Mrągów Vortex Sutra

Wciąż jestem – jak to mówi mój tata – siurem.
Już nie taki samotny typek w Krakowie,
Nie boję się, żeby zagadywać
Samotność, którą czuję w pociągu Kolberg.
To nie jest tylko mój moment samotności,
Odczuwają ją jeszcze inni ludzie wzdłuż całej Polski
– Których muszę tolerować ze względu na
współdzielenie uczestnictwa we wspólnocie geopolitycznej –
A przyznanie się do momentu samotności jest postępem!
W wiecznym (chyba) blasku słońca i jego żarze,
Gdzieś, gdzieśtam w jakimś czymśtam za Iławą.
Nie zamkniemy jap wśród pól zbóż uprawnych.

Pęcznieje warga moja i fantoma pod naporem myśli,
Ciało w przepoconej koszulce w dusznym pokoju;
Nabrzmiałe niebo jest jak klatka bez nadzienia,
Nie widać w nim twarzy,
Ni spodni albo spodni,
Przy nieistnieniu twojej skóry
Droga Mleczna obsesyjna ciemnieje, gęstnieje;
Moje ramię, widzę tylko moje ramię,
I wszystkie zarośnięte ramiona mojego kraju.
To nie jest tak, że orientuję się w agnostycyzmie,
Gdybym mógł być jak taki Bóg,
To zaburzyłbym wszystkim percepcję i światopogląd
(S’i’ fosse Dio, mandereil ‚en profondo).

Nieistnieniu, myślo, bardzo się martwię.
Robię to dla skrzywienia „prawidłowej” percepcji
Zaserwowanej nam przez kapitalizm –
Ten liberalny Bóg, który wdraża życie seksualne
Jako środek do szantażowania nas przez kapitalizm (oraz pustka),
To paskudne i obrzydliwe ze strony tego systemu, że nasze ciała
Są wykorzystywane przeciwko nam. Ale dziewczyny z Mrągowa
Będące z chłopakami z Mrągowa nie czują się szantażowane (i oni też nie).
Nie tylko ja nie mogę znieść tego typu samotności
W kapitalizmie jadąc pociągiem intercity
Nerwowo ruszając ustami jak to zwykle robię, kiedy jest mi smutno,
Dostając raz po raz w mordę WŁAŚCIWYM językiem,
Którym nigdy się nie nauczę posługiwać… –

Po rozgrzanej do czerwoności drabinie,
Między potężnymi głośnikami
Idą w stronę nieistniejącego języka,
Mowy fantoma (a drabina spada na dno).
Wszystko przycięła podstawa kapitalizmu – zasada przyjemności.

Tak w międzyczasie chciałbym polecić wam
Twórcę webcomicsów, z których powstały
Jedne z moich ulubionych mang i anime
(Czyli Mob Psycho 100 i One Punch Man) –
Jego pseudonim to One, polecam sprawdzić.
Ale dobra, wystarczy dygresji.
(Czasem myślę, że gdyby nie samotność,
To nie zacząłbym się interesować takimi rzeczami,
Ale po prawdzie to nie jest zbyt głęboki poziom
Więc wymyślam głupoty). Przede wszystkim

Jadę do Mrągowa odpocząć i widzieć tylko moją rodzinę.
Noooooo. Gdyby wszyscy rodzice od zarania dziejów
Byliby dobrzy i wyrozumiali,
To być może nie byłoby kapitalizmu.
Słysząc z głośników słowa „stacja Olsztynek”
– Widzę tylko jakieś drzewa
Które rozmazane migają mi przed oczami –

Mam świadomość tego, co ze mną robi system!
Kiedyś przejdę w niewiadomą,
Wśród ludzi którym się wydaje, że pójdą gdzieś,
A nawet, że i wrócą. Przyjemność
Promieniuje z serca systemu i steruje nią nasze ciała!

Samotny siur zaciskający usta
W pociągu intercity Kolberg bez przedziałów.
– Tkwi wśród ludzi i bezmiarów w ciszy –
Wyobraża sobie siebie przebitego
Razem z całym narodem przez nitki kapitalizmu
I powtarza w ciszy antysystemowe proroctwa
Wśród działań kreujących coraz to nowe postaci przyjemności.
Chwytam wyobraźnię jako antysystemowe narzędzie
Siedząc samotny w pociągu,
Wszyscy działacze usiądźcie wokół mnie,
Starczy dla was miejsca w pustym przedziale!
Laozi z jego brakiem powinności,
Mistrz Eckhart – mistyk i heretyk,
Winstanley – antyfeudalista, antyklerykał, radykał i rolnik,
Novalis, który chciał galwanizować giganta,
Marks i jego wielkie nadzieje,
Rimbaud – jebnięty geopolityk.
I inni istotni francuscy niszczyciele
(Genet, Guy Debord, Guattari),
Maestro paranoi Pynchon,
Zajebisty mitograf Ishmael Reed
itd. itd. (antysystemowców można
Wymieniać w nieskończoność).
Zajmijcie cały przedział, zajmijcie cały pociąg,
Pojedźcie ze mną do Mrągowa,
Miasta, z którego wyjechałem z samotnością.
JAKO MANTRĘ PROPONUJĘ POWTARZAĆ
DOROBKI WIELKICH BUNTOWNIKÓW
ŻEBY DAWAŁY NADZIEJĘ W ILUZJI OBECNYCH DNI.

