Wiedeń jako rodzaj pułapki pojawia się w prozie kilku austriackich autorek. Helena – bohaterka Uwiedzeń Marlene Streeruwitz – krąży zdyszana po mieście, na przemian ratując przyjaciółkę z opresji, organizując rozrywki dwóm małym córkom, wykonując polecenia szefa, randkując… Ledwo łapie oddech, co autorka oddaje krótkimi, często jedno- lub dwuwyrazowymi zdaniami. Beatrix natomiast – bohaterka o kilkadziesiąt lat wcześniejszego opowiadania Ingeborg Bachmann Problemy, problemy – za wszelką cenę unika poważnych związków, większych zobowiązań, jakiejkolwiek odpowiedzialności za innych i ich kłopoty, całkiem odwrotnie niż Helena. Do tej dwójki dodajmy jeszcze Erikę Kohut, bohaterkę Pianistki Elfriede Jelinek, zakleszczoną w toksycznym związku z matką, i jej pierwowzór, czyli Annę Witkowski, samookaleczającą się pianistkę z Wykluczonych Jelinek. Wszystkie cztery stanowią punkt odniesienia dla nowej autorki: Laury Freudenthaler.

Opowieść o duchach to trzecia książka pisarki urodzonej w 1984 roku. Jej fragmenty publikowano wcześniej na łamach „Literatury na Świecie” (numer 5–6/2020) i „Wizji”; niedługo po tym, jak Freudenthaler otrzymała za nią Nagrodę Literacką Unii Europejskiej. Opisana w powieści wieloznaczna historia pięćdziesięcioletniej Anny jest skonstruowana jak łamigłówka i nie poddaje się łatwym interpretacjom. Proza Freudenthaler kontynuuje tym samym najlepsze tradycje literatury austriackiej, a jednocześnie wolna jest od Bloomowskiego lęku przed wpływem.

Proza Freudenthaler kontynuuje najlepsze tradycje literatury austriackiej

Anna, bohaterka Opowieści o duchach, jest Francuzką, która od dwudziestu lat mieszka w Wiedniu i uczy gry na pianinie – poznajemy ją w momencie, gdy bierze roczny urlop, aby napisać podręcznik. Jej relacje z uczniami nie mają jednak wiele wspólnego z tymi, które opisuje w Pianistce Jelinek – Anna po prostu traci chęć do nauczania, a nawet do własnej gry. Jej mąż Thomas wykłada w szkole filmowej, pisze scenariusze i organizuje festiwale. Oboje są bezdzietni, a ich dwudziestoletnie małżeństwo obserwujemy w momencie kryzysu: Anna podejrzewa Thomasa o romans, zresztą nie po raz pierwszy. O podejrzeniu spokojnie informuje przyjaciółkę, która udziela jej praktycznych rad: poleca zebrać materiał dowodowy i wyrzucić męża z domu. Ostateczność i radykalizm takiego rozwiązania nie pociągają jednak Anny, wydają się bowiem melodramatyczne. Opowieść o duchach to nie kolejna wariacja na temat zdrady, późnej namiętności czy rozpadu związku. Słowo „zdrada” padnie tu tylko raz (Anna woli mówić o „romansie”), a „kochanka” – ani razu. Domniemany romans stanie się pretekstem; tak naprawdę chodzi tu o pokazanie plątaniny wspomnień i fantazji, tęsknot i lęków, której nie sposób rozwikłać i która nie pozwala na łatwą ocenę, co jest prawdą, co wytworem wyobraźni, a co wspomnieniem – i czyim.

Roczna przerwa od zajęć wytrąca Annę z codziennej dyscypliny. Kobieta spędza większość czasu samotnie, coraz więcej spaceruje, rozmija się z bardzo zajętym mężem – częściej go słyszy, niż widzi, a przyjaciółce mówi, że czuje się, jakby mieszkała już tylko z duchem. Oprócz rzadkich odgłosów obecności Thomasa zaczyna też jednak słyszeć nowe dźwięki: skrzypienie, szelesty, trzaski, szuranie, „jakby coś się rozłupywało”, „jak gdyby przemieszczały się (…) cegły”. Jest pianistką, więc może to nic dziwnego, że ma wyczulony słuch, choć zaczyna przy tym dostrzegać w mieszkaniu jakąś obecność, a może projekcje wyobraźni czy cienie z przeszłości – tego nie dowiemy się aż do końca.

Czytaj także:
IWONA KOMÓR
w eseju o twórczości
EDOUARDA LOUISA

Za radą przyjaciółki Anna zaczyna spisywać swoje podejrzenia – wzmianki o notatniku co rusz pojawiają się w tekście. Umieszczenie tych zapisków w tkance powieści to jeden z ciekawszych zabiegów narracyjnych Freudenthaler. Początkowo Anna miała zapisywać plany lekcji na potrzeby nowego podręcznika, już przy pierwszej próbie okazuje się jednak, że Anna myśli „o biurze detektywistycznym i o domu, w którym kiedyś mieszkała”, bo nie przychodzi jej do głowy nic, „co wiązałoby się z jej lekcjami”, a w końcu „zapisuje w notatniku zdania, które nie mają nic wspólnego z podręcznikiem”. Z detektywistyczną skrupulatnością pianistka zacznie – na podstawie rachunków Thomasa – odtwarzać jego domniemane drugie życie, konstruując coraz bardziej wyrazistą postać widmowej dziewczyny. Być może zresztą sam Thomas niechcący sugeruje jej pisanie jako ucieczkę od nudy; na skargę Anny, która nie ma o czym rozmawiać z matką („mam tak mało do opowiadania”), odpowiada: „To zmyślaj coś”.

Oprócz zapisków Anny autorka wprowadza jeszcze inny trop – filmowy. Thomas zawodowo zajmuje się filmem, a w którymś momencie w powieści wspomniany jest scenariusz Bezimiennej kobiety. Bezimienne kobiety są w tej powieści dwie: ani razu nie pada imię kochanki Thomasa, dla której z kolei „żoną bez imienia” pozostaje Anna. Autorką scenariusza jest jakoby kochanka – może sceny jej spotkań z Thomasem pochodzą właśnie ze scenariusza? Ale skąd zna je Anna? Poza tym ona i Thomas poznali się w kinie, a kiedy Anna wspomina romans ze starszym mężczyzną, którego znała przed nim, myśli: „Może to zdanie padło w filmie”, „mógłby być postacią z tego filmu”. Trop filmowy – gry, sceny, aktorstwa – podsuwa też opis wycieczki, podczas której Anna i Thomas odnajdują w lesie miejsce przypominające scenę wykutą w skale. Anna siada tam „na ziemi pośrodku sceny” i zastanawia się, jak dźwięk „głosów i szmerów byłby wzmacniany przez kamień”. Przypomina to odgłosy i szmery, które usłyszy potem w ścianach własnego mieszkania. Jest to też miejsce, w którym „aktorzy mogli się pojawiać nieoczekiwanie i tak samo znikać” – jak postać obcej. W powieści wiele jest takich sugestii dotyczących przyczyn postępowania Anny, które okazują się pułapkami na czytelników szukających racjonalnych wytłumaczeń. Autorka tak konstruuje narrację, abyśmy nie mogli jednoznacznie stwierdzić, jaki status nadać wypowiedziom: wspomnienia, fantazji, domysłu, zmyślenia czy też może właśnie pisanego przez kogoś scenariusza.

W powieści wiele jest tropów, które okazują się pułapkami na czytelników

Im bardziej mąż staje się dla Anny duchem – nieobecnym i obcym – tym wyraźniejsza i bardziej niezależna staje się dziewczyna. Obok niej pojawia się nawet w pewnym momencie przyjaciółka, jak lustrzane odbicie przyjaciółek Anny. Podobny motyw powraca zresztą często: postaci wzajemnie się odbijają, dublują, zwielokrotniają. Kiedy Anna zacznie widzieć i słyszeć obcą obecność, dostrzega ślady małych stóp przed lustrem, a w końcu sama „staje w miejscu, w którym stała dziewczyna”. Coraz bardziej pogrąża się we wspomnieniach, przypisując obcej swoje dawne zachowania i reakcje. Projektuje na nią własne wspomnienia, co sprawia, że daje dojść do głosu tęsknocie za przeszłością i za bliskością. Usilnie pragnie odzyskać męża, choćby w wyobraźni.

Lustrzane odbicia odsyłają nas zwłaszcza do wspomnianego opowiadania Bachmann. Beatrix wstępuje do salonu fryzjerskiego, w którym „każda ściana pokryta była (…) cudownymi lustrami”, jak do świątyni, „odnajdując siebie i swój prawdziwy dom”. Z kolei Helena z Uwiedzeń Streeruwitz przygląda się w lustrze swoim oczom, kiedy zamyka się w łazience przed dziećmi, aby zaaplikować sobie czopek przeciwbólowy. W łazience – posługując się żyletkami ojca i jego lusterkiem do golenia – okaleczają się Erika Kohut i Anna Witkowski, ponieważ tylko przez ból potrafią poczuć własne ciało. Salon fryzjerski i łazienki stają się miejscami konfrontacji, z własną samotnością i upływem czasu, ale też miejscami narcystycznego samozachwytu, który maskuje lęk przed śmiercią.

Anna z Opowieści o duchach przygląda się sobie w lustrze krytycznie, szuka w nim odbicia dziewczyny. Nie ogląda samej siebie z podziwem jak Beatrix, spojrzenie w lustro nie daje jej chwili wytchnienia tak jak Helenie, nie służy jej też, jak Erice, do obserwowania ciała w bólu. Bohaterka Freudenthaler czasem znika w lustrze, w ciągu dnia nie może sobie przypomnieć własnej twarzy, a widmowa dziewczyna wślizguje się przed nie i zajmuje jej miejsce – lustro odbija przeszłość. W Opowieści o duchach trójkąt, jaki tworzą Anna, Thomas i dziewczyna, także przecięty jest lustrem: Anna widzi swoje odbicie w tej drugiej, a między Thomasem i jego domniemaną kochanką migocze właśnie Anna, o której ta druga niewiele wie, ale która ją fascynuje. Fascynacja jest zresztą obustronna, by nie powiedzieć: lustrzana – w początkowym stosunku Anny do dziewczyny charakterystyczny jest brak wrogości i zazdrości, przynajmniej aż do kulminacyjnej sceny powieści.

Z pewnością jednak fantazje Anny są próbą zagłuszenia cierpienia. To figura ucieczki – podobnie jak wizyty Beatrix w salonie fryzjerskim, frenetyczna bieganina Heleny czy romans Eriki Kohut z uczniem. Wyjścia Anny z domu także: „Mdłości pojawiają się już po przebudzeniu i ustępują dopiero wtedy, gdy Anna opuszcza mieszkanie”. Lekiem na niepokój staje się chodzenie; aktywność stóp zastępuje aktywność rąk. Chodzenie nadaje jej życiu zgubiony rytm – rytm oddalania się od domu, od Thomasa, od wspomnień. Za to rytm prozy Freudenthaler nie zmienia się, kiedy autorka opisuje forsowne spacery Anny: pozostaje rzeczowy i sprawozdawczy, metodycznie opisowy. Nie staje się rytmem prozy Streeruwitz, która w Uwiedzeniach zapisuje zabieganie bohaterki charakterystycznie urywaną, staccatową frazą, zresztą świadomie przeciwstawioną niekończącym się zdaniom Thomasa Bernharda. Chodzenie, któremu z pasją oddaje się Anna, może z kolei przywodzić na myśl opowiadanie tego pisarza zatytułowane Chodzenie.

Czytaj także:
EWA NIEDZIAŁEK
o twórczości
ILSE AICHINGER

Podczas jednego ze spacerów Anna wchodzi do obcego, pustego mieszkania. Zobaczy w nim w lustrze to samo co Beatrix z opowiadania Bachmann, która w ulubionym salonie fryzjerskim ujrzała „obcą, zeszpeconą, nieznajomą czaszkę”. Stające przed lustrem widmo dziewczyny, z którym Anna w końcu się skonfrontuje, stanie się też pośrednio figurą lęku przed śmiercią, przyciągającego i odpychającego, splątanego z Erosem.

Freudenthaler składa drobny ukłon słynnym poprzedniczkom, zachowuje jednak autonomię i własny styl. Lustrzane odbicia i goła czaszka to nie jedyne motywy wywołujące skojarzenia z Bachmann. Anna z Opowieści o duchach jest starsza niż bohaterki opowiadań z tomu Symultanka – może z wyjątkiem pani Jordan ze Szczekania, która słyszy nieistniejące odgłosy. Dwujęzyczność Anny, Francuzki mieszkającej w Wiedniu, również przypomina bohaterki Bachmann, choć Freudenthaler inaczej problematyzuje ten motyw. W głowie wielojęzycznej Nadii z Symultanki słowa pochodzące z różnych języków wirują w obłąkańczym tempie, natomiast Anna początkowo stawia opór niemczyźnie. Najpierw obawia się przewagi, jaką w znajomości tego języka mają nad nią uczniowie i mąż, a kiedy opanowuje w końcu niemiecki, przez długi czas celowo zwraca się do Thomasa po francusku i ma mu za złe, że mąż nie nauczył się jej języka. Proza Bachmann przychodzi na myśl również w związku z motywem domu nad jeziorem, w którym Annie uda się w końcu uspokoić nerwy – z dala od opresyjnego Wiednia. Na koniec wreszcie Jelinek i najsłynniejsza austriacka pianistka Erika Kohut, z którą Annę łączą zawód i mało zadowalające kontakty z uczniami. Erika „łamie wolę za wolą”, podczas gdy Anna to cierpliwa nauczycielka, która wyczuwa złość dzieci zmuszanych do nauki. Freudenthaler sięga zatem po podobne motywy, ale rozgrywa je niezależnie, z podziwu godną maestrią i zaufaniem do własnego talentu.

Tak oryginalnych i wieloznacznych bohaterek kobiecych, jak w Opowieści o duchach, bardzo mało jest w polskiej prozie. Intrygująca widmowa postać pozwala autorce opowiedzieć o miłości, starzeniu się i tęsknocie w nowy sposób, a zatarcie granicy między pamiętanym i wyobrażonym znajduje nową formę w narracji, która zaprasza do wielu odczytań. Do końca nie dowiemy się, czy Thomas z kimś się spotykał, czy też może Anna rozpamiętuje przeszłość bądź pogrąża się w chorobie. Skondensowana plątanina wspomnień i fantazji, a także literackich ech konfunduje czytelników, a jej interpretacja jest otwarta. Wreszcie Wiedeń, miasto-labirynt w którym Anna chce się jednocześnie zgubić i odnaleźć, gdzie „dni powszednie stały się ćwiczeniem w samodyscyplinie”. Wiedeń jest jak scena, na której ktoś ciągle zmienia dekoracje – Anna rozpoznaje w nim powidoki Paryża i bretońskiego Nantes. Miasto i wspomnienia osaczają bohaterkę, tworząc miraże, w których Anna przygląda się samej sobie tak, jakby była kimś obcym. Freudenthaler napisała książkę, którą bez obaw można postawić obok tomów Bachmann, Streeruwitz czy Jelinek.


Laura Freudenthaler
Opowieść o duchach

przeł. Eliza Borg
wyd. Od Do, 2021, s. 210

Recenzja powstała w ramach warsztatów krytycznoliterackich prowadzonych w Austriackim Forum Kultury przez Adama Lipszyca
i Paulinę Małochleb


Iwona Komór – prowadzi klub książki, mieszka i pracuje w Luksemburgu, tłumaczy dla UE, publikowała w „Dwutygodniku”.