W jednym z pierwszych zdań Śmiechu Meduzy Hélène Cixous deklaruje: „chodzi o to, żeby kobieta wreszcie siebie napisała”1. Dokładnie taki cel przyświecał duńskiej pisarce Tove Ditlevsen. Urodzona w 1917 roku, w robotniczej dzielnicy Kopenhagi, jako czternastolatka musiała zakończyć edukację i podjąć pracę zarobkową, aby finansowo wspomóc rodzinę. Swój pierwszy wiersz napisała cztery lata wcześniej, a każdy kolejny „zasłaniał pęknięcia w jej dzieciństwie jak nowa delikatna skóra pod strupem, który jeszcze całkiem nie odpadł” (s. 67). Ditlevsen opublikowała blisko trzydzieści książek: tomy poezji, powieści, opowiadania, literaturę dla dzieci, a przede wszystkim – wspomnienia. Największą popularność przyniosła jej jednak Trylogia kopenhaska, wydana właśnie po polsku w świetnym przekładzie Iwony Zimnickiej. 

Choć w ojczyźnie autorki każda z trzech części składających się na Trylogię (Dzieciństwo, Młodość i Uzależnienie) funkcjonuje samodzielnie, w Polsce – podobnie jak w kilku innych krajach – opus magnum Ditlevsen ukazuje się w całości. Opowieść rozpoczyna zaskakująco samoświadoma pięciolatka, urywa zaś – bo nie sposób mówić o jakimkolwiek domknięciu, również literackim – dorosła, doświadczona przez życie kobieta. Niespieszna, wnikliwa introspekcja urasta u Ditlevsen do rangi naczelnej strategii twórczej; tak rozumiana wsobność organizuje całą narrację. Wielka Historia, która zwykle naznacza całe pokolenia, rozgrywa się zawsze gdzieś w tle i nie wpływa znacząco na bieg wydarzeń, ba, pozostaje właściwie niezauważona przez opowiadającą. Jak wtedy, gdy – jako mała dziewczynka – Ditlevsen „przygląda się wąskim złożonym dłoniom matki, leżącym nieruchomo na gazecie, na relacjach o grypie hiszpance i traktacie wersalskim” (s. 7). Albo kilkanaście lat później, gdy podczas okupacji hitlerowskiej „nie potrafi czuć nienawiści wobec niemieckich żołnierzy, których kroki dudnią na ulicach” (s. 248), jest bowiem – co otwarcie przyznaje – „zbyt zajęta własnym życiem, własną niepewną przyszłością, aby w tym czasie myśleć patriotycznie” (s. 248). Autorka na pierwszy plan wysuwa bój o własną sprawczość, samorozwój i spełnienie, ale trajektorii jej losów nie przestają przecież warunkować czynniki ekonomiczne i społeczne – w tym sensie radykalne oderwanie od realiów nie jest aktem ignorancji czy skrajnego egoizmu, lecz świadomym, zabiegiem uzmysławiającym istotę hasła „prywatne jest polityczne”.

Autorka na pierwszy plan wysuwa bój o własną sprawczość, samorozwój i spełnienie

Każda część trylogii to zapis nie tylko jednostkowego doświadczania rozmaitych stanów i emocji, prób odnalezienia się w skomplikowanych relacjach (rodzinnych, przyjacielskich, damsko-męskich, środowiskowych) czy dostosowania do warunków ekonomicznych, które – łagodnie mówiąc – nie sprzyjają twórczym pasjom, lecz w głównej mierze: konsekwentnego dążenia do celu. A wszystko to skrupulatnie wypreparowane z całości zwanej „światem zewnętrznym”. Zanim w 1959 roku Ditlevsen opublikuje zbiór esejów motywujących kobiety do wyzwolenia się spod narzuconych im ról społecznych, przez lata pielęgnować będzie w sobie przeświadczenie, że „kiedyś zapisze wszystkie płynące przez nią słowa. Kiedyś inni ludzie będą je czytać w książce i dziwić się, że dziewczyna może jednak zostać pisarką” (s. 25). Przez lata będzie pisała w ukryciu; będzie też wyśmiewana i traktowana protekcjonalnie. Wielokrotnie zderzy się z zarzutami, że brak jej talentu, że ma słaby warsztat albo że pisze nieadekwatnie do swojego wieku. Nie przestanie jednak czerpać z własnej biografii, najbardziej intymne przeżycia przekształcając w literackie tworzywo. Zachowa przy tym pełną kontrolę nad treścią i formą przekazu. 

Jednym z motywów przewodnich Dzieciństwa uczyni – podobnie, jak Vivian Gornick w późniejszych i niezasłużenie popularniejszych Przywiązaniach – swoją relację z matką: „intensywną, bolesną i rozedrganą” (s. 16), pełną aktów przypadkowej przemocy i braku czułości, permanentnego braku zrozumienia i bezwiednego powielania toksycznych wzorców w dorosłym życiu (w polskiej literaturze najnowszej tę szarą strefę eksploruje chociażby Szalej Moniki Drzazgowskiej). Młodość poświęci podejmowanym kolejno pracom zarobkowym (jako służąca, pomoc kuchenna w obskurnym pensjonacie, magazynierka, asystentka w biurze drukarni litograficznej czy urzędniczka Państwowego Urzędu do spraw Zboża) i próbom literackim. Szczegółowo zrelacjonuje okoliczności publikacji jej debiutanckiego tomiku, a także związek ze znacznie starszym, wpływowym wydawcą, Viggiem F. Møllerem – bliższy raczej mecenatowi niż miłości. Wreszcie zaś, w Uzależnieniu, sportretuje wszystkie swoje małżeństwa (trzy z czterech zakończyły się rozwodem), ambiwalentne doświadczenia macierzyństwa (troje dzieci) i aborcji (dwóch). Co ciekawe, oryginalny tytuł ostatniej części – Gift – w języku duńskim oznaczać może zarówno „truciznę”, jak i „małżeństwo”.

Czytaj także:
RAFAŁ RÓŻEWICZ
o feministycznej poezji
JANY ORLOVEJ

Ditlevsen zdaje w niej sprawę z codzienności, której rytm wyznaczają kolejne dawki leków – efektem jest postępująca utrata kontroli nad własnym ciałem i umysłem, a także konieczność leczenia w zamkniętym ośrodku i podejmowane później żmudne próby powrotu do normalności. Nawet wówczas autorka pozostaje wierna raz obranej strategii twórczej: zamiast wykorzystać umiarkowaną szczerość czy taktowne przemilczenia jako rodzaj literackiego listka figowego, potencjalnie najwstydliwsze wątki ze swej biografii opisuje otwarcie, w najdrobniejszych detalach. Pokazuje siebie jako niewierną żonę, poświęcającą (drugie z kolei) małżeństwo dla toksycznego związku, którego jedyną zaletą jest ułatwiony dostęp do środków farmakologicznych; jako matkę, której relacje z dziećmi ulegają – również za sprawą nałogu – drastycznemu osłabieniu; jako bywalczynię salonów, która – po dłuższym czasie odizolowania od środowiska – desperacko próbuje odzyskać swój kapitał społeczny; wreszcie jako pisarkę, która doświadcza niemocy twórczej.

Michael Favala Goldman, autor angielskiego przekładu Uzależnienia, słusznie zauważa, że na żadnym etapie autobiograficznego projektu, jakim jest Trylogia kopenhaska – nawet w jego najtragiczniejszej, finałowej odsłonie – głos Ditlevsen nie staje się głosem „kogoś, kto cierpi”. Od początku do końca pisarka „ma się na baczności; dokładnie wie, kim jest i w jakim momencie życia się znajduje; wiernie wszystko relacjonuje, niczego nie pomija, całkowicie się odsłania”. Nic w tym dziwnego: już jako mała dziewczynka Tove wiedziała, że tylko poprzez literaturę może w pełni swobodnie wyrażać siebie; otwarcie artykułować swoje potrzeby, ambicje i lęki. Robiła to z imponującą konsekwencją – Uzależnienie ukazało się zaledwie pięć lat przed jej samobójczą śmiercią (w wyniku przedawkowania leków nasennych). Być może właśnie pewna rzetelność i esencjonalność, charakterystyczna dla tej prozy, najwyraźniej odróżnia ją od dalece bardziej popularnego cyklu Karla Ove Knausgårda kojarzonego z nurtem nowej szczerości (New Sincerity). Niemal czterystustronicowa Trylogia kopenhaska liczy o sto stron mniej, niż najkrótsza część Mojej walki. Parafrazując Milana Kunderę, można by powiedzieć: rozmach jest gdzie indziej. 

W anglojęzycznym kręgu kulturowym od kilku lat trwa proces „odkrywania” Ditlevsen; w Polsce ukazały się jak dotąd jedynie dwa inne tytuły z jej bogatego dorobku (powieści Twarz i Ulica dzieciństwa). O ile w Danii prozaiczka od dawna cieszy się względną rozpoznawalnością, o tyle postulaty, by na nowo odczytywać jej twórczość w kluczu feministycznym, natrafiają na zażarty opór męskiej części tamtejszego środowiska krytycznoliterackiego. Twórczość Ditlevsen miałaby być zbyt sentymentalna, zbyt banalna, zbyt – choć tego akurat nikt nie mówi wprost – kobieca, aby zajmować się nią na poważnie. Tymczasem to właśnie w bezwarunkowej introspekcyjności tej prozy, a więc w tym, co niektórzy uznają za słabość, drzemie jej największa wartość i wciąż niespożyty potencjał. W 2014 roku Ditlevsen trafiła do kanonu lektur duńskich szkół podstawowych. Być może dzięki temu do kolejnych pokoleń młodych czytelniczek i autorek dotrze przekaz Cixous, który duńska pisarka swoją twórczością nieświadomie wcielała w życie: „Dlaczego nie piszesz? Pisz! Pisanie jest dla ciebie, ty jesteś dla siebie, twoje ciało jest dla ciebie, weź je!”2.


1 H. Cixous, Śmiech Meduzy, przeł. A. Nasiłowska, „Teksty Drugie” 1993, nr 4/5/6, s. 147.
2 Tamże, s. 148.


Tove Ditlevsen
Trylogia kopenhaska

przeł. Iwona Zimnicka
wyd. Czarne, 2021, s. 368


Aleksandra Kumala (ur. 1995) – kulturoznawczyni, doktorantka UJ, współredaktorka tomu „In(ter)wencje. Analizy kulturoznawcze” (2019). Teksty poświęcone filmom i literaturze publikowała m.in. na łamach „Dwutygodnika”. „Fabulariów”, „Popmoderny” czy „Przekroju”.