Może się zacząć nawet i czwarte milenium,
Niech zadrżą wszystkie połączenia,
Niechaj obecny system się przerodzi
W coś, co byłoby bardziej znośne
I wyrozumiałe, coś w czym żyło by się komfortowo
i byłoby się rozumianym,
To coś, co jest potrzebne.

Coś, do czego drogi nie znamy,
Ale jest mi wciąż przypominane,
Zarówno przez to, co czytam, widzę i słyszę,
Jak i przeze mnie samego.

Niejasny manifest wypluty przez siura z Mrągowa
Z drobnym wsparciem Tomasza Bąka (i Allena Ginsberga)
Chyba gdzieś w centrum albo na obrzeżach Polski,
Ileś kilometrów za Warszawą
Z ciężką mgłą za oknem
W mroźnym dniu listopadowym.
Pójdę do Warsu po kawę.
Te ich ceny są idiotyczne,
Ale w ruchomej klatce jest się idiotą.
Nie wiem, czy chodzę tam, bo mam taki kaprys
Albo dlatego, bo nie przygotowałem sobie kanapek
I termosu z jakimś ok piciem.

Ten kubeczek świadczący o mojej dobrej sytuacji finansowej
Mogę już umieścić w śmietniku.
I znowu przypominają mi się rzeczy, których nie chcę pamiętać,
A o których powinienem pamiętać i myśleć o nich,
Żeby nie być pierdolonym śmieciem
(Będąc tu i mając możliwości takie, jakie mam).

Myślę o wszystkim, co może ocalić mnie przed degeneracją,
O tym, że już dawno wojny znudziły się mediom,
O tym, że nigdy za bardzo się nimi nie interesowałem,
O tym, że miliony ludzi codziennie żyje w spazmach
Bólu, biedy i niezrozumienia.
O tym, że ten status quo zabija nas każdego dnia,
A najbardziej tych, którzy urodzili się w złym miejscu.
Spazmy tego smoka chyba nigdy się nie skończą,
A nazywa się on Systemowy Status Quo.
Antykamera zauważa coś, czego zwykła nie powinna,
Widzi żelazne i szklane niteczki, które przebijają
Nas wszystkich i jak siatki nas krępują,
A my „system system”, wszystko źle [system],
Znów to samo [system], nikt nie wie o co chodzi [system],
Myślą, że coś wiedzą i zrobili [systemowcy]
W walce np. z ociepleniem klimatu [system]
Przez indywidualne działania [system!],
Te wszystkie pozy i rozmowy [system, system]
Wszyscy jak najbardziej poczytalni! [system]
Oczywiście wszystkie okoliczności są wyjątkowe [system].

Czy to kiedykolwiek się skończy?
Wśród nici ktoś zaśpiewa coś, co była już śpiewane
Tydzień temu, dwa tygodnie temu itd.
System, o system zna się na muzyce!

Obejmuję twarz dłońmi w pociągu, próbując się uspokoić,
Bo zaraz będzie trzeba wysiąść, już zaraz Olsztyn.
Przez głośnik zawodzi nieskładny głos konduktora,
Bełkot, którego wszyscy chcą, a mało kto wie,
Że on, że zaburzenie gdzieś gdzieś pulsuje.
Ono pojawia się co jakiś czas i nikt nie wie dlaczego.

O, Ludzie! To zaburzenie pozwala was kochać!

Z jednej maszyny przeprowadzę bagaż do drugiej,
Jak za każdym razem, tak co jakiś czas.
Jestem częścią systemu, ale jestem też w środku wiru,
Który powstał z przeciążenia systemu.
Być może jego ramiona zataczają coraz szersze kręgi,
Zaburzając coraz większym rzeszom ludzi rytm.

To w Mrągowie poznałem samotność i zaburzenie
I nigdy o tym nie zapomnę,
Wiedząc, że z dnia na dzień będzie tego coraz więcej,
Wiedząc, że dla przeżycia będzie trzeba
Rozumieć dzieci z mojego miasta.



Filip Matwiejczuk (ur. 1996) – studiuje polonistykę na UJ. Mrągowianin. Publikował wiersze w „MULTImediach”, „8. arkuszu Odry” i „Małym Formacie”.