W Żabce, do której często wpadała przed pracą, niedawno pojawił się nowy sprzedawca, z wyglądu hardy blokers, z tatuażem Legii na szyi, ale zaskakująco sympatyczny i uprzejmy. Grzeczny brutal. Dzisiaj też stał za kasą. Alicja ustawiła się w kolejce, przed nią był jeszcze grubawy, przepocony mężczyzna po pięćdziesiątce. Na szyi miał zawieszony identyfikator państwowego archiwum. Legionista nabił na kasę podaną przez niego butelkę wody i zagadał standardową formułką, pytaniem, czy posiada pan aplikację. Grubasek natychmiast najeżył się, odburknął, że nie jest zainteresowany. Kasjer przeszedł płynnie do drugiego obowiązkowego pytania, czy wie, że mają teraz nowy asortyment, mięso mrożone. Klient wściekł się teraz na dobre, podniesionym tonem zażądał, żeby go nie nękać takimi bzdurami. Alicja uśmiechnęła się do kasjera, by dać mu do zrozumienia, że współczuje mu tej roboty i użerania się z takimi zacietrzewionymi frustratami. Legionista raczej tego uśmiechu nie zauważył, odpowiedział grzecznie facetowi, że musi o to pytać, bo to jego praca. Klienta jeszcze bardziej to rozsierdziło, powtórzył, że nie życzy sobie tego osaczania, że żąda, by go nie napastowano w ten sposób. Pracownik sklepu powtórzył jeszcze raz, że to jego praca. Alicja postanowiła się wtrącić.

– Nie rozumie pan, że kasjer ma obowiązek zadać te pytania, że jest z nich rozliczany? Taki to problem odpowiedzieć dwa razy „nie”, grzecznie i spokojnie? – zwróciła się do spoconego archiwisty.

– Ja się nie zgadzam na takie zagrywki, na to wciskanie – mężczyzna nie odwrócił się w stronę Alicji, jakby bał się na nią spojrzeć, ale ton jego głosu wciąż był buńczuczny.

– To proszę zmienić sklep i kupować gdzie indziej – Alicja nie dała za wygraną.

Kasjer spojrzał na nią lekko zaniepokojony, najwyraźniej obawiając się eskalacji konfliktu. Nie zdążył zareagować. Grubasek odkręcił butelkę swojej wody i z rozmachem chlusnął nią w twarz Alicji, po czym bez słowa wybiegł ze sklepu.

– Co za idiota – Alicja przetarła twarz dłonią. – Macie tutaj lustro?

– Łazienka jest na zapleczu – poinformował ją sprzedawca. Wyszedł zza kasy i pokazał, żeby szła za nim.

Zaplecze było może nie jakoś specjalnie brzydkie czy zaniedbane, ale po prostu byle jakie. Pracownik Żabki, wyraźnie przejęty całym zajściem, otworzył jej drzwi do niewielkiej toalety.

– Dziękuję, bardzo pan uprzejmy… – Alicja weszła, nie zamykając za sobą drzwi. Chciała tylko wytrzeć twarz, poprawić fryzurę.

– Bardzo pani elegancka – zauważył sprzedawca, stojąc w otwartych drzwiach do łazienki.

Alicja wytarła się papierowym ręcznikiem, zerknęła na chłopaka.

– Fajny tatuaż – odpowiedziała na komplement komplementem.

Chłopak zerknął za siebie, sprawdzając, czy dzieje się coś w sklepie.

– Nikt nie okrada Żabki? – Alicja zapytała z uśmiechem.
– Nie ma takiej opcji, nie ze mną takie numery – odpowiedział pewnie, też się uśmiechnął.

Dopiero w biurze, szukając czegoś w torbie, Alicja uświadomiła sobie, że nie zapłaciła za swój napój i batonika.

*

Nigdy wcześniej nie była w tej Żabce w niedzielę. Zawsze tylko przed pracą, w trakcie pracy, po pracy. Pomyślała, że w niedzielę może go nie być, ale był, stał za kasą. Podeszła prosto do niego.

– To jest napad – wyrwał się jej żart.

Chłopak spojrzał na nią i się uśmiechnął. Pracownica Żabki ustawiająca jogurty w lodówce, na drugim końcu sklepu, zerknęła w ich stronę.

– A tak serio – Alicja powiedziała już ściszonym głosem – poproś koleżankę, żeby cię na kwadrans zastąpiła. Na pewno może. Powiedz jej, że musisz coś ze mną załatwić, podpisać papiery, że jestem agentką od ubezpieczeń i musimy iść na zaplecze.

Spojrzał na nią naprawdę zdziwiony. Przez ułamek sekundy chyba się wahał, ale w końcu zwrócił się do koleżanki.

– Julka, muszę papiery podpisać, ubezpieczenie, pójdę z panią na chwilę na zaplecze, będziesz miała oko, okej?

Julka kiwnęła głową.

– Tylko nie rób głupot… – zawołała. – Przeczytaj, zanim podpiszesz!

Gdy tylko znaleźli się na zapleczu, Alicja wyjęła z torebki kamerę Roberta. Sprzedawca nie miał pojęcia, co się dzieje. Pomyślała, że nawet nie wie, jak on ma na imię. I że to zupełnie bez
znaczenia.

– Serio z tym ubezpieczeniem? Ja nie potrzebuję… Raczej – powiedział.

– Film chcę nakręcić.

– Fajna kamera – ocenił.

– Nie moja. Mojego męża.

– Robi się grubo.

– Spokojnie. Mąż się nie obrazi. A nawet ucieszy. Całe życie o tym marzył – powiedziała, włączając kamerę skierowaną na chłopaka.

– Chwila, moment, na nic się nie zgodziłem – podniósł ostrzegawczo rękę.

– Przepraszam. Należy ci się słowo wyjaśnienia. Propozycja jest taka. Chcesz mnie przelecieć?

– W sumie… Czemu nie?

– No, mam nadzieję, że chcesz.

– Na to się piszę.

– No, więc ty będziesz miał, co chcesz. A ja będę mieć film dla męża, w prezencie, na czterdzieste urodziny.

– Kurwa, co za chora akcja.

– Nie taka chora.

– A jak tu do sklepu przyjdzie mnie potem zajebać?

– Nie przyjdzie. A nawet jakby przyszedł, to nic ci nie zrobi, z niego jest cipa.

– To już się nagrywa?

– Nagrywa.

– Kurwa.

– Kręcimy?

– No, już jest włączona, czyli kręcimy.

– Wyluzuj się. Potraktuj jak zabawę.

– Czyli zaczynamy.

– Dużego masz fiuta?

– Chyba sporego…

– To go pokaż.

– Kurwa, śnię.

– Rozepnij rozporek.

Wykonał polecenie.

– Ładny ptaszek. Niczego sobie – oceniła.

Zesztywniał. Chłopak wyszedł z pierwszego szoku i odnalazł się w roli. Nabrał pewności siebie. Spodnie spuścił do kolan.

Alicja rozejrzała się. Odstawiła kamerę na regał przy ścianie, sprawdziła kadr.

– Weźmiesz mnie na tamtym biurku – zadecydowała.

– Do usług – chłopak skierował sterczącego penisa w stronę kamery. – Ruchanie w Żabce, siedem dni w tygodniu, sto procent satysfakcji.

– Pomasturbuj się trochę.

– Okej. A pokażesz mi coś?

– Za chwilkę.

– Pokaż mi tyłek.

– Za chwilę. Masturbuj się.

Zostawiła kamerę, podeszła do biurka. Rozpięła swoje spodnie, opuściła je razem z majtkami i wypięła goły tyłek w stronę chłopaka.

– Najpierw mnie tam poliż. Wyliż mi tyłek.

– Ostro, kurwa – ocenił. Klęknął przed pupą Alicji i zaczął ją całować i lizać.

Drzwi na zaplecze otworzyły się bez pukania. Julka stanęła w nich i zamarła na moment.

– Ja pierdolę – wyrwało się jej. – Nie wiesz, gdzie są pistacje? Karton gdzieś powinien być – zapytała kolegę wciąż klęczącego przed tyłkiem Alicji.

Chłopak się zestresował. Wstał z kolan, podciągnął spodnie.

– Już skończ, co tam masz skończyć, i przynieś mi te pistacje – poprosiła, wracając na salę sklepową. Zamknęła za sobą drzwi.

Chłopak wziął ze sobą karton i poszedł za nią, mocno spanikowany. Alicja wyprostowała się. Spojrzała w stronę kamery. Posłała w jej stronę buziaka. Rozpięła bluzkę, zdjęła ją, rozebrała się do naga. Obróciła się dwa razy, zatańczyła do muzyki w swojej głowie. Wypięła się, znów wyprostowała.


Fragmenty powieści Utrata
(wyd. Biuro Literackie)
Premiera 22 lutego 2021


Adam Kaczanowski (ur. 1976) – raczej pisarz, trochę performer. Człowiek-małpa, Calineczka, klaun, laureat Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia. Autor trzech powieści i dziewięciu książek z wierszami. Ostatnio opublikował zbiór opowiadań Czego boją się rodzice, zbiór wierszy Zabawne i zbawienne  oraz powieść Utrata. Poznaniak, mieszka w Warszawie.

Maria Pietras (ur. 1997) – skończyła LP w Lublinie z dyplomem na specjalności tkanina artystyczna. Ilustratorka, graficzka, studentka III roku grafiki warszawskiej ASP. Jej prace charakteryzują się mnogością kolorów, zróżnicowaniem struktur oraz linearnym detalem.