Na pytanie jak to się dzieje, że wstyd okazuje się naszą podstawową emocją i dlaczego usiłujemy go uniknąć, ciekawiej od socjologów odpowiadają filozofowie i pisarze. Równie ciekawe rzeczy usłyszymy na ten temat od psychoanalityków.   

Jedno zdanie o Schulzu albo Drohobycz

Im bliżej Drohobycza, tym więcej ludzi wsiada do busa. Kiedy jesteśmy już naprawdę blisko miasta, zaczyna brakować miejsc stojących. Coraz trudniej też złapać oddech. Upał staje się wręcz nieznośny. Nie ma gdzie się przed nim schować, oblepia nas z każdej strony. Nawet uchylenie jeszcze jednego okna niewiele zmienia. Wszyscy mają obojętne i zbolałe twarze, jakby droga miała się nigdy nie skończyć.  

Ruina w trzech odsłonach

Ruina nie przyjmuje jednego określonego kształtu, lecz jej formy są rozliczne [...] Wobec ruiny można przyjąć różne postawy, jednak nie zawsze można je dowolnie wybierać: ruinę można obserwować, kontemplować, w rujnowaniu przestrzeni można uczestniczyć, można ruin bronić.  

Tomasz Pułka jako budowniczy ruin

Pułka autotematycznie umiejscawia się na osi czasu rodzimej tradycji poetyckiej w miejscu o zakrzywionej temporalności. Korzysta z dykcji klasyków, reanimuje je, stojąc jednak w miejscu, z którego poświadcza ich kres.  

Czarnoliterowy czterowers poety Herberta

Monolit oryginalnego wiersza został rozbity na dwie, a następnie na cztery części. Prywatne wyznanie zmieniło się w rozważny sąd estetyczny. Czemu? Czy oryginał był zbyt osobisty? Zbyt silnie dotykał jakiejś wewnętrznej struny poety, której ten, po namyśle, nie chciał wystawiać na pokaz?