Ilustracja: Michalina Sobieraj

Wskrzesiwo

chyba zwariowałem
żeby o północy
w polu
zapalać świeczkę?

i wypowiadać:
—— niechaj światło
 —————————– będzie
 ———————————————————— jak zastrzyk
 w śmierć

wyobrażam sobie: ciemność
leci wiersz

śpiący opuszcza otchłań

mknie obok
słucha

2013

 

Rogi

Zaraz po śmierci przyszedł i powiedział: piekło
istnieje. Kiedy się obudziłem

pomyślałem o wyrzutach sumienia
i moim życiu.

Była zima. Jechaliśmy przez las,
pijani. Zwolnij,
zwolnij natychmiast! – wykrzyknęło
w głowie.

Stał
na środku jezdni,
patrzył,
jakby wściekły

– jeleń.

Księżyc,
rogi

———————————————- ich długi cień

na masce volkswagena.

2013

 

Inicjacja

ceremonia rozpoczęła się

wiry powietrza
uderzały w drzewa

pootwierane

zataczając kręgi                           szalały

szalały tam

ceremonia wstępowania
nad cmentarzem
parasolami

duszy
która jest
jeszcze trochę tutaj

ale przemieniała się

eony?
interwały?

otaczały i

przyjmowały ją

w siebie
– tam
nad konduktem

jesienno-zimowe
złudzenia
żegnaj
mój przyjacielu

2010

 

Choking game

głupie dzieci
żeby bawić się w podduszanie
w dwunaste lato

umierać

wracać

umierać

wśród jasnych
zbliżających się
twarzy

uśmiechniętych

o czym szeptali
migocząc w górze?

                         nie teraz

nie teraz

                                          nie teraz

jeżeli kiedykolwiek widziałeś tę łąkę
będziesz o niej myślał
przez całe życie

2014

 

Trzy pejzaże samotności

1.

od kiedy śnieg zaczął topnieć
mój dom jest latającą kroplą
w kropli okienko

patrzę: blady świt
jeżeli mam coś odmienić
muszę stąd wyjść

odwilż – pociąg
do miejsca bez nazwy

szkielet koszmaru
znika z ziemi i zalęknionej twarzy

2.

noc w metrze
z twarzą wklejoną w szybę
dzień w metrze w tłumie
z twarzą wklejoną w szybę
obcego kraju

3.

Bałtyk
kolejna wigilia
orkan kolejny

mam ciało
przez wiatr prochowane

ręce

głowa

tułów

w piach
samotność
świat

2007 – 2017

 

Cztery pejzaże pojezierza

1.

morfogenofonia

częstotliwość
w której tańczą owady

w górę i w dół
w górę i w dół
rój
unosi się nad brzegiem
słońce zachodzi jak dyrygent
niesłyszalnej muzyki

2.

erupcje tysięcy stworzeń
z pokrzyw
w słoneczne przebicia
pomiędzy leszczyną
nad jeziorem „Lubie”
w maju
2018 roku

ukryty w bujnej trawie
jestem drapieżnym owadem
– wchłonem

zatrzymać
pożreć ten muszkowy taniec
gardło słońca
taflę jeziora

na zawsze
za wszelką cenę

3.

płoną łąki

– to organizm! –

dwa zbiory komórek

(żurawie?

bociany?) wypulsują z mgły

ciągnąc ją za sobą jak żyłę

w świt

4.

i tak cały dzień
pod otwartym niebem

nad lasami
jeziorni

pisałem – a teraz
wracam przezroczystą drogą

przez którą
przelatują sarny

co chwilę
przez pół godziny

2018



Dominik Żyburtowicz (1983) – poeta. Pochodzi z Drawska Pomorskiego. Wiersze publikował m.in. w Akcencie, Odrze, Twórczości. Wydał tom Żaglowce (WBPiCAK, Poznań 2015), za który otrzymał główną nagrodę w konkursie na najlepszy poetycki debiut książkowy Złoty Środek Poezji oraz tom Spaceboy (Instytut Mikołowski, 2017). Tłumaczony na język angielski, włoski, rosyjski. Mieszka koło Koszalina.


Więcej tekstów w kategorii Poezja: