Inwentura

Ty się na mnie złościsz? Ale dlaczego? Z jakiej racji się na mnie złościsz? Możesz mi to, proszę, powiedzieć? Możesz mnie, proszę, przynajmniej jakoś naprowadzić? Zrozum, ja nie wiem, dlaczego to się dzieje, nie przychodzi mi do głowy żaden powód, ja w ogóle nie mam pojęcia, co takiego zrobiłem, co takiego strasznego zrobiłem? Proszę cię, dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć? Dlaczego mi chociaż nie powiesz, czemu się na mnie złościsz? Ja nie wiem… mogę coś z tym zrobić? Zrozum, jeśli mi nie powiesz, dlaczego się na mnie złościsz, jak będę to mógł zmienić? Co będę mógł z tym zrobić? Jak mam to naprawić? Proszę Cię, możesz mi to powiedzieć? Proszę cię, powiedz mi to, powiedz mi, co się dzieje, zrozum, ja w ogóle nie wiem, co się dzieje, proszę cię, co się stało? Jeśli sobie tego nie powiemy, jak to się ma zmienić? Jak? Co mam zrobić? Powiedz mi to, proszę cię, powiedz, powiedz mi to… zrozum, zależy mi na tobie… Dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć? Dlaczego? Czyżby tobie na tym nie zależało? Czyżby było ci wszystko jedno? Czyżby ci na nas nie zależało? Ja w ogóle nie wiem, o co chodzi, żebym mógł coś z tym zrobić, ale jak mogę z tym coś zrobić, jeśli mi nie powiesz, o co chodzi? A możesz mi to, proszę cię, przebaczyć? Co prawda nie wiem co, ale przebacz, przebacz mi to, ja przecież nie chciałem cię skrzywdzić, czy ja cię jakoś obraziłem? Powiedziałem coś, co cię obraziło? A może powiedziałem komuś coś, czego nie powinienem był powiedzieć? Ale ja w ogóle nie wiem co, rozumiesz, zrozum, ja absolutnie nie wiem, co zrobiłem, zrozum, ja tego nie wiem… Możesz mi to, proszę cię, powiedzieć? Skąd mam wiedzieć, co zrobiłem, skoro ze mną nie rozmawiasz? Proszę Cię, rozmawiaj ze mną. Rozmawiaj ze mną! Nic nie możemy zmienić, jeśli nie będziesz ze mną rozmawiać… Skąd mam wiedzieć, co mam robić inaczej, jeśli mi tego nie powiesz? Zależy mi na tobie, czy nie widzisz, jak mi na tobie zależy? Proszę cię, powiedz mi, o co chodzi, powiedz mi to, a ja zrobię wszystko, żeby to zmienić… Co takiego strasznego zrobiłem, że ze mną nie rozmawiasz? Chodzi o ten pistolet? Tak? Złościsz się na mnie dlatego, że przyłożyłem ci do głowy pistolet? Tak, przyłożyłem ci do głowy pistolet, dobrze, to przyznaję, ale ten pistolet to była tylko zabawka, rozumiesz? Że do ciebie strzeliłem? No dobrze, strzeliłem do ciebie z pistoletu, tak, przyłożyłem ci do głowy pistolet i strzeliłem, ale ten pistolet to była zabawka! Nigdy bym cię naprawdę nie skrzywdził, rozumiesz, nigdy, zależy mi na tobie, tak, przyznaję, strzeliłem do ciebie z pistoletu, ale cię kocham, słyszysz mnie? Kocham cię, kocham, czy ty tego nie widzisz? Przecież też jestem tylko człowiekiem… Kocham cię! Przepraszam! Proszę cię, przebacz mi, kocham cię! Przebacz mi to! Kocham cię! Przebacz mi to!

Inwentura

Chodź, chodź do mnie dzieciątko moje, ślicznie się przyssij, tak, chodź pyszczku ty mój, pięknie cię nakarmimy, no, właśnie tak, nakarmimy cię, buziulko moja, nakarmimy, będziesz ślicznie papusiać, ale no proszę, nie broń się, ty mój bączusiu, ślicznie spróbuj, zobaczysz, zjesz sobie papu i będzie nam dobrze, tak, otwórz buzię, pyszczku mój, no, tylko ślicznie otwórz dzióbek, tak, no zobacz, to jest taka ładna galaretka, no i papusiamy, no zobacz, jak nam smakuje, to taka pychotka, tak, a kaszkę też, jasne, że tak, tylko ślicznie powolutku, tak, a teraz skórka, tak, no popatrz, jaka to jest delikatnisia skórka, no, rozpływa się w usteczkach, prawda, tak, otwórz pyszczek, buziulko moja, tak, już to tam mamy, jak nam smakuje, co za uczta, prawda, a co mamy tam dalej, soczek, prawda, no, soczek pięknie do dzióbka, całą ją chlapniemy, całą, soczek jest mniam, tak, a teraz włoski, ale co, włoski nam nie idą, włoski są zdrowe, tylko ładnie jedz, jak fuj, jak am am, no ale, co to jest, tylko ślicznie otwórz buziulkę, no ale, żryj i nie psoć, tak, no widzisz, jak ci ślicznie lecą do dzióbka, tak, pyszczku mój, tylko ślicznie papusiaj, a teraz spróbujemy języczek, ten tutaj, no popatrz, jaki jest różowiutki, tak się do ciebie ładnie śmieje, języczek to delikates, no, ładnie ci go pokroimy, jaka trusia, tak, otwórz buziulkę, siup, no zobacz, jak ci smakuje, a teraz spróbujemy całą główkę, no nie bój, ślicznie ją sobie pomiętoś, tak, to wielka główka, prawda, no nie, ale my sobie z nią poradzimy, no widzisz, ale teraz spróbujemy całego człowieczka, calutkiego, ze wszystkim, no, nie bój się, zajączku mój, zrobi ci się po nim cieplutko w brzuszku, ten człowiek, no popatrz tylko na niego, jaki jest rozkoszniutki, ślicznie połkniemy całego człowieczka, ale ale, co znowu, jeszcze raz porządnie otwórz pyszczek, mam ci pomóc, no chodź, ty mój prosiaczku, ja ci go tam nałożę, ślicznie trzymaj, ja ci go tam nadzieję, tylko się nie bój, kruszynko, ja ci go wepchnę do buziulki, człowieka jednego, przecież on ci będzie smakować, połkniesz go, zanim się zorientujesz, no zobacz, jaki jest odżywiony, no, ty też będziesz, taki śliczniutki, cały taki człowieczkowaty, tak, co to był za kęs, prawda, poliki masz pięknie wypchane, no, tak to ma wyglądać, teraz jest w tobie cały człowiek, cały człowiek, tak, a teraz powiedz „kocham cię”, no buziuńko, spróbuj tylko, tak ślicznie spapusiać całego człowieka, to rzecz nie byle jaka, powinieneś już umieć i podstawowe słowa, tak, nie psoć, otwórz pyszczek i pięknie, wyraźnie powiedz „ko-cham cię”.

Inwentura

Coś się w tobie popsuło. Nie wiem dokładnie co, ale myślę, że chodzi o coś z miłością. Mamy jej pełne usta, dusimy się miodem, ale to nie działa. Popsułaś się. Uległaś uszkodzeniu. Nie wiem, co właściwie dzieje się z tą miłością. Nie widać jej. Cały czas o niej słucham, ale nigdzie jej nie widzę. A przecież musi być gdzieś tam w środku. A może chodzi o tę płeć? Naprawdę nie wiem. Gdzieś tam w środku coś się popsuło. Próbuję to naprawić, próbuję zdemontować ci twarzyczkę, żeby popatrzeć do środka i zobaczyć, co się tam uszkodziło. Ale nie da się. Coś się zacięło. Miłość tam wewnątrz musiała chyba zbyt mocno przyrosnąć do maski, którą nosisz. Dlatego teraz trochę tobą potrząsnę. Przede wszystkim, proszę Cię, za bardzo przy tym nie krzycz. Ja cię tylko tak wezmę i tobą potrząsnę. Może wtedy miłość się tam naprostuje. Nic. Dobrze. Podniosę cię całą i chwilę będę tobą troszkę rzucać. Główką w stół. A jeśli to nie pomoże, to o podłogę. Weźmy się za to. Siup. Jeszcze. Jeszcze. Rany boskie. Jesteś zepsuta bardziej niż wszystkie te wiadomości w internecie. Wsadzę w ciebie ręce. Obie na raz. Zbadam wnętrze, to może na coś wpadnę. Ślisko tam. Nie mogę się tam niczego porządnie złapać. Jakieś takie to tam śluzowate czy co. Wszystkiego tam pełno, ale wciąż nie mogę wymacać miłości. Wsadzam do ciebie nogę. Najpierw jedną, potem drugą. Trochę ci to tam zdepczę. Może za bardzo się to tam rozluźniło i trzeba to trochę docisnąć. Hm. Nic się nie da zrobić. Będę musiał cię rozszarpać własnymi rękoma i cały się w tobie położyć. Weź wdech i wydech. Spokój przede wszystkim. No to na trzy. Raz, dwa, trzy… No, no. Nigdzie nie widzę krwi. I cieplutko tu u ciebie. Na razie jednak nie widzę żadnej miłości. Poczekaj, nie szarp się. Powiem ci, jak już tam będę cały. Przecież mnie tutaj nie zamkniesz. Widzę, że masz tu wszystko jakieś takie pogmatwane. Żadnych śrubek, nic takiego. W ogóle nie wiem, jak się to może kupy trzymać. Ale widzę tutaj twoją mamę. Coś strasznego. Wszędzie mama. No słuchaj, już jestem tu cały, trochę się rozejrzę. Poczekaj, co robisz? Nie zamykaj mnie tutaj ze swoją matką. To przecież niedopuszczalne. Mówię przecież, nie zamykaj mnie tutaj. Jak to tu zreperuję? I co z tym teraz? Teraz będziesz mnie chyba musiała wydalić. No świetnie. Wydalić albo urodzić. Co za możliwości. Ja nie wiem, następnym razem będę chyba musiał znaleźć sobie dziewczynę bez matki i bez płci.

Inwentura

Kochanie, chodź zobaczyć, widzisz tę glinę, popatrz, co robi ta glina, widzisz tę glinę, jak się podnosi, widzisz, jak ta glina się rusza, pod tą gliną coś jest, widzisz, jak to coś oddycha pod tą gliną, chodź na to popatrzeć, nie bój się, popatrz, jak to coś pod tą gliną regularnie się podnosi i opada, spróbuj lekko na to nadepnąć, nie bój, tylko tak lekko, zobaczymy, co to coś zrobi, czy dalej będzie tak oddychać, tak, no tak, to coś oddycha, co to może tam tak oddychać pod tą gliną, co nie, kochanie, spróbuj odgarnąć tę glinę, o tak, butem, nie bój się, tylko odsuń trochę gliny butem, tak, no popatrz, co to takiego, ale fuj, co za ohyda, no patrz, to wygląda jak… jak jakaś twarz czy coś, no patrz, jakie to upaćkane, ktoś musiał coś na to wylać albo coś, popatrz, jakie to zachlapane, śluzowate i podziobane, a te ohydne plamy, jakby to było czymś poparzone, no patrz, to się naprawdę rusza, jak rozdeptany ślimak albo jakaś ożywiona gruda żółknącego masła, popatrz, ta zapleśniała dziura, co wygląda jak usta, rusza się, ale nic się nie dzieje, no naprawdę, nic się nie dzieje, chodź, kochanie, no, poważnie, nasikaj na to, nie bój się, no proszę, przecież ten grzyb nie zdaje sobie sprawy, że istnieje, no popatrz na to, jakie to komiczne, tobie się nic nie stanie, a temu czemuś to nie zaszkodzi, no spróbuj tylko, kochanie, trochę się pobawimy, kucnij sobie nad tym, o tak, widzisz, rusza się to tylko w środku, poza tym nic to nie robi, podwiń spódniczkę, zsuń majtki, tylko do kolan, nie bój się, a do tej dziury zapleśniałej, co wygląda jak usta, tak, pięknie, pięknie, już to tam cieknie, no popatrz, jak ta dziura się rusza, robi takie kółeczka, jakby to coś chciało coś powiedzieć, jak jakiś karpik-kulas, no, weź sobie, karpiku, żebyś w tej glinie nie wysechł, pięknie sobie chlupnij, tak, kochanie, pięknie, i jeszcze tutaj, jak są te małe dziurki, co wyglądają jak oczy, polej tam parę kropelek, popatrz, kochanie, to coś naprawdę mruga, no nieźle, niezła ohyda, już tam nic nie masz, no dobrze, kochanie, dobrze, już idziemy, chodź, ubierz się, no pięknie, tak, chodźmy stąd, chodź, ej, ale myślisz, że to był człowiek, ja nie wiem, chyba trzeba to było znowu zagrzebać tą gliną.

Inwentura
Halo, proszę pana! Pamięta mnie pan jeszcze? Ta dziewczynka to ja. Halo, proszę pana! Słyszy pan? Słyszy mnie pan? Ja wiem, pan kogoś bardzo skrzywdził. Siebie pan skrzywdził, proszę pana. Niech się pan nie boi. Niech pan posłucha, proszę pana. Słyszy pan? Słyszy pan to słowo? To zaklęcie! Niech pan nie zapomni, proszę pana. Jesteśmy z jedynego światła, pan i ja. Niech pan nie zapomni.


Kamil Bouška (ur. 1979) – publikował w grupowym zbiorze wierszy Fantasía (Dauphin, 2008). Jego indywidualnym debiutem był tom Oheň po slavnosti (Fra, 2011), za który otrzymał nominacje do nagrody Magnesia Litera w kategoriach poezja oraz odkrycie roku. Pod koniec 2015 roku wydał drugą książkę poetycką, Hemisféry (Fra, 2015). Publikowane teksty pochodzą z tomu Inventura (Fra, 2018) wyróżniony nominacją do nagrody Magnesia Litera w kategorii poezja. W Polsce jego wiersze w tłumaczeniu Zofii Bałdygi ukazały się w „Fabulariach”, „BiBLiotece” i „Nowych Peryferiach”. Mieszka w Pradze.

Zofia Bałdyga (ur. 1987) – autorka książek poetyckich Passe-partout (Warszawa 2006), Współgłoski ( Nowa Ruda 2010) oraz Kto kupi tak małe kraje (Warszawa 2017). Absolwentka Instytutu Slawistyki Zachodniej i Południowej UW. Tłumaczka najnowszej poezji czeskiej i słowackiej. Mieszka w Pradze.