czasem albo niekiedy
widzę słowa, które z łatwością się powtarza
biedny blady bezbronny biegnący wyraz

mój palabra
 to przy nim / przy niej jebałem się ze snem popołudniowej drzemki


jakim
pytam

go

bezbronnym snem

jebałem się z bezbronnym snem

powiedział
i

zaśmiał


pod każdym wyrazem jest jakiś sen

Kobiety śnią mi się często. Te, które znam z życia codziennego, pojawiają się w moich marzeniach sennych zawsze zmienione. Mogą nie mieć piersi, stać się karlicami lub posiadać zupełnie inną twarz, ale i tak jestem w stanie je rozpoznać. Wydaje mi się, że w świecie onirycznym nie obcuje się z czyjąś fizycznością, lecz z czymś, co dla uproszczenia można nazwać aurą tej osoby. Chyba że mowa o prostytutkach, wtedy cielesność, chociaż inaczej rozumiana, staje się nadrzędna. W takim wypadku skupienie na ciele i na wydarzeniu, do którego to ciało i jego właściciel dąży, dopuszcza zaistnienie sytuacji, jak odczepienie nabrzmiałego penisa i podawanie go prostytutce bezpośrednio do ust. Tu ciągle obecna jest przyjemność. Jestem tego pewien. Nie potrafię jednak stwierdzić, jak ona przebiega – zdarzyło mi się to tylko jeden raz. Szkoda.

się
ale on i tak wie
wie bardzo dobrze
myślę, że pomaga mu zapomnieć
nie, to nie najlepszy wyraz
pomaga
pomaga zostać przy kimś
taki prosty mechanizm w sumie
przyzwyczaja się
do kogoś przy sobie
w końcu traci tego kogoś
i po prostu chce
kogokolwiek
zapycha siebie, swoje myśli
a przede wszystkim

przepraszam za dramatyczną pauzę


swoje uczucia
tak
si


Mniejsza o prostytutki. Nie rozumiem jednak, dlaczego czasem krępuję się w marzeniach sennych. Wiem, że śnię, sytuacja należy do niedwuznacznych, a jej dalszy rozwój jest dla mnie wstydliwy. Na przykład wtedy, gdy dziewczyna chce mnie lizać poniżej pleców i nagle czuję, że jestem spocony i zupełnie nieświeży. Wróćmy jednak do tej swoistej klasyfikacji kobiet. Powiedziałem, że rozpoznaję te, które znam ze świata jawy, nawet jeśli są zupełnie odmienione. I że są prostytutki, którym nie chcę poświęcać tutaj zbyt dużo miejsca. Mogę dodać, że przeważnie mają one nadwagę. Ale bez wątpienia za najpiękniejsze kobiety w moich snach uznaję te, które pochodzą wyłącznie z onirycznego świata, dla których nie dostrzegam odpowiednika w jawie. Skąd się biorą? Kim tak naprawdę są? Właśnie to ciekawi mnie najbardziej.

jego
dziwne
słodkie
kochane
wytwory
podświadomości
którą
stara
się
rozpieszczać


niech mówi
nie przeszkadzajcie mu
chyba zbliża się do meritum
si


mój mot
jebałem się
ze snem
jeszcze jak
słodkim snem rutynowej drzemki

Gdy byłem dzieckiem i jeszcze nic nie wiedziałem o seksie, czy też zwykłej kopulacji, śniła mi się wróżka. Zawsze siedziała na pralce, ubrana w biały, nieco fosforyzujący kostium, odsłaniający nogi. Muszę uściślić – odsłaniający bardzo wysoko. Prowokacyjnie machała nimi, jakby w ten sposób pompowała we mnie dziwne uczucie, którego wtedy jeszcze nie potrafiłem zlokalizować ani nazwać. Pamiętam, że płakałem, jeśli nie wracała we snach. Chciałbym, żeby teraz znów mi się objawiła, w tej nieskazitelnej postaci, ale boję się konsekwencji. Wiem na pewno, do czego bym dążył – udowodnienia jej, że kopulacja ze mną jest poezją i tym, czego najbardziej pragnie. Czasem mam wrażenie, że się mnie boi. Ale wróci, gdy będę umierający i niegroźny.

prymitywna
kopulacja
dobrze, że nie zmienia
tematu
bardzo dobrze
wciąż blisko snu i
o śnie
dobrze bardzo
?
co stoi za każdym z tych trzech rodzajów kobiet
¿
i
o sobie
si


mój wort
i to jak czasem
przy nim / przy niej jebałem się ze snem
i mógłbym to robić bez końca
nie spiesząc się
w końcu to ja jebałem się

tak
coraz bliżej najważniejszego
już niedługo, nie wytrzyma
widzę to i
czuję
niepokój
ciśnienie
suchość
dziwna
potrzeba
nawiedzonego
i teraz przyjrzyjcie się
to może się
nie powtórzyć
opowiadania
.–

