Pokój dziecięcy

Trzy czarne koty

Za wariatką zawsze chodziły trzy koty, czarne jak jeżyny. Kiedy mijałyśmy ją na placu, oglądałam się za nią, a matka ukradkiem robiła znak krzyża. Zazwyczaj chodziła bez butów, a spod jej płaszcza, który pachniał krwią, wystawał skraj białej koszuli nocnej. Pewnej nocy dom wariatki spłonął z nią w środku. Widzieliśmy, jak pląsa z pokoju do pokoju; wyglądała jak wiązka płomieni. Kiedy strażacy dotarli na miejsce, nie zostały po niej nawet kości. Spytałam o koty, o trzy czarne koty. „Jakie koty? Ta wariatka zawsze mieszkała sama, nie miała nawet cienia” – przerwała mi matka. Wygląda na to, że nigdy nie widziała tych kotów, które przechadzały się po okolicy, jakby to było ich królestwo. Teraz też ich nie widzi, kiedy leżą na kołdrze na moim łóżku i kuszą mnie, bym nocą wyszła z domu boso.

Grzeczna dziewczynka

Grzeczna dziewczynka nigdy nie bawiła się po piątej po południu ani nie przyjmowała niczego od starych ciotek, którym czasem składali niedzielne wizyty. Grzeczna dziewczynka umiała powiedzieć „nie” i „dziękuję”, albo „tak, proszę taty”, kiedy ojciec wysyłał ją po fajkę do gabinetu. Kiedy matka pewnego ranka czesała jej czarne loki, poprosiła ją, by już więcej nie rosła; grzeczna dziewczynka popatrzyła ze smutkiem na dziergane skarpetki, które ją drapały, na małe buty, które wpijały jej się w stopy, i na białą sukienkę, która miała posłużyć jej za całun. „Tak, proszę mamy” – odrzekła i skuliła się w rogu łóżka; lustro patrzyło, jak przestaje rosnąć, wstrzymuje oddech i nieruchomieje. Kiedy ją znaleziono, była martwa, ale choć biała i sztywna, nadal była biedną grzeczną dziewczynką, która bała się nieznajomych w kapeluszach, wraca ze szkoły na skróty czy podgląda przez dziurkę od klucza, co dzieje się w zamkniętym pokoju. Dlatego kiedy służąca powiedziała, że przyszedł fotograf, żeby zrobić jej ostatnie zdjęcie, skoczyła na równe nogi i poprawiła nakrochmalony węzeł kokardy. Rozprostowała swoje sarnie nóżki i zjawiła się w salonie, gdzie czekali rodzice, ubrani od stóp do głów na czarno. Grzeczna dziewczynka zapytała, czy może wejść, i stanęła pośród żałobnych krzeseł. Potem robiła wszystko tak, jak kazał pan fotograf, patrzyła w obiektyw smutnym spojrzeniem tych, którzy odeszli, i pozowała bardzo spokojnie, z rękami koloru sepii złożonymi na kolanach.

Sypialnia

Pomyłka

Wyszłaś za złego mężczyznę, ale chyba nikt nic nie zauważył; ty sama przecież zdałaś sobie sprawę, że coś jest nie tak, dopiero kiedy on i dwustu gości zaproszonych na wasz ślub odwrócili głowy, by spojrzeć na ciebie, jak wchodzisz do kościoła wsparta na ramieniu ojca. 

To nie był twój narzeczony – i doskonale o tym wiedział, poznałaś to po ostrej krawędzi uśmiechu przypominającego bliznę, który zarysował mu się na ustach, kiedy ty, coraz bardziej wystraszona, zmierzałaś w jego stronę główną nawą kościoła. Zauważyłaś, że matka twojego narzeczonego płacze. Stoi obok niego, wyglądając jak ogromne ciasto w kolorze fuksji, ale to nie jest jej syn. Zaczęłaś drżeć. Poczułaś, że gorset sukni ślubnej zaciska się na twoich żebrach, dusząc cię. Skrzypce grające marsz weselny piskliwe zafałszowały. Chciałaś rzucić się do ucieczki, ale twoje białe buty ciągnęły cię w przeciwnym kierunku. Już tylko dwa kroki dzieliły cię od ołtarza; podniosłaś wzrok ku sklepieniu i zobaczyłaś przerażoną twarz anioła, który spadał w pustkę, zaplątany w srebrne fałdy tuniki.

Jeszcze jeden krok i ojciec puścił twoje ramię, popychając cię w stronę fałszywego narzeczonego. Zapadła cisza; wolałabyś zemdleć, by móc stamtąd uciec, lecz zamiast tego stałaś bez ruchu, słuchając, jak ksiądz knebluje ci usta swoimi słowami. Zły mężczyzna spojrzał na ciebie pustym wzrokiem, a kiedy ujął cię za rękę i włożył ci na palec bladą obrączkę, którą wybrałaś razem z narzeczonym, zauważyłaś pająka, który przebiegł mu po prawej źrenicy. Wtedy usłyszałaś, prawie jak we śnie, że ta druga, która nie jest tobą, szepcze: „Tak, chcę”.

Bukiet

Suknia mojej siostry jest na mnie za mała. Natomiast jej narzeczony jest trochę za duży. Nie powinnam była do niego podchodzić, by go pocieszyć po pogrzebie, mówię sobie, nie powinnam była przytulać go nad grobem Ursuli. Suche kwiaty jej bukietu wciąż pachną kamforą i chcę jak najszybciej rzucić je w stronę grupy nieostrożnych, które czekają u stóp schodów. Jego palce zaciskają się na moim nadgarstku, by mnie powstrzymać. „Zachowaj je tak, jak wtedy”, szepcze, „przyniosły nam szczęście”. „Dobrze”, słyszę własny głos. Uśmiecham się, przyciskając do piersi bukiet, jakby to był amulet.

Łazienka

Czarne odbicia

Zabiły moją sukienkę z komunii. Utopiły ją jak niechciane niemowlę w czarnej wannie – czarnej jak puste oko kościelnego żebraka. Słyszałam, jak prosi o pomoc, na początku cichutko; słyszałam jej urywany szloch chorego dziecka. Moja matka i ciotka – to one, one zamknęły się w łazience z sukienką, która tamtej soboty w pełnym słońcu, na wystawie, była tak bielusieńka. Weźmiemy tę, którą wybierzesz, kochanie, powiedział ojciec. Ta, którą wybrałam, była godna księżniczki i płakała, kiedy siłą farbowały ją na czarno: matka i ciotka – stara panna. Zakryłam głowę poduszką, kiedy sukienka zaczęła wyć, bo nie mogłam znieść tego rozpaczliwego szamotania i dźwięku rozpryskujących się kropel lodowatej wody. Mordowały ją za zamkniętymi drzwiami, zanurzając ją raz za razem w smolistym bajorze, aż w końcu ucichła. A ja przyciskałam sobie narzutę do twarzy, żeby udusić się razem z moją sukienką maleńkiej królowej. Żeby nie widzieć, jak czarny cień mojego ojca odbija się na szafie w świetle księżyca i stoi w tym nieruchomym garniturze bardzo umarłego pana.

Jadalnia

Zupa

W Wigilię, podczas rodzinnej kolacji, szczęśliwa mama posadziła sobie na kolanach córeczkę, jeszcze pachnącą nowością. Co za nieszczęście, że dziewczynka, oczarowana palcami z pary, które pozdrawiały ją z głębi dymiącego talerza zupy, tak mocno nachyliła się nad odziedziczonym po babci porcelanowym naczyniem, że do niego wpadła. Jej matka nie zdążyła nic zrobić. Bulgotanie, trzepot drobniutkich ramion. Kilka żółtych kropel i kawałek makaronu musnęły twarz matki. Ta spojrzała w lewo i w prawo, przerażona. Wszyscy jedli, albo i nie – niektórzy popijali z kieliszków. Nie odzywali się do siebie. Matka otarła policzek serwetką, odczekała chwilę dla ostrożności i, kiedy z głębi nie dochodził już żaden dźwięk, poprosiła służącą o zmianę talerza.

First published in Casa de muñecas  ©2012 by Patricia Esteban Erlés. Reprinted by permission of the author and Dos Passos Literary Agency, all rights reserved.



Patricia Esteban Erlés (ur. 1972) – jedna najciekawszych współczesnych pisarek hiszpańskich. Łączy feminizm z oryginalnym spojrzeniem na tradycję literacką. Swoimi bohaterkami najczęściej czyni dziewczynki i kobiety, sięga po konwencje literatury fantastycznej i klasyczne baśniowe motywy. Równie często reinterpretuje teksty szeroko pojętego kanonu: od kultury popularnej po Ibsena. Ma na koncie pięć tomów opowiadań: Manderley en venta (2008), Abierto para fantoches (2008), Azul ruso (2010), Casa de muñecas (Dom lalek, 2012) i Ni aquí ni en ningún otro lugar (2014). W 2018 ukazała się jej pierwsza powieść, Madres negras. Mikroopowiadania publikowane w „Wizjach” to pierwsza prezentacji autorki po polsku.

Joanna Wieczór (ur. 1987) – tłumaczka, studentka Kolegium MISH i Wydziału Polonistyki UW. Laureatka pierwszej edycji programu mentoringowego „Translatorium” organizowanego przez Kraków Miasto Literatury UNESCO, Centrum Badań Przekładoznawczych UJ oraz Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury.

Karolina Tomaszewska (ur. 1992) – studentka ostatniego roku na gdańskiej ASP. Projektuje i tworzy ilustracje pod pseudonimem Kicia. W swoich pracach skupia się na technice wycinania. Interesuje ją self-publishing oraz wszelkie analogowe działania.