Esej

Milena (fragment książki „Felice, Milena, Dora”)

Kiedy Kafka był w sanatorium w Meranie, we włoskim Tyrolu, zaczęli do siebie systematycznie pisywać. Frank – jak nazywała Kafkę Milena – wspominał ich spotkanie w kawiarni. Nie zapamiętał jej twarzy, ale zachował obraz jej postaci, jak szła między stolikami. Reszta należała do listów, które zaczęły krążyć między Meranem a Wiedniem jak jaskółki.  

Księgi wyjścia. Wprowadzenie

Wszyscy uciekinierzy poszukują wyjścia – z pułapki, jaka uniemożliwia im życie, albo, przeciwnie, z pułapki, jaką życie się stało. Artyści ucieczek mogą być zatem wirtuozami przeżycia, asymilującymi się w nowej formie życia, albo, odwrotnie, mistrzami przeciwżycia, sygnaturami sprzeciwu wobec narzuconej im przez naturę formy.  

Architektura przetrwania

Dziś uświadamiam sobie, że może to wszystko to jakiś rodzaj snu, fantazji, która czasem dotyka archeologów, zbytnio utożsamionych z przedmiotem swoich badań: być może podświadomie chciałbym w to wierzyć.  

W okamgnieniu

Przemieszczając się przez Jutlandię od samego południa po sam północny jej kraniec, mamy wrażenie, jakbyśmy stali w miejscu. Tak jakby przestrzeń zrównała się z czasem i trwały tak razem w niezmienności.   

Podróże z Alejo

Pisarz należał do owego grona odkrywców, jego pierwsze opowiadania oraz debiutancka powieść Ecué-Yamba-O! dotyczą właśnie świata Afrokubańczyków, czyli własnego podwórka. A jednak efekty nie były zadowalające, sam pisarz zablokował na dekady wznowienia tej pierwszej powieści, bo wydawała mu się (słusznie) bardziej etnograficzna niż literacka.  

Po obrzeżach. Sebald przeciw germanistyce

Pojęcie ojczyzny badane przez Sebalda w opowieściach o Kafce, Rotcie, a zwłaszcza o pisarzach żydowskich gett początku dwudziestego wieku i o Jeanie Amerym, zostaje odarte z dobrotliwego ciepełka – pisarz ujawnia jego przemocowy charakter i złowrogi cel, o którego ostatecznym spełnieniu już dzisiaj wiemy.  

Otchłań

Myślę, że najtrudniejsze do prześnienia są dla mnie te sny, w których odczuwam lęk wysokości: stoję na skraju wzgórza i wiatr dotyka moich pleców, idę po śliskich od deszczu gzymsach szerokich na jedną cegłę. Nie spadam, ale jestem o krok od utraty równowagi. Zimny skurcz przechodzi od stóp przez nogi, podbrzusze i wnętrzności. Do głowy chyba nie dociera.  

Po katastrofie: życie, całe życie

Kolejne powieści Agnieszki Wolny-Hamkało składają się w całość nie dlatego, że mają wspólne bohaterki czy bohaterów, ale dlatego, że są próbami we wspólnej sprawie: nowej opowieści o doświadczeniu dorastania, o procesie, który ma trwać tak długo, jak długo żywa będzie bohaterka.