Mogę się mylić, trudno być czegokolwiek pewnym, jeśli mowa o śnie lub dokładniej – świecie snów. Chciałbym umieć podchodzić do tego tematu bez szacunku, bez niepotrzebnych nerwów. Nie potrafię. I nie chcę z tym przejść do porządku dziennego. Z maniakalnym uporem doprowadzam się do słabości, bolesnego stanu wycieńczenia. Nie mam siły myśleć, robić czegokolwiek, a kojarzenie faktów również stało się niełatwe, nawet uciążliwe. W takiej formie kładę się, chociaż wiem, że lepsze sny miałbym, śpiąc regularnie, nie poddając się żadnym ekstremom. Łatwo powiedzieć. Żyję w dziwnym przekonaniu, że, prowadząc wyniszczający tryb życia, budzę w sobie te bardziej niepokojące i paranoiczne wizje senne. To w nich pojawiają się dziewczynki bez rąk, rośliny pokryte wapnem oraz jeże bez odbytów. Brodawki bez sutków. Śnienie okazuje się męczące, jest kolejną udręką. I jakaś część mojej podświadomości pragnie ulżyć ciału, podsuwając obrazy monstrualnego wytrysku. Jak mocz przeobrażony w czyste nasienie. Wraca świadomość, że śnię i pojawia się strach o to, co zastanę pod kołdrą, gdy znów będę jedną nogą na jawie. Jednak ostatnio nic nie zastawałem, żadnej plamy, chociaż był we mnie wyraźny strach, że popadłem w nocne moczenie się. Przekonywałem siebie, że prędzej czy później do tego dojdzie. To mogłoby być nawet zabawne. Jak ssanie kobiecego mleka wprost z jednej piersi na jej biodrze. Mogę dostrzec w tym coś ładnego i z pewnością posiadającego więcej sensu niż pochwa z tyłu głowy, gdzieś na potylicy. Przechodzą mnie ciarki, kiedy myślę o czymś takim. Jak interpretować to wszystko? Podejrzewam, że nie istnieje interpretacja, nawet otwarta, dla jednego snu – należy chyba zwrócić uwagę na cały ciąg życia. Już tłumaczę. Początkiem jest sen, on zainspirował rzeczywistość, ta zaś stała się punktem odniesienia dla następnego snu, który potem wpłynie na jawę. I tak bez końca. Jeśli przyśni się komuś jazda na czarnym rumaku z zarzyganą grzywą, to musi przeanalizować dzień poprzedzający ten obraz i noc, która miała miejsce przed tym dniem oraz jeszcze wcześniejszą noc – rzecz jasna – ściśle z nim związaną. I tak bez końca. Boję się pomyśleć, do czego mogłoby to doprowadzić. Nie chcę bawić się w dychotomię, że coś jest otwarte i jednocześnie zamknięte lub jest czarne, bo w rzeczywistości białe. W takich chwilach chciałbym wyciągnąć z nory moją podświadomość, wyściskać ją, wycałować. Nie martwiłbym się tym, co zostanie na moich wargach. Chwila refleksji na temat moich ust, dostrzegam, jak się odklejają. Mogę dotknąć nimi ściany, już na jej zimnej, nierównej powierzchni pozostaną. Albo przez otwór gdzieś w ich kąciku jestem w stanie wyciągnąć dziwną, tłustą i zwartą masę, po czym moje usta zmieniają się w wysuszony kawałek nieokreślonego mięsa. Tak bez końca. Bez końca. Każda część ciała może czymś zaskoczyć, może zaproponować coś, czego nigdy na jawie bym nie wymyślił. Oczywiście dziwiłbym się sobie, że nie wpadłem na to tak po prostu. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałbym powiedzieć. Nie wiem, czy powinienem. Świat uczuć również ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości snu, ale one same – uczucia – żyją tam na innych prawach. Nie wydaje mi się jednak, by pasowało to do naszych aktualnych rozważań.

nie
wydaje

mu

trochę się udało
nowy temat został

zasygnalizowany

i

szkoda, że nic więcej
si

?
A gdy już byłem znużony obserwowaniem, zaczęło się ściemniać, więc ten drugi ja, najwyraźniej bardzo zmęczony po swoim dniu, pościelił niedbale łóżko, zniknął jeszcze parę razy w drzwiach, wreszcie rozebrał się i w prawie zupełnej ciemności położył się spać.
.
I w tej chwili stał się w pełni mną, a ja stałem się nim; w tym, co przed chwilą widziałem, odnalazłem mój poprzedni dzień albo jeszcze wcześniejszy – chociaż równie dobrze mogłyby być to wszystkie kolejne, które już na mnie czekają, a i tak wydają mi się równie nierealne.
¿

się
jebałem się

mój parola
a nawet
pierdoliłem się ze snem popołudniowej drzemki
ze wszystkimi obrazami w nim
wokół niego
pod nim
to właśnie jemu zawdzięczam
ból głowy
i nieprzyjemny smak w ustach
zdrętwiałą nogę
i rękę zupełnie bez czucia
a przede wszystkim
guziki poduszki odciśnięte na twarzy

(tak bardzo się jebałem)

IV 2012


Paweł Orzeł (ur. w 1985 r. w Madrycie) – prozaik, historyk sztuki. Ostatnio wydał dziennik-niedziennik Nadgody (2017). Od września 2017 redaktor prowadzący w Państwowym Instytucie Wydawniczym, co – jakimś cudem – łączy z ciągłym przekształcaniem (i zamykaniem) własnych próz sprzed lat.