jak krwawią owoce 

co im się dziwić że tak uciekały

a uciekał każdy jeden

pożył tu może rok czy nawet mniej

i w świat byle dalej za zieloną bramę

wszyscy tak trzymają co się dziwicie

psy na łańcuchu w ceglanej wnęce

źle tam nie mają mówił dziadek

świeżą słomę a jak skwar to i cień

wrzuć tam co temu psu bo tak ujada

głupi wyje i wyje a jak lisa widzi to cisza

wystarczyło spuścić z łańcucha już biegły

byle dalej w pole w sad w te długie słoneczniki

jeden wabił się amor i wrócił po pół roku

taki chudy jakby cały ten czas tylko biegł

łasił się potem do dziadkowej kulejącej nogi

za zieloną bramą to tylko asfalt a dalej most

jak ginie pies pierwsze co to trzeba rowy przeszukać

czy nie leży nie skomle poraniony oponami

potem dziadka wypatrywać czy na moście nie stoi

nie czeka stęskniony i woła psie imię w stronę miasta

tu psy się chowa pod krzakiem porzeczki

gdzie by im lepiej było niż w słodkim i chłodnym

całe lato mam ten porzeczkowy sok pod paznokciami

 

języki

zawsze najpierw plusk

gęsty mokry i mętny

jakby deszczówkę z wiadra wylać

potem drugi dużo cichszy

głuche tupanie po ubitej słomie

w tę i w drugą pod ścianę i w kąt

wypadło z niej takie lepkie i marne

zdrowo kiedy przednie nogi wyjdą pierwsze

a na nogach senna głowa

dobrze jej tam było

tej głowie

gorąco jak w niedzielę i w czerwiec

leży to takie

pokryte czymś śliskim błyszczącym

babcia ją kiedyś nazwała alaska

pytaliśmy babciu co to za imię dla krowy

a ona mówiła nie wiem ładne

i patrzy tak jakby wiedziała że o niej

liże alaska swoje pierwsze cielę

język ma długi i prawie purpurowy

jak prawdziwy język matki

moja mama zawsze mówiła

że małym cielakom miło dotykać języków

wkładać dłoń do szorstkiego pyska

a one wtedy tę dłoń ssą i ssą

patrzymy na niego przez próg

nie wstaje mówimy babci a już powinien

na własne kopyta chude chwiejne nogi

wstanie mówi babcia bo chce żyć

dwie noce żeśmy przy nich siedzieli jak się rodzić miał

to wie że chciany że na świecie czekany

wszyscy przychodzili zaglądać i psy i ptaki

mówili weźcie go stąd wynieście od niej tej alaski

ona mu wstawać nie daje taka z niej matka

babcia im mówiła zostawcie on bardziej jej jest niż ziemi



Antonina Małgorzata Tosiek - urodziła się w 1996 roku w Poznaniu. Absolwentka Studium Aktorskiego STA, od lat regularnie gra w poznańskich teatrach. Na scenie Centrum Kultury Zamek można oglądać jej autorski monodram pt. ,,Post''. Laureatka konkursu im. Zbigniewa Dominiaka Domu Literatury w Łodzi w roku 2017 oraz finalistka 13. edycji Połowu Debiutów Biura Literackiego. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.


Więcej tekstów w kategorii Poezja: