Matka.
Matka na łożu śmierci.
Matka na łożu śmieci szepcze do swojego siódmego syna ostatnią prośbę.
Matka na łożu śmieci szepcze do swojego siódmego syna ostatnią prośbę: „Zjedz mnie”.

W którym momencie poczuliście dyskomfort? Zakładam, że niektórzy odpadli przy śmierci rodzica, niektórych zdziwiła może liczba potomstwa, a pewnie mało kim wstrząsnęła idea ostatniej przysługi. Spodziewam się jednak, że prawdziwe emocje mogła wywołać dopiero wzmianka o kanibalistycznej uczcie. Tymczasem w powieści Matka na obiad Shaloma Auslandera jest całkowicie na odwrót; problemy zaczynają się już przy słowie „matka”. To właśnie tytułowa bohaterka – samozwańcza monarchini królestwa rodziny Seltzerów – jest przyczyną licznych traum, które obciążają jej potomstwo.

Zacznijmy od początku. Siódmy Seltzer to – dosłownie – siódmy spośród dwanaściorga dzieci; mąż, ojciec i redaktor w wydawnictwie. Z matką nie ma kontaktu od kilku lat. Podjęta przez niego terapia zakończyła się (połowicznym) sukcesem: Siódmy odciął pępowinę i przestał odbijać się od domu rodzinnego jak od trampoliny. Z rodzeństwem raczej nie utrzymuje relacji. Z mlekiem matki wyssał niechęć do świata – we wszystkich ludziach i w każdej grupie społecznej dopatruje się wad, oskarża ich o przemoc i knucie – a mimo to uważa, że wcale nie przejął światopoglądu rodzicielki i nie cierpi na wszystko-fobię. Jednocześnie, gdy ocenia nadesłane propozycje wydawnicze, z przekąsem i wrogością odnosi się do tożsamości oraz doświadczeń przelewanych na papier. A może do samej idei tożsamości?

Rodzina Seltzerów to potomkowie rodu kanibali. Dziadek i babka Siódmego przypłynęli statkiem z bliżej nieokreślonego miejsca, by stać się Kanibamerykanami. Ich tradycje owiane są tajemnicą i skrywane przed służbami porządkowymi, trochę jak w Podziemnym kręgu. Zasady ucztowania – zwyczajowa forma kanibalskiego pochówku – zostały spisane w zaszyfrowanym dokumencie i w takiej formie rozdane członkom wspólnoty. Poczucie stałego zagrożenia sprawia, że narasta ich wrogość wobec ludzi, którzy nie należą do społeczności kanibali. Saga rodu Seltzerów ma przy tym dwa warianty. Matka opisuje losy rodziny jako historię opresji, stawiając kolejne zasieki wokół gniazda. Ojciec – przeciwnie – potrafi opowiedzieć tę samą historię, podkreślając jej pozytywne aspekty. Ta dwuznaczność sprawia, że właściwie nic nie jest pewne. Rodzeństwo Seltzerów, wychowane na przesądach i w przeświadczeniu, że nie istnieje coś takiego jak obiektywna prawda, w dorosłości sprzeniewierza się wyuczonym zasadom: bliźnięta outują się jako transkobiety, jeden z synów okazuje się gejem, jeszcze inny bierze za żonę Żydówkę. Ich decyzje są „gwoźdźmi do trumny” matki, która każdą „odmienność” odbiera jako afront i atak na rodzinne wartości.

Czytaj także:
ADAM KACZANOWSKI
o twórczości Waltera Abisha

„Obcy”, „cudzoziemiec”, „obcokrajowiec” – takie znaczenia kryją się za nazwiskiem pisarza. Jego imię – „Shalom” – to z kolei hebrajskie słowo, które oznacza „pokój”, „dobrobyt” i „bezpieczeństwo”. Połączenie tych sensów przekłada się na samą powieść, w której potrzeba bycia u siebie i jednoczesny brak zakorzenienia stają się źródłem napięcia. Auslander wychował się w ultraortodoksyjnej rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo i młodość spędził w Monsey, w stanie Nowy Jork, a następnie ukończył Akademię Talmudyczną na Manhattanie. Dopiero wówczas zerwał rodzinne więzi i uciekł przed jej konserwatyzmem. Po kilku przeprowadzkach osiadł w Los Angeles. Od debiutanckiego tomu opowiadań Beware of God (2006), przez powieść Foreskin’s Lament (2007), po kolejne utwory prozatorskie podejmuje temat pochodzenia. Skrajna religijność połączona z brakiem emocjonalnego wsparcia ze strony najbliższych stały się bagażem, który niesie na barkach. Ulgę przynosi humor: często sarkastyczny, ironiczny i złośliwy. Niektórzy porównują Auslandera do Davida Sedarisa – on również inspiruje się codziennością – Calypso Sedarisa było zresztą pierwszą publikacją Filtrów, które wydały również Matkę na obiad. Idąc tym tropem, na myśl przychodzi też Vivian Gornick i jej Przywiązania; tu jednak wpływ silnej figury matczynej opisany jest bez szyderstwa.

Tymczasem książka Auslandera aż kipi od zjadliwości. I nie jest to (wyłącznie) żart ze zjadania – kanibalskiego obiadku, który gotuje nam autor. Matka Siódmego wyklina bez mała każdą osobę, która znajdzie się w promieniu jej wzroku, a potok inwektyw i złośliwości właściwie nigdy nie ustaje. Ze względu na to, że matka jest Kanibamerykanką, pozostałe grupy społeczne wydają jej się obce i zagrażające jej własnej. „Inni” narażają się więc na atak tylko dlatego, że są. Siódmy w takich warunkach stopniowo przesiąka niechęcią do świata, lecz jednocześnie czuje silną potrzebę, by zmierzyć się ze swoim dziedzictwem.

Groteskowe ramy fabularne umożliwiają podjęcie drażliwej tematyki bez zbędnego ryzyka. Stworzenie nieistniejącej mniejszości – i wtłoczenie w nią bohaterów – pozwala Auslanderowi uniknąć opisywania i reprodukowania społeczno-politycznych uwarunkowań, a także położyć akcent na jednostkowym konflikcie bohatera. Język powieści ukazuje natomiast tarcie między ortodoksyjnymi zasadami a rozpaczliwą walką o wyzwolenie się z ich okowów; umacnianie się tradycyjnych struktur władzy opisane jest na przykład językiem nawiązującym do tekstów religijnych – jak choćby opowieść matki o dziejach Ludożerców: „Bo czymże jest człowiek, jeśli nie swoją przeszłością i swoją narodowością? Bez nich jest jak bez ciała, sama zjawa, cień i bezkształtna masa bez głębi i treści”. Z innego porządku pochodzą dynamiczne dialogi, spod których wyziera desperacja Siódmego:

Zero się martwiła i prosiła, żeby Siódmy zadzwonił do mamy i zaapelował do niej.

Nie dzwonię – pomyślał.

Zadzwonił.

Ja jebię – pomyślał.

Cześć, Amo, co robisz – spytał.

Poczucie humoru pozwala czytelnikom i czytelniczkom złapać oddech i na chwilę zapomnieć o kwestiach tożsamościowych i rodzinnych sporach. Jest też formą ucieczki dla samych bohaterów, na przykład gdy siedmioro rodzeństwa próbuje odtworzyć zasady kanibalskiego pochówku. Większość owych zasad to dziecięce rymowanki, dzięki czemu łatwo zapamiętać ich treść: „Gryz i pół na dokładkę, gdy jesz ojca lub matkę”. Przebiega nas jednak zimny dreszcz, gdy uświadomimy sobie, co tak naprawdę wynika z wierszyka.

Wróćmy do idei tożsamości. Siódmy, który pracuje jako wydawca, pomstuje na autorów współczesnej literatury: tych zasłużonych i tych, którzy dopiero próbują się przebić. Odrzuca każdą prozę, która w jakiś sposób tematyzuje rasę, klasę, tożsamość seksualną czy sprawność fizyczną. Wydaje mu się, że proponowane teksty powstały z cynicznych pobudek i nastawione są wyłącznie na to, by szokować publiczność nieopisaną do tej pory kombinacją wykluczeń. W pewnym sensie można zrozumieć frustrację Siódmego – tożsamość nie wydaje mu się przecież czymś pozytywnym. Rodzinne dziedzictwo jawi mu się raczej jako obciążenie. Wspólnota nie jest dla niego źródłem siły, lecz frustracji. Chociaż rodzeństwo nie ma ze sobą wiele wspólnego, każde z nich będzie mieć już na zawsze zakodowany system wartości zgodny z rodzinną tradycją. Nie mogą pozwolić sobie na neutralność – albo go przyjmują, albo odrzucają. Każdy gest odstąpienia od tradycji – nawet błahy – staje się aktem rebelii.

Czytaj także:
IWONA KOMÓR
o najnowszej powieści
Sorena Gaugera

Podczas lektury tej książki niepokój rodzi się na styku rzeczywistości powieściowej i realnego świata. Oczywiście, koncept całkowitego odrzucenia idei tożsamości może wydawać się kuszący – a już na pewno wygląda tak z głębin matczynej opresji i nakazów. Jeśli wyjdziemy poza system, w którym dominują takie tożsamościowe wyznaczniki jak rasa, klasa i preferencje seksualne, automatycznie – przynajmniej w teorii – znikną też konflikty powodowane wzajemną niechęcią. Mnie jednak zbyt cenny wydaje się pluralizm perspektyw – reprezentowanie innych wzorców niż te, do których przyzwyczaiły nas minione dekady, powinno być powodem do celebracji. Wbrew rozważaniom Siódmego tożsamości nie muszą być przecież więzieniem, w którym się zamykamy; są nim wtedy, gdy brakuje nam możliwości swobodnej ekspresji. Jeśli więc Matkę na obiad kończy mocne „na pohybel z tożsamościami” – nie będę wtórować bohaterowi.

Na pewno jednak nie da się odmówić tej książce pomysłowości. Opisy kanibalskich zwyczajów to popis wyobraźni autora, który nie uciekł przed naturalistycznymi opisami ucztowania – te w kontekście powieści wydają się niezbędne. Auslander każe swoim bohaterom przepracowywać traumatyczne wspomnienia i próbować je zrozumieć; są to jedne z ciekawszych fragmentów. Wejście w świat powieści staje się dzięki temu symbolicznym zaproszeniem do doświadczeń samego autora. To przewrotne, że postulując porzucenie myślenia o tożsamości na rzecz uniwersalnego ponadludzkiego porozumienia, Auslander oddaje w nasze ręce książkę właśnie o tożsamości. Jeśli – podobnie jak Siódmy – uznaje ją za klatkę, mam nadzieję, że znajdzie dla siebie drogę do wolności.


Shalom Auslander
Matka na obiad

przeł. Maciej Stroiński
Wydawnictwo Filtry, 2022, s. 320


Jagoda Gawliczek – pisze i rozmawia o książkach, feminizmie i różnych innych formach kultury dla „Going. MORE”. Współprowadzi audycję Pasmo dla Literatury w Radiu Kapitał. Prywatnie psia mama. Instagram: ohsotychonic.