Recenzja

To nie jest mój syn (Ida Linde, „Mama mordercy”)

„Mamę mordercy” Idy Linde z łatwością można nazwać książką o bezwarunkowej miłości matki do dziecka, o poświęceniu, o mierzeniu się z traumą. Fabuła jest dość prosta – samotna i zamknięta w sobie kobieta wychowuje przybranego syna, chłopak dojrzewa i niepokojąco się zmienia, aż pewnego dnia znika, a zamiast niego w mieszkaniu pojawia się policja.  

Krytycy sobie, a Dymińska sobie (Dominika Dymińska, „Milch”)

Te wręcz impresjonistyczne utwory wytrącają z rąk krytyczek-niedowiarków argumenty za tym, że Dymińska w literaturę po prostu nie umie i już; nie ma większego wpływu na kształt swojej herstorii, dissu na Polskę i środowisko, i jedyną jej zasługą jest przedstawienie światu tego, co się jej przydarzyło (z podziałem na wersy). Poetka potrafi jednak inaczej. Pisze dokładnie tak, jak chce  

Może jeśli jesteśmy (Paulina Pidzik, „Wejście w las”)

Gest ograniczenia i redukcji doskonale widać również w samej poetyce wierszy Pidzik. Nie chodzi o to, że są raczej krótsze niż dłuższe, ani o brak rozlewnej frazy, która dla emocjonalnego i podpartego pracą wyobraźni tonu mogłaby się wydawać „naturalna”. Chodzi również o oszczędność na poziomie słownika. Pidzik korzysta z ograniczonego repertuaru powtarzających się słów i symboli, co w efekcie przynosi jednolity, spowolniony – choć jednocześnie dość monotonny – rytm całego tomiku.  

Wielka majówka po „drobnych zmianach” (Konrad Góra, „Kalendarz majów”)

Czy w "Kalendarzu Majów" antysystemowy Góra przestał być jedynie poetą zaangażowanym, a stał się autorem politycznym? Czy imiona i nazwiska polityków – obecne w wierszach i liczne – sprawiają, że tomik staje się manifestacją niechęci wobec władzy w duchu "Drobnej zmiany" Marcina Świetlickiego? Bynajmniej. Owszem, Góra opluwa emanacje władzy, ale władzy wszelkiej, nie tylko tej z ulicy Wiejskiej – każdej wymierzonej przeciw wolności istnienia.  

Trochę tak, a trochę nie (Kamila Janiak, „Wiersze przeciwko ludzkości”)

Zadaję sobie pytanie: jak wyglądałaby ta książka, gdyby składała się jedynie z rozmaitych serii krótkich wierszy (niech brzmi śpiewnie) pełnych po brzegi „pustych przebiegów” i czy wtedy również zdobyłaby taki rozgłos, jaki obecnie ma? Albo – czy kilka dobrych wierszy niewpisujących się swoją nie-lapidarnością w skrótowy, à la karciany koncept książki, może aż tak wpłynąć na jej odbiór?