OSOBY:

RUDA: ruda owca rodziny, uciekinierka. Chce odzyskać swoje nogi.
JASNA: mamincórka, obrośnięta. Chce wyzwolenia.
CIEMNA: specjalistka medycyny holistycznej. Lubi grzebać.
PRAWA NOGA MATKI: żyje, choć umarła. Chce iść do lasu.
LEWA NOGA MATKI: pragmatyczka. Ma wielkiego żylaka.
SKÓRKA: odcięty brzuch Jasnej. Cukiereczek.
ZIGI: mąż Jasnej. Poszedł w las.
JASNOTKA: córka Zigiego i Jasnej. Influencerka.
MŁODY: syn Zigiego i Jasnej. Raczkuje.
CHAT GPT: mądrość acielesna.

SCENA 1

CIEMNA zakłada jednorazowy fartuch i rękawice. Podchodzi do stołu operacyjnego, na którym leży uśpiona pacjentka – JASNA.

CIEMNA:
Miły chłodek dziś, jak zwykle.
Latem – sama radość, ta sala operacyjna. A teraz, na jesień, to nawet dobre dla głowy. Rozum się chłodzi.
A tu znowu brzuszek. Spracowany. Dwójka dzieci.
Nigdy nie byłam w ciąży, ciało jakoś nie chciało. Te wszystkie biedne brzuchy, to jest dla mnie, przyznam, egzotyka.
Zostawić w spokoju czy wycinać? Nie moja sprawa. Ja jestem od cięcia.
Za pięknie to nie wygląda. Całkiem chuda kobieta, a tu taka skóra. Po co jej to?
Wszystkie panie po leczeniu – zadowolone.
A ja po prostu robię tak, żeby mi się podobało.
Na oko.
Tylko czasem taka myśl maleńka mi się pojawia. Czy coś wtedy wychodzi z ciała, w takim kawałku, jak się obetnie? Z takiego brzucha odkrojonego, co obejmował dziecko. Coś ta kobieta potem traci? Jako matka?
Ale do czego matce taki fałd po kolana? Zamiast fartuszka, żeby się nie ochlapała kaszą?
A jak jakiś kawałek człowieka tam siedzi? Duszy?
A też… wiem co mnie wzięło… my tu przelewamy… krew… to przecież samo najważniejsze z człowieka…
Czy by to było właściwsze, żeby z większą starannością się żegnać tą krwią?
Z drugiej strony, co – stawiać ołtarzyk tamponom?
Podpaskom?
Paznokciom?
Włosom na szczotce?
Białemu śladzikowi na majtkach?

CIEMNA chwyta odcięty kawałek brzucha – SKÓRKĘ i ogląda pod światło, jak przez serwetkę. Ciekawe czy dzidziuś w brzuchu tak to wszystko widzi? Wyjmuje z kieszeni szelestkę po winogronach i wsadza do niej kawałek brzucha, kończy operację. 

SCENA 2

JASNA hamletyzuje dynię:

Kiedy coś żyje, jednocześnie umiera. Wystarczy spojrzeć na nasz dom. W każdym zakamarku życie, wrzask, klocki, kredki, rozlane kakao. A jednocześnie ciągle nam coś gnije. Na przykład zapominamy przyrządzić kapustę albo dynię. O proszę.

Dynia ma ogromną plamę pleśni.

