Pierwszym mężczyzną, którego poznaje, jest ojciec: głęboki głos, krzaczaste brwi, mocno zarysowane nad roześmianymi czarnymi oczami. Wąsy, które kłują, kiedy ją całuje. Zapach papierosów, skóry i wody kolońskiej. Jego buty skrzypią, głos ma niski i ciepły. Pieszczoty ojca są gwałtowne i komiczne zarazem. Bawi się z leżącą w kołysce istotką. Pokochała go od pierwszego dnia. Wrócił z wojny, kiedy się urodziła. Zrobił na niej niezapomniane wrażenie. Woli go od kobiet, które zwykle ją otaczają. Jego zapach, jego długie, muskularne ręce, jego niski głos!

Rosnąc, spostrzega niebawem z bolesnym zdziwieniem, że prawie nigdy nie ma go w domu. Tęskni za nim. Pojawia się coraz rzadziej, a tych, których nie ma, coraz bardziej brakuje.

Po długiej nieobecności wraca i całuje ją w rękę jak prawdziwą damę. Wszystko ją do niego ciągnie. Za każdym razem, gdy wyjeżdża z domu, jest nerwowy
i niespokojny, a po wielu miesiącach wraca opalony i uspokojony.

Nie wie, jak spędza czas. Poznaje siłę przyciągania, bijącą od tych, którzy pojawiają się rzadko i których otacza tajemnica. To pierwsza lekcja. Ojciec przyprowadza do domu przyjaciół, którzy mówią na nią „królewna”. Podrzucają ją w powietrze, a ona, ufna wobec wszystkiego, co pochodzi od mężczyzny, czuje, jak ją łapią w ostatniej sekundzie, tuż przed straszliwym upadkiem. Mężczyzna przemienia się w jej oczach w wielkiego maga, istotę, która potrafi dokonać najbardziej nieprawdopodobnych rzeczy.

W drugim roku życia pierwszy raz słyszy piosenkę. Wojna dobiega końca. Wożą ją w spacerowym wózku wzdłuż tarasu, pod którego dachem siedzą grupkami uzbrojeni żołnierze w szarych mundurach.

Śpiewają starą marszową piosenkę, która w deszczowy dzień brzmi smutno i tragicznie: „Dziesięć tysięcy wojska rusza na manewry, pam, pam, ratatam, rusza na manewry, pam, pam, ratatam…”.

Bona puszcza wózek, przysiada na ogrodowym murku i zalewa się łzami. Wtedy dziewczynka głośnym krzykiem woła ojca, jakby groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Ogarnia ją przeczucie katastrofy.

Ale wojna się kończy i ojciec wraca. Schudł. Siedzi przy biurku z zatroskaną miną. Wielki stół zawalony papierami. Lampa z zielonym abażurem rzuca światło na jego piękną, smutną twarz. Wygląda na chorego. Dziewczynka nie wie, że gdy to tak żarliwie wołała, o mało nie umarł na tyfus.

Siada pod biurkiem, w ciemnościach, i głaszcze jego błyszczące trzewiki. Przygląda mu się badawczo, tak jak przygląda się tutaj wszystkim. A więc są mężczyźni i są kobiety. Ich zajęcia różnią się. Kiedy idzie spać do swojego pokoju, leżąc w łóżku, patrzy na okno. Krzyżujące się listwy przypominają jej mężczyznę i kobietę: pionowa to mężczyzna, pozioma – kobieta. Punkt ich zetknięcia stanowi tajemnicę. (Nie wie nic o miłości). Mężczyźni noszą spodnie, kobiety spódnice. Obserwując swojego brata, dowiaduje się, co kryje się w spodniach. To, co widzi między jego nogami, kiedy brat rozbiera się do snu, kojarzy się jej z kluczem, ona sama nosi na łonie zamek do niego. Jak wszystkie dzieci odkrywa przeznaczenie obu płci. Sama, przez nikogo niewidziana, szuka w ojcowskiej bibliotece budujących rysunków. Znajduje Wielką Encyklopedię i obrazy nagich postaci, podobnych do niej i brata.

Zaczyna się długi okres pod znakiem męskiej anatomii. Fascynacja. Przygląda się z ciekawością ojcu, kiedy się ubiera, a on, domyślając się, że dziewczynka chce odkryć rzeczy zakazane i wstydliwe, kryje swoją męskość przed jej wzrokiem. Ale ją dręczy nieuleczalna ciekawość. Którejś niedzieli, kiedy wszyscy długo się wylegują, włazi matce do łóżka i jest przerażona jej grubym cielskiem, które straciło już urodę. Niezaspokojona kobieta rzuca się na dziewczynkę z otwartymi, wilgotnymi ustami, skąd sterczy drgający język, długi i nagi jak ta rzecz, którą brat chowa w spodniach. Przerażona dziewczynka wyskakuje z łóżka, czuje się głęboko upokorzona. Budzi się w niej nieprzeparty wstręt do matki, do kobiety. Nie wie, że małżeństwo rodziców jest porażką, ale domyśla się tego, kiedy pewnego dnia ojciec przyprowadza piękną i elegancką cudzoziemkę, która daje jej w prezencie wielką wspaniałą lalkę. Z zawiści, zrozpaczona panującą w domu sytuacją, bierze nóż i wydłubuje lalce oczy. Rozcina jej brzuch, rwie na strzępy kosztowne ubranie. Dorośli są niemymi świadkami tego dzieła zniszczenia. Przygląda się ojcu, który, całkowicie pogrążony w kontemplacji pięknej damy, nie pamięta o dziewczynce. Ogarnia ją poczucie przeraźliwej samotności, nienawidzi świata dorosłych. Zjawia się mąż pięknej pani – gruby świński blondyn ze Skandynawii – i oczywiście matka dziewczynki lgnie do niego. Są teraz w domu dwie pary, które nie kryją swoich wzajemnych stosunków. Żeby pozbyć się ciekawskiej dziewczynki, po obiedzie matka każe jej się położyć. Nie może zasnąć w pokoju z zamkniętymi okiennicami. Zastanawia się, jak znaleźć tę część, której jej brakuje. Bierze do łóżka i wsuwa między nogi wszystkie długie i twarde przedmioty, jakie znajduje w pokoju: błyszczące i zimne nożyce, linijkę, grzebień, rączkę szczotki do włosów. Wpatrzona w krzyżujące się listwy okna, szuka męskiego dopełnienia. Siada okrakiem na metalowym brzegu swojego białego łóżeczka. Zdejmuje z szyi złoty łańcuszek i przesuwa go między udami. Wierci się gorączkowo, aż poczuje ból. Po cichutku wymyka się z pokoju i nagusieńka zjeżdża wolniutko po poręczy schodów. Po raz pierwszy zaznała rozkoszy we śnie, nauczyła się od tego czasu wywoływać doznanie rozkoszy, ilekroć tego zapragnie.

Budzi się rano i przypomina sobie, że w nocy przydarzyło się jej coś potwornego. Ale igranie z własnym ciałem skrajnie ją wyczerpuje, niebawem dostaje takich palpitacji, że z trudem łapie oddech. Jest blada, ma podkrążone oczy. Ojciec zakochuje się w jej kruchym wdzięku, nazywa ją „małym elfem z kości słoniowej”. Do dwunastego roku życia będzie mężczyzną, którego woli od wszystkich innych. Jego piękna przyjaciółka odchodzi. Przez długi czas czuć jej zapach w całym domu. Matka znajduje sobie nowego kochanka, który zasypuje dziewczynkę prezentami. Ojciec wyjeżdża w podróż na Bliski Wschód. Przysyła jej pocztówki z zakwefionymi kobietami. W domu jest cicho. Nikt się o nią nie troszczy. I wtedy pojawia się nowa dziwna istota w postaci młodej służącej, niejaka Frieda Splitter. Dziewczynka nie chce rozstawać się z Friedą, nie odstępuje jej ani na krok, gdy tamta sprząta mieszkanie. Po obiedzie Frieda idzie do swego pokoju, wyciąga się na łóżku i pogrąża w lekturze książki pod tytułem Zamek Stolzenberg. Na okładce kolorowy obrazek: piękna młoda księżniczka na białym koniu wyrusza na polowanie. Zielone pióro trzepocze przy jej kapeluszu, na jej ramieniu siedzi sokół. Kochanek księżniczki kryje się w krzakach. Frieda zdjęła sukienkę. Ma na sobie fioletową jedwabną koszulę przybraną białą koronką. Usta ma umalowane, czarne loki spadają na białe, nagie ramiona. Pachnie słodko bzem. Paznokcie ma długie i czerwone, na nogach buty na wysokich, cienkich obcasach. Czytając, Frieda pali papierosy i zajada czekoladowe cukierki. Sprawia wrażenie kobiety światowej. Dziewczynka kładzie się na niej i przyciska usta do warg Friedy, żeby chłonąć dym z papierosa. Frieda zgadza się na wszystko: daje się pieścić, całować, ciągnąć za włosy, łaskotać w pięty. Ma osiemnaście lat i marzy, żeby zostać gwiazdą filmową. Co niedziela chodzi po południu na zabawę. Dziewczynka przygląda się, jak Frieda się rozbiera i zmienia fioletową koszulę na czarną. Pudruje się i perfumuje pod pachami, wciera perfumy za uszy i w majtki. Nie krępuje się obecnością dziewczynki, która siedząc na łóżku, z nabożeństwem śledzi wszystkie jej gesty. Frieda staje się ośrodkiem wszelkich cudów. Jej komoda jest pełna kolorowej jedwabnej bielizny obszytej szeroką wstęgą gipiury. Zbiera pstrokate pudełeczka z mydełkami, a jej szuflady pachną niczym perfumeria, nosi podwiązki haftowane jedwabną nicią w różyczki. A jednak mimo całej swojej urody pracuje jak szalona w wielkim domu z licznymi, rozległymi pokojami. To ciężka praca. Frieda jest wątłego zdrowia i wieczorem pada na łóżko jak martwa. Niestety, ma bardzo brzydkiego przyjaciela: starszego mężczyznę z brzuchem, łysiną i samochodem. Przyjeżdża po nią co niedziela.

Dziewczynka chciałaby, żeby Frieda miała za męża młodego i pięknego księcia, który by z nią mieszkał w zamku Stolzenberg. Matka nie może dłużej znieść
w domu młodej i szczupłej służącej. Staje się zazdrosna, bo dziewczynka mówi już tylko o Friedzie Splitter. Zwalnia ją z pracy pod pretekstem, że za mało się stara. Dziewczynka jest niepocieszona. Kobieta, która przychodzi na miejsce Friedy, jest brzydka i garbata. Koniec z cudownymi godzinami w pokoju Friedy. Zapach perfum przestał się unosić w powietrzu. Dziewczynka znajduje zapomniany przez Friedę kolczyk i wkłada go do swoich skarbów.

Zbiór tekstów Uniki Zürn w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz i Maryny Ochab oraz z posłowiem Agnieszki Taborskiej ukaże się w Wydawnictwie Drzazgi jesienią tego roku.


Unica Zürn (1916–1970) – niemiecka pisarka i rysowniczka należąca do paryskiej bohemy surrealistów. Autorka nietłumaczonych dotąd na język polski tekstów, takich jak Ciemna wiosna, Trąby jerychońskie czy Mężczyzna w jaśminach. Wieloletnia partnerka Hansa Bellmera. W 1970 r. popełniła samobójstwo, którego prefiguracją jest scena z napisanej rok wcześniej Ciemnej wiosny.

Maryna Ochab (ur. 1946) – tłumaczka, laureatka Nagrody za Twórczość Translatorską im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Z języka francuskiego na polski przekładała m.in. dzieła Georges’a Bataille’a, Rogera Caillois, Raymonda Queneau oraz Didiera Eribona. Ciemna wiosna w jej tłumaczeniu to jeden z trzech utworów Uniki Zürn, który znajdzie się w zaplanowanym na jesień zbiorze Trąby jerychońskie, który ukaże się nakładem Wydawnictwa Drzazgi.