Zbliżyć się tematyką swojej książki do wydarzeń, które zmieniły życie wszystkich ludzi na świecie w podobny sposób, mógłby tylko Boccaccio, gdyby wydał Dekameron u progu lat dwudziestych XXI wieku. Przypadek sprawił, że Mój rok relaksu i odpoczynku Ottessy Moshfegh – książka opowiadająca o młodej dziewczynie, która jedyny ratunek widzi dla siebie w zaśnięciu i dosłownym wyłączeniu z życia na wiele miesięcy – ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2018 roku, w Polsce zaś, w tłumaczeniu Łukasza Buchalskiego, w drugiej połowie 2019. Parę miesięcy później Covid-19 dotarł do Polski, a rzesze ludzi doświadczyły tego samego, co bohaterka Mojego roku… Spora część z nich (książka Moshfegh była już u nas dwukrotnie dodrukowywana) sięgnęła w tym trudnym czasie po lekturę, która w dojmujący sposób mówi o próbie uśpienia własnej jaźni po to, by przeczekać cierpienie. Warto jednak od razu powiedzieć, że w Moim roku… raczej nie znaleźli otuchy.

Zarówno książka z 2018 roku, jak i dwie wcześniejsze – nowela McGlue i powieść Byłam Eileen – a także zbiór opowiadań Tęsknota za innym światem, przełożony właśnie na polski przez Łukasza Buchalskiego (i opublikowany przez Wydawnictwo Pauza), to utwory mocno przygnębiające, pokazujące świat w najgorszej odsłonie: okrutny, ale nie w sposób, który miałby w sobie jakikolwiek ułamek atrakcyjności, a raczej ciążący w stronę obrzydliwości podszytej perwersją. Premiera Tęsknoty… w Polsce zbiegła się w czasie z tłumaczeniem zbioru opowiadań Krawędź innej amerykańskiej pisarki, Lidii Yuknavitch, lecz jeśli ta druga opisuje samo jądro piekieł, Moshfegh opowiada raczej o czyśćcu – nie jest tu dobrze, ale zawsze mogło być gorzej.

To utwory mocno przygnębiające, pokazujące świat w najgorszej odsłonie

Czternaście opowiadań przenosi nas do mikrokosmosu czternastu wyalienowanych postaci, które z różnych względów w owym czyśćcu utknęły i w większości tylko z pozoru próbują się z niego wydostać albo w ogóle nie zamierzają podejmować takich prób. Krajobraz dominujący w tym zbiorze opisuje narratorka opowiadania Turystyka slumsowa, narkotyzująca się właścicielka domu letniskowego w ubogiej miejscowości Alny:

W tandecie miasteczka odnajdowałam komfort podobny do tego, jaki wiąże się z oglądaniem czarno-białych filmów. Wyobraźcie sobie pustą ulicę, a na niej zepsuty samochód, zardzewiały trójkołowy rowerek porzucony przy krawężniku i pomarszczoną, drapiącą się staruszkę, która podlewa szarobrązowy trawnik, a ogrodowy wąż perwersyjnie skręca się w jej zaciśniętej pięści.

Coroczne wakacje narratorki w Alny pozwalają jej uciec od beznadziei i rutyny własnego życia w beznadzieję żyć cudzych, które jednak dla bohaterki są obojętne do tego stopnia, że nie udziela ona w porę pomocy ciężarnej nastolatce. U źródeł jej działań (a raczej ich braku) nie leży wyrachowanie. Zdaje się, że to raczej gruba szyba oddziela ją od innych ludzi i sprawia, że wszystko, co się dzieje wokół, przypomina grę komputerową – wydarza się, ale w świecie o wątpliwym statusie, który z łatwością dałoby się wyłączyć.

Inaczej niż w Moim roku relaksu i odpoczynku – w którym główna bohaterka, dzięki inwestycji swoich nieżyjących już rodziców, żyła w dostatku i nie musiała pracować – ważnym wątkiem opowiadań zbioru jest bieda. Tylko w jednym tekście (Chłopiec plażowy) bohaterowie są bogaci, ale również oni zetkną się z ubóstwem podczas luksusowych wakacji na egzotycznej wyspie. Po powrocie z podróży bohaterka będzie opowiadać swoim przyjaciołom:

Nie wolno na nich zwracać uwagi. Nawet spoglądać im w oczy. Jeśli się to zrobi, nigdy nie dadzą człowiekowi spokoju. Ci chłopcy plażowi. To znaczy: męskie prostytutki. To takie smutne – dodała. – Tragiczne. Człowiek się zastanawia, jak w ogóle można głodować w takim miejscu. Wszędzie było jedzenie. Na każdym drzewie owoce. Po prostu nie rozumiem.

Ów sztampowy obraz bogactwa zostaje potraktowany przez Moshfegh z równym chłodem, co ubóstwo i degrengolada nim spowodowana. Autorka nie zostawia sobie miejsca na ocenę czy komentarz, nie próbuje też odtworzyć mechanizmów społecznych, które doprowadziły jej postaci w takie czy inne miejsce. Z dużą precyzją i szczerością pokazuje sposób ich myślenia, prezentuje każdy, nawet najintymniejszy, zakątek stworzonego przez nich mikroświata – i na tym jej zadanie się kończy. Bohatera Chłopca plażowego spotyka w końcu ten sam los, co wszystkich pozostałych – gubi się we własnej fantazji, traci zdolność rozróżnienia rzeczywistości od własnych projekcji i na koniec powraca do strefy komfortu, nie dokonując właściwie żadnej korekty w swoim życiu. Wyalienowanie z życia okazuje się stanem demokratycznym, który dotyka w taki sam sposób każdego.

Niezależnie od statusu majątkowego bohaterów większość ich relacji z innymi ludźmi sprowadza się do seksu bądź też samego wyobrażenia o nim. To, co bohaterzy chętnie nazywają miłością, na przykład w opowiadaniu Taniec w blasku księżyca, ma charakter czysto iluzoryczny, stanowi fantazmat na temat związku z obcą osobą, sprowadzony do absurdu:

Miała kędzierzawe tlenione blond włosy i intensywny makijaż – na mój gust zbyt intensywny. Twarz wykrzywiała w taki sposób, jakby właśnie poczuła, że ktoś pierdnął. To właśnie ten wyraz obrzydzenia obudził coś we mnie. Sprawiła, że chciałem stać się lepszym mężczyzną.

Tak bohater opisuje rodzące się w nim uczucie, które każe mu wydać ostatnie pieniądze na otomanę, będącą przepustką do szczęśliwego zakończenia wymyślonego romansu. Jak w wielu opowiadaniach, tu również relacja z drugim człowiekiem sprowadza się do transakcji i choć ta transakcja zostaje obudowana wieloma romantycznymi słowami, są one na tyle przesadzone i nieadekwatne do sytuacji, że stawiają znak równości między miłością a innymi dobrami, jakie poddający się kapitalistycznym regułom gry bohater kompulsywnie nabywa.

Zbiór tekstów o ludziach tak zblazowanych, a przy tym odseparowanych od świata grubą warstwą samotności (oddanie poczucia izolacji to już znak firmowy Moshfegh), zatytułowany został słowami pochodzącymi z innego – znacznie bardziej sentymentalnego – rejestru. Tytuł oryginału (Homesick for Another World) wyraźnie akcentuje tęsknotę za powrotem do innego świata, a nad prozą Moshfegh unosi się poczucie, że opisywana rzeczywistość to stadium przejściowe, o nie do końca realnym statusie, rodzaj – znów – czyśćca, po którym nie nastąpi jednak niebo (to by zakrawało o naiwność, której te utwory są pozbawione), a powrót na „właściwą” ziemię. W sensie dosłownym do tytułu nawiązuje ostatnie opowiadanie – dystopijna wizja życia dwójki rodzeństwa, Urszuli i Waldemara, którzy, aby wydostać się z danej im rzeczywistości, muszą (a przynajmniej tak im się zdaje) zabić odpowiednią osobę. Dziewczynka, zarazem narratorka, zyskuje przeświadczenie, że „jej” osobą jest znany przestępca seksualny, Jarek Jaskółka. Słuszna decyzja tłumacza o spolszczeniu imion i nazwisk tylko wzmacnia psychodeliczny wyraz tekstu, w którym Urszula wkracza do jaskini lwa, aby w swoim mniemaniu na zawsze wyzwolić się ze świata, na jakim przyszło jej żyć, i przenieść się do innego – a ten, przez sam fakt bycia odmiennym, musi być lepszy: „Poza tym tu, na Ziemi, nie ma pocieszenia. Jest udawanie, są słowa, ale spokoju nie ma. Nie ma niczego dobrego. Niczego. Dokądkolwiek na Ziemi pójdziesz, tam tylko więcej bzdur”, stwierdza Urszula. Choć tekst kończy się, zanim czytelnik zdoła się o tym przekonać, Moshfegh zostawia go z przeczuciem, że powrót do innego świata nie jest możliwy, a dziewczynka zapłaci najwyższą cenę, by się o tym przekonać – dokona zbrodni lub stanie się jej ofiarą.

Czytaj także:
Bartosz Wójcik recenzuje
powieść Marlona Jamesa
Czarny Lampart, Czerwony Wilk

W zbiorze wyróżnia się opowiadanie Tutaj nigdy nic się nie dzieje. Jego główny bohater porzuca rodzinne miasteczko, by spełnić marzenie o życiu w Los Angeles i zostać sławnym aktorem. Jego niezachwianą wiarę w powodzenie przedsięwzięcia wspiera na miejscu właścicielka pokoi na wynajem, w których zatrzymuje się chłopak. Między staruszką a młodzieńcem, dwojgiem przegranych znajdujących się w dwóch różnych momentach życia, pojawia się rodzaj zażyłości oraz coś, czego nie sposób znaleźć w innych utworach Moshfegh – czułość. W zestawieniu z całkowitym wyzuciem z czułostkowości, czarnym humorem i chłodnym rytmem tej prozy historia pani Honigbaum i chłopca z zezem, który nigdy nie zostanie aktorem, staje się zapadającą w pamięć opowieścią tyleż o namiastce przyjaźni, która pozwala przetrwać w tym skrzywionym, przetrąconym świecie, co po prostu o ludzkim losie.

I zdaje się, że właśnie prawda o człowieczeństwie jest tym, co najbardziej interesuje w literaturze Moshfegh. Swoją książkę Byłam Eileen, która przyniosła jej nominację do Nagrody Bookera, nazwała historią o tym, jak to jest być człowiekiem wewnątrz opresyjnego systemu, a na pytanie dziennikarki „Guardiana” o sympatię do bohaterki jej najnowszej książki, pisanej w czasie pandemii Death in Her Hands, odpowiedziała ostro: „To twoja sprawa, czy uważasz, że łatwo ją polubić, czy nie. Ta postać ma być przede wszystkim człowiekiem”. I rzeczywiście – proza amerykańskiej pisarki jest na wskroś szczera: nikt tu nikogo nie próbuje uwieść ani zaskarbić sobie sympatii czytelnika trikami rodem z warsztatów creative writing. Nie o to więc chodzi, by lubić bohaterów Tęsknoty za innym światem, choć z pewnością niektórzy z nich potrafią rozbawić, a wszyscy zaintrygować. Chodzi o to, by się w nich przejrzeć. Obraz, z jakim zostawia nas Moshfegh, może (i pewnie powinien) budzić dyskomfort. W końcu człowieczeństwo rozumiane przez pisarkę to raczej pejoratywne określenie, kategoria bytu oparta na egoizmie i podążaniu za własnymi potrzebami, w większości przypadków dość pierwotnymi, spaczonymi dodatkowo rozbuchaną wyobraźnią ludzi, którzy z coraz większym trudem odróżniają projekcje w swojej głowie od rzeczywistości. Powrót do innego świata raczej nie jest możliwy, dobrze więc dosadnie pokazać rzeczywistość, którą człowiek sam sobie urządził.


Ottessa Moshfegh
Tęsknota za innym światem

przeł. Łukasz Buchalski

Wydawnictwo Pauza, 2021, s. 304


Maria Karpińska (ur. 1988) – Absolwentka wydziału „Artes Liberales” na UW. W 2014 roku otrzymała stypendium Rządu Włoskiego na badania naukowe dotyczące związku literatury i narracyjnego budowania tożsamości prowadzone na Università di Pisa, a w 2015 – Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jej artykuły, opowiadania, recenzje literackie i operowe – również pod nazwiskiem Sokołowska – publikowane były m.in. w: „Res Publice Nowej”, „Czasie Kultury”, „Teatrze”, „„Znaku”, „Nowych Książkach”, „Twórczości”, na dwutygodnik.com i przekroj.pl. W lutym 2020 roku ukazała się jej debiutancka powieść Żywopłoty (wyd. W.A.B, seria Archipelagi). Laureatka Nagrody Literackiej Krakowa Miasta Literatury UNESCO.