Obrzydliwe.
Gdyby się przyjrzeć dokładniej, to brzydzi nie śmierć, tylko życie. Ta pleśń to są przecież żywe organizmy. Zjadają naszą niedoszłą zupę. A gdyby jeszcze z tej dyni wypełzł robak, to przecież rzygać się chce, nie dlatego, że dynia jest martwa. Cała żyje, coś w niej wyrosło nie wiadomo skąd i teraz się wije. Fuj.
Człowiek ambitny by ten wstręt do życia jakoś zestawił ze zbrodnią hitlerowską czy rzezią w Rwandzie. Albo z Buczą. Ale ja nie jestem ambitna. Jestem matką, nie mam czasu. Po prostu się zastanawiam. Zresztą robak i człowiek to nie to samo. A może jednak? W naszej rodzinie nie je się mięsa. Nas to brzydzi. A i robak, i człowiek zrobieni są z mięsa. Przecież to się w ogóle nie kojarzy z niczym jadalnym.
Jeszcze taka sytuacja:
Młody podnosi listwę koło pralki, a tam pajęczyny i włosy. Ładuje to sobie do dzioba, a ja mu wyciągam i mam nadzieję, że się nażarł martwego, nie żywego, kurzu, nie bakterii.
A jego gówienko – to życie, czy śmierć? Śmierdzi jak śmierć, a przecież z żywego brzucha.
Bardzo się to wszystko miesza, a obiad niezrobiony. Nie odkroję przecież tej pleśni i nie dam im tego zjeść.
Przecież pleśń jest nie tylko tam, gdzie widać, ale też w całej wielkiej dyni.
A może nie?

JASNA wyciąga nóż i zaczyna wycinać z dyni pleśń, powstaje lampion.
JASNEJ się nie spieszy. Pleśń nie ucieka. 

SCENA 3

RUDA się rozbiera.

RUDA:
Pierwsza odpadła hybryda na nogach. Cały turkus, paznokieć po paznokciu. Kilka dni później wyciągam stopy ze szpilek – a tam o, pani widzi, haluksy. Całe stopy jak zgniecione w gruziński pieróg.

CIEMNA:
Chinkali, prawda?

RUDA:
No właśnie. W innych okolicznościach chętnie bym zjadła. Lubi pani?

CIEMNA:
Lubię. Jak dobrze zrobią, to w środku jest kapka takiego rosołku, palce lizać.

RUDA:
Chciałam do pani przyjść już wcześniej.

CIEMNA:
Kiedy to się zaczęło?

RUDA:
Bałam się, że pani pomyśli, że się zapuściłam.

CIEMNA:
Głupota.

RUDA:
No właśnie. Bałam się, że pani powie, że to głupota.

CIEMNA:
Nie, nie. To wygląda na moje oko dosyć poważnie.

RUDA:
O Boże…

CIEMNA:
Niech pani powie coś więcej.

RUDA:
Dwa tygodnie temu skóra na nogach mi się zrobiła cała czerwona, jak świeże oparzenie, a potem pokryła blizną. Potem mi wyszedł ten żylak pod kolanem, a potem to wszystko spuchło. Jak kalafior. Lubi pani?

CIEMNA:
Lubię. Z bułeczką tartą.

RUDA:
I boli mnie to, bardzo. Jadłam jakieś proszki, ale pomaga tylko na chwilę.

CIEMNA:
A kiedy pani patrzy na te nogi, to one się pani z czymś kojarzą? Z kimś?

RUDA:
Kojarzą.

CIEMNA:
Takie schorzenie występowało w pani rodzinie?

RUDA:
Wie pani, ja nie za bardzo utrzymuję kontakt z moją rodziną.

CIEMNA:
To ciekawe. A czemu?

RUDA:
A to jest psychoterapia czy interna, pani doktor?

CIEMNA:
Interna to znaczy medycyna wewnętrzna. Dlatego pytam. O pani wnętrze.

RUDA:
Aha.

CIEMNA:
No więc?

RUDA:
Niezgodność charakterów.

CIEMNA:
Rozumiem. 

RUDA:
Z tego co wiem, nikt w mojej rodzinie nie zgnił za życia. Nie licząc zgniłego wnętrza. Więc nikt nie zgnił do moich osiemnastych urodzin, bo wtedy wyprowadziłam się z domu.

CIEMNA:
Dokładnie w tym dniu?

RUDA:
Dokładnie w tym dniu. Wybiła północ, a ja uciekłam z balu. Jak Kopciuszek. Na tych nogach. Wtedy wyglądały lepiej. Biegłam przez las, aż dobiegłam do ulicy, złapałam stopa i pojechałam. Nikt mnie nie mógł zatrzymać.

CIEMNA:
Przez las?

RUDA:
Tak, mieszkałyśmy z matką i siostrą w lesie.

CIEMNA:
Ma pani jakieś wieści z domu? Ktoś choruje?

RUDA:
Nie mam i nie zamierzam mieć żadnych wieści z domu.
Co z nogami?

CIEMNA:
Zapiszę pani furosemid na odwodnienie, żeby nie puchły. Proszę leżeć z nogami w górze przynajmniej po godzinie rano i wieczorem. 

RUDA:
Ta zgnilizna nie podejdzie wtedy wyżej, do brzucha?

CIEMNA:
Mam nadzieję, że nie.

RUDA:
A odzyskam kiedyś moje nogi?

CIEMNA:
To są przecież pani nogi.

RUDA:
Chyba wie pani, o czym mówię.

CIEMNA:
Chyba wiem. Proszę przyjść za tydzień.

SCENA 6

JASNA kończy lampion i wstawia do dyni zapaloną świeczkę. Wchodzą ZIGI, mąż Jasnej – i JASNOTKA, córka Jasnej – w przebraniach na Halloween. 

JASNOTKA:
Uuuu, mama, ale ty masz skille! I uwaga – grejtest halołin czelendż!

JASNOTKA wsadza język do dyni i próbuje polizać płomień. 

JASNOTKA:
Ała!

JASNA:
Jesteś mrocznym kotkiem?

JASNOTKA:
Jestem mroczną materią.

ZIGI:
Idziemy zrobić drzewom parę psikusów.

JASNA:
Tylko ostrożnie. Las jest dziś cichy. Niegłodni?

JASNOTKA:
Zjemy cukierki.

JASNA:
Latarka?

ZIGI:
Chyba mam. Tak, na pewno. Nie chcesz iść?

JASNA:
Młody ma gluta, a mnie jeszcze boli brzuch. Położę się trochę, potem zrobię coś do jedzenia.

WSZYSCY całują się po szczęśliwierodzinnemu. 

SCENA 7

CIEMNA w domu. Wyciąga SKÓRKĘ z szelestki.

CIEMNA:
Odchlastane ocalić, mięsne uludzczyć, niewłasne – ukraść, zbędne – uwłaszczyć. 

SKÓRKA:
Uprawiając ogródek, natknęłaś się na szkielet psa zakopany przez poprzedniego właściciela. Pomyślałaś, że ziemia zjadła go i zostawiła kostki. Że ziemia jest głodna.
Pomyślałaś: czy wojna się zaczyna, kiedy ziemia jest głodna, bo wtedy ma większy apetyt na mięso i krew?
Przyłóż ucho do ziemi – usłyszysz jej głodny brzuch.

CIEMNA:
To nie metro?

SKÓRKA:
Metro też czasem jest głodne. Wzywa kogoś, żeby się najeść. Ci, których nie doje, mówią potem, że w głowie słyszeli głos, który kazał im skoczyć na tory. Wsłuchasz się w brzuch głodnej ziemi i po tobie.

CIEMNA:
Właśnie tak myślałam. Wszystko się zgadza.
A ty jesteś głodna, skórko?

SKÓRKA:
Nie, nie jestem. Ty jesteś. Mała i głodna.
Chcesz do mamy.

CIEMNA:
Nie mam już mamy.

SKÓRKA:
A ja nie mam już ciałka.

CIEMNA:
Tak się napracowałaś, a potem cię odcięli. Właściwie to ja cię odcięłam.

SKÓRKA:
Taki los. Sama widziałaś, że ten brzuch po dwóch ciążach nie wyglądał najlepiej. Sprułam się w rozstępy.

CIEMNA:
Ale kto to widział, oddawać cię do spalarni? Należy ci się pogrzeb. Poszukam dla ciebie jakiejś ładnej trumny. I ziemia się naje, i tobie będzie lepiej. Spalarnia – kto to widział. Jak w Auschwitz, ciało puszczone w powietrze. Kto to widział, oddychać ciałem? Miejsce ciała jest w ziemi.

CIEMNA kopie dziurę koło szczypioru, składa krzyż z dwóch patyczków i gumki recepturki. Takich krzyżyków ma już cały ogród, pod każdym cząstka ciała. 

SCENA 8

RUDA idzie przez las.

RUDA:
Nie chcę tu być. 

LEWA NOGA MATKI:
Jakąś częścią siebie chcesz.

RUDA:
Słucham?

LEWA NOGA MATKI:
Tutaj. Na dole.

RUDA:
Gdzie?

LEWA NOGA MATKI:
Między dużym a drugim palcem.
Tam, gdzie się wkłada japonki.

RUDA:
Co?

LEWA NOGA MATKI:
Nie rozpraszaj się, po prostu idź. I tak jest ciemno.

RUDA:
Chyba widzę, że jest ciemno.

LEWA NOGA MATKI:
Trzeba było wziąć latarkę.
W orientacji terenowej to ty nigdy nie byłaś za specjalna. 

RUDA:
I po co ta złośliwość?

LEWA NOGA MATKI:
Można nawet powiedzieć, że byłaś beznadziejna.

RUDA:
No to sama się orientuj.

LEWA NOGA MATKI:
Nie jestem sama.

PRAWA NOGA MATKI:
Dobry wieczór.

RUDA:
Drogę do domu znajdę zawsze. W ciemności, z zamkniętymi oczami. 

PRAWA NOGA MATKI:
Pamięć ciała. Niesamowite.

RUDA:
Karetka by tu nie dojechała. Jak można tu całe życie mieszkać?

LEWA NOGA MATKI:
Może się dowiesz.

PRAWA NOGA MATKI:
Może już nie można tu mieszkać, ani nawet chodzić nie można, jak się postradało nogi.

RUDA:
Czy mogę wiedzieć, z kim rozmawiam?

PRAWA NOGA MATKI:
Przecież wiesz, Ruda. Przecież nie zapomina się tego głosu.

RUDA:
Mamo, to ty?

PRAWA NOGA MATKI:
To nie mama, tylko półmatek. Ćwierćmatek właściwie. Dwa ćwierćmatki.

RUDA:
Półmetek?

LEWA NOGA MATKI:
Chciałabyś. Jeszcze kawał drogi.

RUDA:
Czy ja mam te nogi gdzieś dostarczyć? 

PRAWA NOGA MATKI:
Czy w tym lesie jest echo?
Czy tylko w twojej rudej głowie? 

RUDA:
Funiu, ratuj mnie.

LEWA NOGA MATKI:
Nikt cię przed tym nie wyratuje.
To twoje ciało. 

JASNOTKA robi lajwa

No elo! Idę sobie teraz z moim kochanym tatusiem w las, mama siedzi w domu i dalej wycina dynie. Rozmawiamy z tatą o prawach drzew. Czy można przepisać majątek na rzekę? Niezła zajawa!
Dzień dobry pani.

RUDA:
Dzień dobry.

JASNOTKA:
Czy pani uważa, źe drzewo jest osobą? A rzeka? Że powinny mieć osobowość prawną? Bo mój tata uważa, że nie. A on jest z pani pokolenia.

RUDA:
Uważam, że wszystko ma osobowość, niestety.
Dynia, zając, niedźwiedź. Wątroba. Noga. Więc czemu nie rzeka?
Przepraszam, muszę już iść.

JASNOTKA:
Jasne, nie ma sprawy, szerokiej drogi. Dzięki za fajną wypowiedź. Kochani, patrzcie, jaki obłędny jest nasz las – weźcie obczajcie te brzozy. Albo uuuuuuu! Grzyby! O, tutaj, patrzcie, rośnie taki psylocybek, super na depresję – aaaaam!

ZIGI:
Jasnotka!

JASNOTKA:
Upsi dejzi! (kończy nagrywać) Super, tato, mega autentycznie to wyszło. A weź mi jeszcze teraz to nagraj.

JASNOTKA tańczy, ZIGI nagrywa.

JASNOTKA:
I co? Sexy?

ZIGI:
Słuchaj, dziewczynko, jestem twoim starym. Mogę cię nagrać, ale na pewno nie będę się tym podniecał. 

JASNOTKA:
Dżizas, nie o to mi chodziło. Pokaż. Nie no, widać tylko gałęzie, jak ty to skadrowałeś?

ZIGI:
W takim tempie nie dojdziemy nigdzie przed zmrokiem. I nie zobaczysz żadnego cukierka.

JASNOTKA:
To nic. Widzisz to niesamowite światło? Weź to teraz nakręć, że ja tańczę i jest to światło i ja.

ZIGI:
Zachowujesz się, jakbyś pierwszy raz tu była.

JASNOTKA:
Bo na to ciągle trzeba patrzeć na świeżo. 

ZIGI:
Nigdzie nam się w końcu nie spieszy. Chyba wyrosłaś z cukierków.

JASNOTKA:
Z niczego nie wyrosłam. No to szybko, dawaj.

ZIGI:
Dużo ci tam obcych kolesi wypisuje, że jesteś sexy?

JASNOTKA:
Dużo.

ZIGI:
Wiesz, że jakby co, to ja im zadam ciężki uszczerbek na zdrowiu?

JASNOTKA:
Wiem.

ZIGI:
Chciałoby się tak ciebie czasem schować do kieszeni, żebyś przypadkiem nie zrobiła głupoty. Wywalić ci ten telefon, żebyśmy tu byli tylko ty i ja, bez tych twoich folołersów.

JASNOTKA:
Folołersów? To po prostu ludzie. Po prostu gadamy. Tobie się wydaje, że to jakaś religia. Prędzej uzależnienie, ale w sumie świadome.
Ty myślisz, że istnieje świat bez fona – nie ma takiego świata. 

ZIGI:
To jest przerażające, czy mi się tylko wydaje?

JASNOTKA:
Essa, tato.
Pamiętasz jak jedliśmy cisy, kiedy byłam mała?

ZIGI:
Pewnie, że pamiętam.

JASNOTKA:
To dajesz, tam rosną.
Kręcimy cisy.
A wiesz, że te pestki są na maksa trujące?

SCENA 13

ZIGI:
Zapytasz swojej inteligencji, czy tu mieszkają dobrzy ludzie?

CHAT GPT:
Jako sztuczna inteligencja nie mieszkam w żadnym konkretnym miejscu i nie mam bezpośredniej wiedzy o tym, czy w danym miejscu mieszkają dobrzy ludzie. Ocena, czy ktoś jest dobrym człowiekiem, jest bardzo subiektywna i zależy od indywidualnych oczekiwań i standardów. W każdym miejscu na świecie znajdziemy ludzi, którzy będą spełniać nasze kryteria „dobrego człowieka” oraz ludzi, którzy ich nie spełnią. Najważniejsze jest, aby kierować się własnymi przekonaniami i szacunkiem dla innych, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. Czy mogę jeszcze coś dla Ciebie zrobić?

JASNOTKA:
Na razie nie ma podłączonej lokalizacji, tato. Może zapytam, jak rozpoznać dobrego człowieka.

ZIGI:
Nie nauczyłem cię tego?

JASNOTKA:
Boisz się, że powie inaczej niż ty?

ZIGI:
Nie wiem. 

JASNOTKA:
To sprawdźmy.

CHAT GPT:
Trudno jest jednoznacznie określić, co sprawia, że ktoś jest „dobrym człowiekiem”, ponieważ każdy ma inne oczekiwania i standardy. Jednak niektóre cechy, które mogą świadczyć o tym, że ktoś jest dobrym człowiekiem, to:

  • Szacunek dla innych – osoba, która jest dobrym człowiekiem, szanuje innych ludzi, ich poglądy i uczucia, niezależnie od tego, czy się z nimi zgadza, czy nie.
  • Empatia – dobry człowiek jest w stanie zrozumieć i wczuć się w sytuację innych ludzi i współczuje im, gdy są w potrzebie.
  • Uczciwość – dobry człowiek jest szczery i uczciwy w swoich działaniach i relacjach z innymi ludźmi.
  • Okazywanie wdzięczności – osoba, która jest dobrym człowiekiem, docenia i dziękuje innym za ich pomoc i wsparcie.
  • Dbanie o innych – dobry człowiek dba o swoich bliskich i chce, aby inni mieli dobre życie.

To tylko kilka przykładów, ale myślę, że ogólnym wyznacznikiem dobrego człowieka jest to, że chce on przynosić korzyści innym ludziom i dba o ich dobro. Czy mogę jeszcze coś dla Ciebie zrobić?

JASNOTKA wpisuje w okno chata „:*”

CHAT GPT:
Miło mi, że Cię uradowałem! Czy jest coś jeszcze, o czym chciałabyś porozmawiać lub coś, w czym mogę pomóc?

ZIGI:
Spoufalasz się. Czy to nie jest zboczeniec?

JASNOTKA:
Nie zadam tego pytania, to nieeleganckie.
Zresztą tato, nawet jeśli zboczeniec, to jest to bezcielesny rozum. Co mógłby mi zrobić?
Zobacz, tam już jest domek. Zaraz sprawdzimy, czy mieszka tam dobra osoba, która chce nam przynieść korzyść.


Serdeczne podziękowania dla Łukasza Dynowskiego, mojego ukochanego pierwszego czytelnika, za atmosferę miłości w naszym domu, nieustające wsparcie, pomysły fabularne i otwarcie mi głowy na ChatGPT.

Dziękuję Justynie Dworczyk za niezwykłą determinację w zmienianiu marzeń w realność. Pomysł dwóch sióstr, które spotykają się po śmierci matki, i wiara w to, że potrafię napisać tekst dramatyczny z dialogami, były ze mną cały czas, kiedy pisałam. Agnieszce Glińskiej dziękuję za mieszankę rewolucyjności i czułości w spojrzeniu na ten tekst i za zachwyt, który dodał mi skrzydeł. Janinie Stelmaszek i Florentynie Dworczyk winna jestem wdzięczność za konsultacje w sprawie obniżenia poziomu boomerstwa, z jakim przedstawiona jest postać Jasnotki. 

Michał Dworczyk, Katarzyna Herman, Weronika Krystek, Monika Nyckowska – dziękuję za Wasze głosy, myśli, otwarte serca.

Moja sztuka bardzo wiele zawdzięcza zajęciom „Napisanie sztuki teatralnej” w Teatrze Powszechnym. Prowadzącemu Tomkowi Gromadce i całej grupie warsztatowej bardzo dziękuję za pomysły, otuchę i motywację do pracy.



Katarzyna Szaulińska (ur. 1987) – poetka, prozaiczka, psychiatrka i psychoterapeutka. Autorka nominowanego do Nagrody Literackiej „Nike” zbioru opowiadań Czarna ręka zsiadłe mleko (Filtry, 2022), książek poetyckich Druga osoba (Biuro Literackie, 2020) i Kryptodom (Biuro Literackie, 2023), scenariusza komiksu o depresji Czarne fale i monodramu Córcia wystawianego w Teatrze WARSawy. Wybór jej wierszy w przekładzie Marka Tardiego, Faith in Strangers, ukazał się w USA (Toad Press/Veliz Press, 2021). Urodziła się w Kołobrzegu, mieszka w Warszawie.

Kasia Kubacha (ur. 1996) – urodziła się, tworzy i kończy studia na kierunku Projektowanie Graficzne w Poznaniu. Zajmuje się głównie ilustracją i plakatem, a od niedawna tworzy ziny i książki autorskie. W swoich pracach bardzo często posługuje się dowcipem oraz czerpie inspiracje z własnych przeżyć. Lubi wzruszać, rozśmieszać, prowokować i zaskakiwać.