Remedium, bo jest ładnym słowem

Jest zdjęcie, a na nim moja matka wołająca na obiad, by zakryć żebra wielkie jak Afryka.

Sterczące jak szczęka Arnolda Schwarzeneggera (choć Afryka i głód, to łatwa analogia.
Choć Arnold i ojciec kojarzą się z wpierdolem).
.
Jest zdjęcie, a na nim moja matka wołająca na obiad, by napełnić brzuch pusty jak folder.
Zamknięty, jak pliki systemu Widnows (choć matka i moja, to kwestia posiadania,
która sprawia problem).
.
Jest zdjęcie, a na nim ja, z brzuchem wydętym do obiektywu – zawstydzająco blisko,
by było zabawniej (choć nie nakarm mnie obiad ani poezja, lecz mechaniczność tej frazy*).
.
*Jak kruszyć szkło?
Jak hartować stal?
.
A teraz usiądź wygodnie w fotelu (najlepiej z chipsami),

bo okropieństwa należy opowiadać na chłodno, jak spiker z narodowych wiadomości.

Oglądam jego koszulę, spod której przebija pępek (mógłbyś mnie nawet zbesztać,
drogi czytelniku, ze ten błąd postrzegania), ale
.
niech będzie inaczej, bo nie moja jest ta ziemia lecz zabawa:
.
okropieństwa należy opowiadać na chłodno, by drżenie głosu nie przesłoniło faktów
(ojciec powtarzał: nie bądź pizdą i przestań się mazać). Oglądam pępek spikera,
w którym zbierają się włókna z koszuli, a każde włókno jest śladem po dniu:
.
zmiana tragedii lub ubrania? Wstydź się
za pępek, i za to, czego nie zobaczyłam w kadrze.


Justyna Kulikowska (ur. 1993 w Szczuczynie) – Mieszka z psem i kotem w Lublinie. Wiersze publikowała m.in. w „Wakacie”, „Opcjach”, „Elewatorze” i „Stonerze Polskim”. Nakładem Korporacji Ha!art ukazał się jej debiutancki tomik Hejt i inne bangery. Obecnie pracuje nad książką Tab_s.