Numer 1/2019
Mniej

Ilustracja: Tomasz Woźniakowski

Trax

Wymówienie

to stało się jednego dnia

nikt nie wie, jak się mogło stać –

wzruszaliśmy ramionami, jakby to nie było pytanie

a kryjówka dziwnego pragnienia

w końcu to stało się nagle

tego dnia

największe nagle w historii prędkości i dat –

przestał istnieć wszystek, który działał

zostały rzeczy zaprawione w bezruchu

co więcej

lub co gorsza

– jak kto woli –

przepadła większość tak zwanych bliźnich

wszyscy, których znaliśmy – znikli

ludzie jak rzadkie owady – przemykający w oddali

a zdolni nas zabić – rozpadli się bez śladu

jeśli był w tym zamysł, zastygł w bezruchu

i został jedną z wielu niesprawnych rzeczy

to stało się nagle

nikt nie wie, jak się mogło stać –

tuż przed wyjazdem na miasto pierwszego tramwaju

przed brzaskiem pierwszej myśli

przed porannym serwisem

było po wszystkim

jak się mogło stać

– to chyba nie jest pytanie –

i nie wie zupełnie nikt

dlaczego tego dnia

czemu właśnie nad ranem

Liczby

przyszłość nigdy nie była przyszłością

istniała tylko obrotna nerwowość

wykresy i prezentacje, krwinki na kontach

obietnice wymuszone uprzejmością bądź stopniem zażyłości z władcami

za dnia nieunikniony rejwach cząstek

tworzy widoczność, zapach, fonię –

droga jest prosta, choć już stąd widać

ginie w uścisku pobocza

o jutrzejszy pokarm trzeba zadbać w tej chwili

kilka godzin stąd, za parkiem pokrzyw, magazyn konserw

manna z przeszłości dla garstki zostawionych tu chyba

przez kosmiczny brak koncentracji

mówią, że został nas jeden promil

że ponoć sami bezpłodni

nie wiem, kto policzył ten czynnik ludzki

są też inne rachunki

działa jedynie horoskop błędów

nadaje do nieczynnych odbiorników

– inaczej nie będzie –

czy nie lepiej tak pomyśleć

czy nie lepiej kornie to założyć?

Reszta

napisy na murach prowadzą do wniosków sprzed lat

„moje słowa zawsze będą znaczyć to samo”

„chciałem ofiarować ci świat”

lub

„uśmiech wyprowadzi cię z cienia”

zdumiewająca jakość farby –

burze i deszcze nieziemsko bezradne

szukamy szans w każdym zaułku

jedzenie dają za odkrycie ramion

nieco więcej

za pracę ud

Rozmieszczenie

place z granitem w blokach

tyły magazynów butli po gazie

skład szyldów leżących na płask

bezlik popielatych ram

żółte maskownice w stertach na słońcu

podstawy frontów i blaty bez kółek

stalowe profile w wiązkach na skarpie

pusty zbiornik i karton uszczelek

bramy warsztatów wulkanizacji

podesty na sobie pod murem

Ciemnia / Odsłuch

ktoś tu robił zdjęcia – zatoka przechowała kliszę:

przesadnie barwne miasto rwie się nocą

w stronę galaktyk i spada za wzgórzem

konfetti wrośnięte w glebę i szkielety ulic –

suma ich osiągnięć, pierwotnie podobno

mieli wznosić dusze

potem zwrócił uwagę

dźwięk, który wydaje obuwie odrywając się od rozmiękłej gleby

taki, co jest domeną starców –

wyssane z palca doświadczenie, sztuczki łysych dziąseł

 

Powtórne odejście

wreszcie widzimy karuzelę na barce –

kadłub zarył w brzeg

rdza wije się w kierunku słońca

przy diabelskim kole, na wysokości

popiskuje w tulei

ukryty mechanizm

to wiatr, tak

to ten wyżej silniejszy

wiatr

Zasób

gąbki z tworzyw grodzą ujście rzeki

liczne strugi spruły przybrzeżny próg ziemi –

spiętrzenie widać z oddali, kolory dawniej żywe

teraz w skrzepach szlamu

wszystko, co było kramem – jest odmętem czasu

wszystko, co chciało zasłonić powierzchnię, by nikt

nie ujrzał, jak porasta siatką pęknięć – wessały mokre światy



Cezary Domarus – ur. w 1966 roku w Gdyni. Autor książek poetyckich: ekwipunki (1999/2000), Mózg story (2001), Wiersze po/lity/tyli/czne (2005), Zwrotki (2012), cargo, fracht (2016). Napisał również zbiór tekstów pt. Podania. O doświadczaniu języka (2013). W sieci internetowej opublikował rzecz pt. vversety (2018) (http://domarus.tumblr.com/). Mieszka w Warszawie.


Więcej tekstów w kategorii Poezja: