Od tłumaczki

Anne Carson znana jest z kilku rzeczy: przez wiele lat utrzymywała się z lekcji starożytnej greki, była pierwszą kobietą, która zdobyła prestiżową nagrodę poetycką imienia T.S. Eliota, a do tego potrafiła też świetnie wplatać w swoje teksty fragmenty innych utworów. Pojawiają się u niej nawiązania między innymi do Samuela Becketta, Gertrudy Stein, Emily Brontë, Franza Kafki, a także Johna Keatsa. Sama pisała jednak tak, że nie sposób porównać jej twórczości do tekstów tych kanonicznych autorów. Po polsku jak dotąd ukazała się tylko jedna jej książka – Słodko-gorzki eros w przekładzie Renaty Lis.

Carson to wyjątkowo erudycyjna artystka, której ulubioną strategią literacką jest zderzanie ze sobą dwóch porządków: antycznego i współczesnego, przy jednoczesnym objaśnianiu i aktualizowaniu każdego z nich. Podobnie anachroniczny, kolażowy i intertekstualny jest zbiór esejów i wierszy zatytułowany Plainwater (1995), a zamieszczone poniżej tłumaczenia pochodzą z pierwszych dwóch części tej książki, Mimnermosa: płci umysłu oraz Rozmówek. W pierwszej z nich poetka zamieściła własne adaptacje wybranych fragmentów poetyckich Mimnermosa, greckiego poety żyjącego w VII w. p.n.e., oraz eksperymentalny esej napisany na podstawie tychże adaptacji. Rozmówki, tłumaczone również przez Macieja Topolskiego jako Krótkie mowy, stanowią natomiast zbiór króciutkich „wykładów” o aforystycznej wręcz budowie, opartych najczęściej na pojedynczym motywie lub dotyczących konkretnego artysty.

Instrukcja obsługi

Esej Mimnermos i poruszenia hedonizmu przypomina liryczną medytację Carson nad filozofią greckiego poety, który słynął z krótkich, biesiadnych wierszy pisanych w stylu homeryckim – a w erotykach potrafił nawet przewyższyć swojego mistrza. W książce Carson adaptacje poetyckie poprzedzają esej; w poniższym wyborze odwróciłam ten porządek, aby ułatwić lekturę. Tę prozę warto czytać jednak równolegle z poetyckimi urywkami, na których Carson oparła esej, co odpowiadałoby strategii, jaką poetka obrała, przetykając go esej odniesieniami do fragmentów lirycznych. Do tłumaczenia Carson podeszłam tak, jak i ona podchodzi do Mimnermosa – próbowałam raczej… spolszczyć najważniejsze słowa, które Carson wpłata do eseju, niż wiernie oddawać te poetyckie fragmenty. Włączenie kilku Rozmówek do już i tak skomplikowanego układu może wydawać się zbędne, lecz skutki zderzenia tak różnych poetyk okazują się zajmujące – lekkość tych urywków, a także ich tematyka pozwalają czytelniczce zapoznać się z możliwościami stylistycznymi kanadyjskiej pisarki, która jest zarówno świetną prozaiczką i poetką, jak i tłumaczką.

Anne Carson

Rozmówki

Wstęp

Pewnego ranka brakowało słów. Przedtem słów nie było. Były fakty, były twarze. W dobrej opowieści, twierdzi Arystoteles, wszystko, co się dzieje, musi być napędzane innymi wydarzeniami. Trzy stare kobiety pochylały się w polu. „Po co nas wypytywać?” –  mówiły. Lecz wkrótce okazało się, że wiedziały wszystko, co można wiedzieć o zaśnieżonych polach i niebiesko-zielonych pędach, i o tej roślinie zwanej „zuchwałością”, którą poeci mylą z fiołkami. Zaczęłam spisywać każde słowo. Jeden za drugim znaki składają się na obraz świata, choć nie ma w tym nudy, która zwykle towarzyszy opowiadaniu. Chciałabym podkreślić, że zrobię wszystko, żeby uniknąć nudy. To zadanie na całe życie. Nigdy nie będziesz wiedziała wystarczająco dużo, pracowała wystarczająco dużo, nigdy nie użyjesz bezokoliczników i imiesłowów w wystarczająco dziwny sposób, nigdy nie przerwiesz jakiegoś ruchu odpowiednio stanowczo, nigdy nie opuścisz umysłu wystarczająco szybko.

O Gertrudzie Stein, około 9:30

Jakie to dziwne. Nie miałam pojęcia! Dzisiaj się skończyło.

O rozczarowaniu w muzyce

Prokofiew się rozchorował, więc nie mógł pojawić się na koncercie, na którym wykonano jego I Sonatę Fortepianową. Wysłuchał jej przez telefon.

O pstrągach

W haiku pojawiają się różne określenia na pstrągi – „jesienne pstrągi” i „zstępujące pstrągi”, i „rdzawe pstrągi” to tylko kilka z tych, które znam. Pstrągi zstępujące i rdzawe to te, które złożyły ikrę. Wycieńczone, wymęczone do ostatka, zmierzają w stronę morza.  Zdarzały się też oczywiście pstrągi, które spędzały zimę w głębokich basenach. Te nazywane były „pozostałymi pstrągami”.

O Owidiuszu

Wyobrażam go sobie w noc taką jak dziś, tyle że chłodną, z księżycem szumiącym pośród czarnych ulic. Je kolację i wraca do pokoju. Radio stoi na podłodze. Świecąca zielona tarcza cichutko miga. Siada przy stole; wygnańcy piszą tyle listów. Teraz Owidiusz łka. Każdego wieczoru, mniej więcej o tej porze, zakłada smutek jak ubranie i pisze dalej. W wolnym czasie uczy się lokalnego języka (getyckiego), żeby skomponować epos, którego nikt nigdy nie przeczyta.

O zasadach perspektywy

Słaba sztuczka. Błąd. Nieuczciwość. Takie są poglądy Braque’a. Dlaczego? Braque odrzucił perspektywę. Dlaczego? Ktoś, kto spędza pół życia na rysowaniu profili, będzie w końcu  musiał uwierzyć w to, że człowiek ma tylko jedno oko, tak sądził Braque. Chciał posiąść każdy przedmiot. Mówił o tym otwarcie w rożnych wywiadach. Braque przyglądał się małym błyszczącym płaszczyznom krajobrazu i czuł, że wymykają mu się z rąk. Zmiażdżył je więc, bo wywołały w Braque’u poczucie straty. Nature morte, rzekł Braque.

Mimnermos i poruszenia hedonizmu

Potrafię pływać jak inni, tylko że mam od innych lepszą pamięć, nie zapomniałem dawnego Braku-umiejętności-pływania. A że go nie zapomniałem, Umiejętność-pływania nic mi nie daje i jednak nie potrafię pływać.
Franz Kafka, Konwolut 1920, przeł. Łukasz Musiał

Poruszenia między żywiołami, które czynią z nas ludzi, są osią jego twórczości. My nazywamy je hedonizmem. To tak, jakby nazwać Kafkę słabym pływakiem. Trzeba przyznać, że zmysłowo-cielesna poezja Mimnermosa przypomina okna, w których migają kolejno chłopcy i ciało, i świt, i kobiety, i niebieskie usta oceanu. Trzeba przyznać, że Mimnermos lubi wpuścić trochę słońca do każdego wiersza. Ale zadaniem poety, jak twierdzi Kafka, jest prowadzenie samotnego człowieka ku wieczności – włączenie tego, co tymczasowe, w to, co prawomocne. Ze słońc Mimnermosa spływają prawa, które wiążą nas ze wszystkim, co świetliste. Pierwszą z tych świetlistych rzeczy jest czas.

Choć używa tego słowa niezwykle rzadko, cała jego twórczość pełna jest czasu. Czas kołuje nad krajobrazami i ludzkimi żywotami posłusznymi jego prawu, kończąc wszystko bez końca. Zapewne takie wibrowanie czasu kojarzycie z van Goghiem, z drżącą energią jego kolorów. Czas porusza się po kole (nie liniowo), a kręgi rozszerzają się z jakąś biologiczną nieuchronnością, niczym powracająca u Mimnermosa metafora ludzkiej młodości jako kwitnienia roślin czy dojrzewania owoców. Te rośliny rosną razem ze światłem – bo ich żywot jest jednym długim dniem – „nie mając pojęcia o dobru i złu” (fr. 10), póki słońce nie ześliźnie się po brzegu i nie nastanie ciemność. Mimnermos nie opisuje tej ciemności bezpośrednio, lecz odwołuje się do konkretu: do śmierci, podeszłego wieku, ubóstwa, wzroku ślepca, pustego pokoju, opustoszałego umysłu. Tak jakby ciemność była źródłem tego zła, które dotyka nas bez powodu – poza tym, że powoduje nieobecność światła. Kiedy w jego wierszach przechodzi się spod słońca w cień, łatwo wyczuć tę różnicę, która spływa po karku jak strużka zimnej wody. „Wtedy lepiej byłoby umrzeć” (fr. 10).

Słońce jest jedynym impulsem, który biegnie samodzielnie. Podczas gdy przemijanie ma władzę nad każdym z nas, bóg słońca Helios mości się w nim jak w złotym pucharze i przemierza niebo (fr. 8). Mimnermos bez mrugnięcia udaje, że współczuje bogu nieskończonych podróży. Już to wiele nam mówi o jego hedonizmie.

Ledwo napomyka bowiem o dwóch przyjemnościach, nie nazywając ich nawet przyjemnościami. W wierszach Mimnermosa nie ma wina, nie ma ciepłej kąpieli ani pędzącego zwierza, nie ma czereśni ani jedwabiu, ani bladych niebieskich kości, nie ma kości do gry ani slapstickowych wieczorów, które rozbrzmiewałyby pieśnią. Wszystko dzieje się gdzieś na tyłach świata i zastyga w nieruchomej ripoście, jak dziecko, które gada do siebie, żeby przeczekać noc. Zachwyca się, że ruch też może ulec zatrzymaniu. Zdaje się, że hedonizm Mimnermosa trafił w czuły punkt jego czasów – chodziło wtedy o jakąś potrzebę wzruszenia, duchowego samo-poruszenia, które badamy do dziś, choć świeżość spojrzenia dawno przestała towarzyszyć naszym poszukiwaniom. Tę potrzebę samo-poruszenia osaczyły sprawy, które nazywamy przyjemnościami, by usprawiedliwić swoje hedonistyczne zapędy. Seks i światło. Zastanówmy się, jak wzruszają Mimnermosa.

Zakwitł (floruit, jak mawiali starożytni biografowie) w trzydziestej siódmej Olimpiadzie (632–629 r. p.n.e.). Wiadomo, że pochodził z Kolofonu w Azji Mniejszej lub ze Smyrny, miasta położonego na południowy zachód od Kolofonu, albo z wyspy na południowym Morzu Egejskim zwanej Astypaleą (lecz astypalaia oznacza „starożytne miasto” i mogło być wyrażeniem pochodzącym z jakiegoś dawno zapomnianego wiersza). Kolofon uległ kolonialnym zakusom Greków jeszcze przed ósmym wiekiem, a po zajęciu Smyrny stał się największym miastem w Jonii. Mimnermos przytacza część tych wydarzeń we fragmencie 12, lecz nie jest to relacja historyka. Nie wiadomo, kim jest podmiot zbiorowy w wierszu, ani jak powinniśmy uchwycić te wieki, które przelatują nam przed nosem niczym wiadomości telewizyjne. Ale o to mu też chodzi.

We fragmencie 14 mowa z kolei o wydarzeniach z kilku epok, ujętych w formie drobnoziarnistych aluzji do wojen i poprzednich pokoleń. Możliwe, że to wiersz o Gygesie z Lidii, który na początku siódmego wieku wyruszył doliną rzeki Hermos na podbój Smyrny i Kolofonu. Możliwe, że to wezwanie do broni przeciwko atakowi Alyattesa na Smyrnę w ostatniej dekadzie tegoż wieku. Mimnermos twierdzi, że o tych wydarzeniach opowiedzieli mu naoczni świadkowie, starszyzna. Lecz kim jest ten niezrównany mężczyzna, który walczył na równinie Hermos? Jego ojcem? Jego dziadkiem? Jakimś innym ogniwem w rodzinnej przygodzie? Może to czysty wymysł? Tak czy inaczej, Mimnermosowi nie zależy na objaśnianiu historycznych odniesień. Pozwala temu migoczącemu bytowi poruszać się w czasie jak igła zszywająca dwa momenty, miedzy którymi rodzi się nostalgia. Wtedy i teraz. To, że znajdujemy się już poza łuną światła (gdy w końcu zaczynamy go szukać), zastanawia poetę najbardziej. Hedonizm Mimnermosa ma wiele wspólnego z poznaniem.

Moglibyśmy też zaryzykować stwierdzenie, że hedonizm zmienia stan rzeczy z jednego prostego powodu: kojarzy radość i  przyjemność ze światłem, a „nie mając pojęcia o dobru i złu”, wiedzę lokuje w ciemności. Chwile poznania u Mimnermosa da się porównać do reakcji, które zachodzą w mózgu przy chronicznej rozpaczy lub na widok otwartej rany. Kiedy Mimnermos dostrzega światło, zauważa też jego znikanie – tak jak we fragmencie o Jazonie, gdy ten wstępuje w nieznane i tylko dzięki miłości Medei kroczy daleko za horyzont; tam, strzegąc naszej śmiertelności, spoczywają bóg słońca Helios i wszystkie światła świata. Ten fragment zaczyna się od słów „I nie udałoby się”. A mechaniczne tykanie czasu nie spadałoby na nas z góry, grzmiąc, gdybyśmy nie przystanęli, rozglądając się w poszukiwaniu światła.

Albo może powinniśmy się zatrzymać, skoro światło już znikło? Mimnermos nie zajmuje się rozważaniami filozoficznymi, chyba że od strony praktycznej. Weźmy pod uwagę moment z  fragmentu 1, gdy starość wpędza ludzi w ciemność. Stosunek seksualny tych delikatnych stworzeń jest gwałtownie przerwany zaskakującym zabiegiem prozodycznym. W samym środku wiersza, który składa się z dziesięciu wersów ułożonych w pięć dystychów elegijnych, czas przecina narrację ciała ludzkiego: „lecz (nie) wtedy”. To bardzo rzadki rodzaj cezury, który zdradza nielinearny sposób myślenia poety. Wers zostaje przerwany w połowie, tak jak i my zauważamy, że zaczynamy blaknąć, mając dopiero połowę młodości za sobą. Uczono nas, że ruchem i zderzeniem w liryce elegijnej rządzą jakieś zasady (np. „w heksametrze daktylicznym zakończenia wyrazów nie powinny występować w połowie stopy”), lecz przeciwstawiamy im się. Uwiedziono nas myślą o nieśmiertelności i nagle romans się urywa.

Weźmy takiego Titonosa, którego wiara w śmiertelność i wymianę darów zapewniła mu coś, o co nie prosił (i nigdy by nie poprosił). Mit o Titonosie jest tak popularny, że Mimnermos nie wspomina jego treści. Uwiedziony przez boginię świtu, piękny młodzieniec Titonos otrzymuje od niej obietnicę nieśmiertelności, lecz zapomina, że życie ludzkie nie jest równoznaczne z młodym wiekiem. Za swoją miłość do jutrzenki, pierwszego światła dnia, Titonos nie otrzymuje więc żadnej nagrody prócz nieskończonej starości. Tak jak panie i panowie we fragmencie 1, którzy zbyt późno zauważają, że cienie wokół nich się wydłużają, Titonos pada ofiarą technikaliów nieśmiertelności. W jego przypadku to składnia, nie prozodia, wpływa na kłopotliwe położenie. Wiersz zaczyna się bowiem pierwszym członem wyjątkowo powszechnego greckiego wyrażenia – men („z jednej strony”), które łączy się zazwyczaj z partykułą de („z drugiej strony”), by stworzyć symetryczne, dwuczłonowe zdanie. Mamy więc nadzieję, że zostanie poruszony jakiś inny aspekt historii Titonosa, który uchroni go od petryfikacji. Niestety druga partykuła w ogóle nie pojawia się w tekście. Oczywiście może być też tak, że brakuje dalszej części tego fragmentu. Tyle że ta niepełność dotyczy także samego Titonosa.

Rozważmy niepełność w kontekście gramatycznym. Każdy czasownik ma swój czas, musi odbywać się w czasie. Istnieje jednak możliwość pominięcia tej zasady. Grecki system czasownikowy zawiera czas zwany aorystem (co oznacza „nieokreślony” lub „bezczasowy”) odzwierciedlający ten aspekt czynu, w którym, dla przykładu, człowiek wbiega na własny cień, gdy wybija południe. I tak w jednym z fragmentów Mimnermos używa aorystu, by opisać sposób, w jaki mężczyźni poruszają się w bitwie. Jak akrobaci tego duchowego występku, który nazywamy historią, wojownicy przetrwają gdzieś poza czasem, kiedy akcja ulegnie rozwiązaniu. Są ładunkiem, który rozładowuje się gdzieś w noc, śladem własnego działania. Mimnermos jest poetą zaciekawionym narodzinami i śmiercią, lecz nie w typowy sposób, poetą wielbiącym południe jako studium prawdziwej czerni, którą jak w soczewce może ukazać tylko słońce w zenicie.

Popołudnie nie istnieje dla Mimnermosa. Uznajmy różnicę między młodością i starością w jego twórczości za grę słów: określeniem powracającym w opisach podeszłego wieku jest przymiotnik argaleon, „twardy”, który brzmi jak łoskot kamieni spadających w głąb suchego wąwozu. Przeciwstawiony mu został (np. we fragmencie 1) przymiotnik harpaleon, „łagodny”, mający w sobie coś z pstrąga osuwającego się w głębinę, sążeń za sążniem. Bezdusznie byłoby podkreślić, że – poza jedną spółgłoską oraz dwiema głoskami wymawianymi z przydechem – argaleon i harpaleon są ze sobą tożsame. Tam, gdzie miękkie [p] w harpaleon przechodzi w twarde [g] w argaleon, wszystkie wzruszenia dnia stają się źródłem cierpienia wyrządzonego przez bezduszny upływ czasu w naturze. Hedonizm nie leży poza tym procesem – z góry przegranym – lecz daleko przed nim.

Ze światłem jest podobnie jak z seksem – nie myślimy o nim, póki nie zaczyna nam go brakować. Mimnermos nie proponuje rozwiązania. Zamiast tego (w końcu jest myślicielem) tworzy własną epistemologię: „…chromy o seksie wie najwięcej” (fr. 23). To zdanie, w szacownych wydaniach zazwyczaj włączane w dubia et spuria, uznawane jest za mądrość, którą zawdzięcza Amazonkom, gdy pewnego lata podróżował w okolicach Morza Czarnego. Tak, w tamtych czasach wciąż istniały Amazonki, tak jak istniała prawdziwa fizyka pożądania. „Ty jesteś jego złożem”, rzuciła jedna z potężnych kobiet w dniu jego wyjazdu.

Fragmenty

Fragment 1
Czymże jest życie bez Afrodyty?

Wydaje się niepohamowanym hedonistą, kiedy zadaje to kluczowe pytanie.
Zanurzony po samą rękojeść w jej złocie, gęstym jak miód – bo jak nie
        to Śmierć? wiadomo
jak miło pójść w niej popływać tajemnicze pływanie
       Mężczyzn i kobiet lecz (nie) wtedy gdy
sztywnieje skóra nocy lecz (nie) wtedy gdy bandaże, na których czuć
       Zaschnięty smród starości (nie) wtedy
ani czerniejącej miski ani pąka ani chłopca ani kobiety ani słońca ani
       życiodajnego Pyłku (nie) w ogóle (nie) wtedy
ani Bóg ani przytłaczająca nicość zamknie
       cię w garści.

Fragment 2
Wszyscyśmy liśćmi

Za Homerem porównuje życie ludzkie do liści.
Wszyscyśmy liśćmi złapanymi w sam środek:
       wiosna –
jeden ospały złoty sus i jesteś.
       Widzisz słońce? – to ja je zbudowałem.
Jeszcze jako młodzieniec. Mojry zamiatają ogonami w kącie.
       Ale (czekaj, daj pomyśleć) czy pierwszego z tych obrazów nie przeżyłem
w jakimś hotelu w Chicago – moje ciało wychodzące z pokoju
       uparcie załatwiające jakieś śmiertelne sprawunki

A ja przyklejony do sufitu jakoś chyba powoli odpływałem – z tych obrazów płci i rozkoszy umysłowej, tak je wtedy nazywałem?
W czasach, gdy (ładnie mówiąc) malowałem.
       Pamiętasz
tę nieprawdopodobnie pyszną czekoladę, którą można było dorwać we Wschodnim
       (wówczas) Berlinie?

Fragment 8
Dolą słońca jest wieczny znój

Sięga po mit.
Spójrz: w górę pnie się każdą kostką każdym niebem każdym dniem każdym tobą
       On pnie się Swoją
drogą w górę po błękitnych małżowinach z oceanu wynurza się
       w objęciach różanopalcej
która niesie Go w krągłym łożu podszytym złotem, w pucharze którego dno
       ociera się
o sen i państwa od zachodu do wschodu aż nagle
       wczesna różanopalca
pora rozchyla tył zegara, a on
       poklepuje konie i wsiada do powozu.

Fragment 10

Jesteśmy podobni do liści wzrastających w blasku słońca, które niesie wiosna. Tak jak one cieszymy się rozkwitem młodości tylko w jednej porze roku, nie mając pojęcia o dobru i złu. Ale czarne Mojry stoją tuż obok, jedna pod ręką prowadzi zgorzkniałą starość, a druga – śmierć. Owoc młodości szybko dojrzewa, tak szybko, jak słońce zasnuwa ziemię swoim blaskiem. Lecz gdy minie już pora soczystej dojrzałości, wtedy lepiej byłoby umrzeć.

Fragment 12
Gdy góry zanurkowały

Opowiada o podbiciu miasta Kolofon przez Greków
…Gdy góry zanurkowały za Pylos
przybiliśmy do azjatyckich wybrzeży
wybijając wszystko po drodze do Kolofonu
związaliśmy w twarde supły
stamtąd
jednym ruchem przecięliśmy rzekę, czerwień świtu i
odebraliśmy Smyrnę
Bogu.

Fragment 14
Nie ma sobie równego

Sięga pamięcią.
Nie ma sobie równego:
pośród byków walczących wzdłuż rzeki Hermos nie ma sobie równego.
Nie ma.
Starcy, którzy go ujrzeli, zobaczyli także źródło.
              Boga to ukłuło.
Mówią, że jego rdzeń kręgowy był promieniem słońca.

Fragment 22
Półksiężyc

Budzi się o wczesnej porze.
Półksiężyc wśród sosen o świcie
        ostry jak żebra młodej dziewczyny.

Fragment 23

Dlaczego zasmuca go ruch?
…chromy o seksie wie najwięcej…

First published in Plainwater ©2016 by Anne Carson. Reprinted by permission of the author and Aragi Inc., all rights reserved.



Anne Carson (ur. 1960) – kanadyjska poetka, eseistka i tłumaczka, z wykształcenia klasycystka. Wykładała filologię klasyczną i komparatystykę na najważniejszych uniwersytetach w Ameryce Północnej. Debiutowała w 1984 roku książką Canicula di Anna, a dwa lata później ukazał się tom esejów Eros the Bittersweet („Słodko-groszki eros”), przetłumaczony na polski przez Renatę Lis (Wydawnictwo Sic!, 2020). Od tego czasu Carson wydała ponad dwadzieścia książek poetyckich i przekładów, między innymi z Sofoklesa, Safony, Eurypidesa i Ajschylosa. Zdobyła popularność dzięki uprawianiu hybrydycznych form literackich, w których ważną rolę odgrywa uwspółcześnianie kanonicznych dzieł Antyku.

Joanna Piechura – tłumaczka, krytyczka literacka, redaktorka Magazynu „Wizje”. Ukończyła polonistykę i anglistykę w ramach Kolegium MISH UW. Zajmuje się nurtami awangardowymi w literaturze i sztuce XX wieku. Tłumaczy z angielskiego i z francuskiego.

Artur Denys (ur. 1992) – mieszka i tworzy w Poznaniu. Jest projektantem graficznym, ilustratorem i tatuatorem. Głównym motywem jego prac jest sztuka antyczna. Uwielbia grubą linię, wyraźne kolory i wektor.