Ilustracja: Natalia Trochowska

Trax 2

Legenda podziału

mówiłaś, że nie można inaczej
że tutaj ludzie będą sobie pomagać
aż wygasną odmiany chwil

zostałaś w pawilonie chorych kobiet
pusty magazyn, studnia, agregat
– idź już idź –

nie znam tych stron
Ziemia przybyła z amnezji
niewiele przybliża

nad rzeką piorę rzeczy
potem cała przyszłość
zaczyna obsychać

 

Interwały

znów
przebywam w świecie, który wzbudza twój głos
trącam stopą sprężyste tony –

gdy unieść głowę
białe niebo goni za czernią niesytych gwiazd

niżej wóz z klatkami na ptaki przemija brzegiem pola
łapie za krtań –

potem z Księżyca schodzi psi łeb
rzuca się do gardła
przemierzam jego warczenie
jak pchła

 

Troposfera

to się powtarza –
żyję w twoim głosie
jego barwa wypełnia kraj
fale omywają widnokrąg

widzę ścinki dróg, pobocza, wozy dostawcze bez kół
głos nie prowadzi – jest otoczeniem
które odcisnęło w sobie mój kształt

jednak wyjście głosu
powtarza się tak samo –
widzę obraz kontrolny
posiadłości cząstek, gatunku

powtarza się
jedno i drugie

cały czas przechodzi
jedno w drugie

 

Niepodobieństwa

na pustym dworcu mewa skrzeczy
grad sputników spadnie jesienią
skupi uwagę jak wielka loteria

nasza uwaga i to, co mamy na uwadze czasem się rozchodzą
nie mamy wszystkiego, więc nie jest po wszystkim
kilka zasad, parę ich przeciwieństw

rankiem widziałem twoją twarz
w zastoju konarów – lecz wzrok liści
nie dla skóry zwierząt, nie dla paru domysłów

pod spodem płot z osadem napisów: „ręce do góry!”
„preferowanie pewności odsprzedam”
„kradzież serc to system”

 

Istoczenia

wychodząc ze snu próbowałem odnaleźć twój ślad
(świat nie zdążył jeszcze zwęszyć drogi do przyczyn ram)
biegłem gwałtownie to w jedną, to w drugą stronę
płosząc poufne żółte zwierzę, które w pierwszej chwili
wziąłem za twój szalik

w nieznany sposób odbiłem jednocześnie od jawy i snu
świt zaszumiał nad podporą mostu ze zdrewniałych lin
poniżej kąpały się wróble, niedbale odbite od rogówki
widziałem też spokój wirujący jak cyklon – i traktaty
kreślone na masywach obcych lądów
i rozpad pór roku, i głód wsparty
na rzęskach mikrobów

w kałuży wciąż kąpały się wróble
były stare i pewne siebie jak każde cesarstwo
chyba też okrutne
jeden z nich wbijał we mnie wzrok
przez moment kimś byłem –
nawet jeśli ziarnem

 



Cezary Domarus – ur. w 1966 roku w Gdyni. Autor książek poetyckich: ekwipunki (1999/2000), Mózg story (2001), Wiersze po/lity/tyli/czne (2005), Zwrotki (2012), cargo, fracht (2016). Napisał również zbiór tekstów pt. Podania. O doświadczaniu języka (2013). W sieci internetowej opublikował rzecz pt. vversety (2018) (http://domarus.tumblr.com/). Mieszka w Warszawie.


Więcej tekstów w kategorii Poezja: