Stykania

polka karnawałuje w lutym
i w lutym marcują koty
w marcu kapryszą pletnie i
polak na dzień kobr
koty plotą bzy w kwietniu
(w pełni podmiotu i dopełnienia)
w maju kwitną czerwie
lipy bieleją w czerwcu
(kiedy potrzeba mniej snu na nieprzespanie nocy)
w lipcu koty ostrzą sierpy
w sierpniu sadzą wrzosy
(po rudych prządkach z których zajęcze nici zbierają grządki)
pazury zdzierają we wrześniu
padają na liście w październiku
w listopadzie układają grudy dla polki
(w drodze na mazury brukują obierzynami z brukwi i buku brunatniejące troki)
aż nagle chiny w styczniu zaczynają nowy rok
staczają czas po równi pochyłej a czas
nawija się na styczną i zakłada wianek
na mosznę polki
łodygi powoli kruszeją płatki plotą prochy
koty malują palce karnawałowej santa muerte
(kobry wykreślają w nowiu podmiot i dopełnienie)
polka nie wie do której moszny schować miecz
kastruje pochwę i krzyczy nowy roku płeć pleć
wrzeszczy święta śmierć świeć koty przemiaukują śmiech

 

kule wijące się na wodzie w urnie

zastanawiało mnie jak aga tak szybko poznaje ludzi i jak im umie patrzeć
w oczy – mnie przecież większość nie chce znać chociaż daleko mi a może
przez to że daleko mi

po co ci nowi ludzie skoro tylu złych pośród nich chodzi po świecie
– odpowiedziała i poszła ze złymi ludźmi dobrze się bawić

zdrowi żywnością polecają narkotyzować się chlorellą w tabletkach w pełnię
księżyca do trzech razy sztuka w nocy próbować zasypiać aż do trzeciej

pogodzić się ze snem wychodzącym przez okno upijać się rosą we
wczesnowiosenne przymrozki kiedy opadnięte z sił czereśnie kiełkują

nowymi robakami dziko kolonizującymi drzewa do trzech razy sztuka
w nocy po pniach pomimo wczesnomajowych przymrozków zebrani

ludzie oglądają obmywanie czereśni na wierzchu pływają utopione jak
w grach komputerowych robaki każdy bierze po jednej czerwonymi od

lunatyzmu palcami – leczą dny i dna moczanowe: odpowiedzieli i poszli
dobrze się bawić kulami na wodzie – losują je bez zwrotu z żołądka

 

twardko

w indianie zastaję samotność i resztki
narkotyków w tle hot chick that you
can’t even touch obok jakiś anglik bzyka
mnie z nudów podczas gdy ja daję

się dotykać z rozwagi dlatego godzę w te
pędy nos z modą na mdea tma xtc dom dob
czy doi alfabet o którym nigdy nie usłyszysz
wszystko z własnej syntezy in situ szepcze mi

zatem do ucha obok hard drugs that you
can’t even spell następny już ktoś wmawia
mi że mam lubić ból kiedy bardziej wolę
bezzwłoczne izomeryzacje z konformacji

cis w transsienkiewicz nazywał to nostalgią
pisał również baśnie o latarnikach na lata-
wice zabrakło bibuły na przyjemność brakuje
ludzi a na koniec mówi że było miło zastanawia

mnie czy to kac czy już zjazd
i filtracja przez lejek büchnera

 

zabraniaństwo

zabrania się stawiania stóp na grzejniku zimą latem w pociągu do
umiarkowanych temperatur proszę państwa: nie mamy takich
winę zwalić proszę na efekt motyla w trzepocie bezradnych rąk

zabrania się depilowania kotom okolic bikini laserem albo kremem
zajeżdżającym psią cieczką – populacja mruków się rozrasta co
wskazuje na ekspansję tybetu albo wysokich wibracji wielkich światów

za każdy dodatkowy strzał z pistoletu zabraniają płacić kartą dotykową
zabieramy zatem po cichu siateczkowe majteczki: sprzedajemy je drogo
w hasło aukcji wpisując: po ostrej orgii w gwiazdozbiorze porno – idą jak
świeża kodeina bez paracetamolu całkiem w ciemno

ze słusznych zakazów zabrania się ciebie – zabraniam się w obronie po
każdym przeczuciu że to huśtawka z ego przechyla mnie a kto zna trochę
psychologii: macki manipulacyjne ma w małym paluszku

zabrania mi wzbraniam ale w końcu zagryzam
się na śnie ze wspólnego zagrania 



Łukasz Kaźmierczak / Łucja Kuttig – debiutowało prozami poetyckimi Kokosty (Łódź, 2018), publikowało w „Zadrze”, antologii Wyjustowani (Toruń, 2018), zinie „Queer After Gay”; w tym roku wydaje Agresty (WBPiCAK).