szczebelki

między jednym a drugim sporo można wypchnąć,
na niejedno wpłynąć, falo, z tobą drążyć i kraść konie
z piany. choćby taka zagwozdka: czy to sprawy wiary
te alonżki świtów? czy też kryminały te zalążki bójek
wbitych w pogoń krwi? sprytne wymiganie
co do jednej gwiazdy, podmienianie liter
w drogich inicjałach

w filmie drogi właśnie mignęło mi ramię
– kiedyś oparcie nocy, dzisiaj blade
plecy. broń mu sterczy z krzaków – a przecież po drodze
powtarzali jak mantrę: porażek nie widać

zatem na latarni morskiej inicjuję salon
pielęgnacji utrat. tam na świat wydaję
podpory, wymuskane lwiątka, zwane imionami
dzieci. lub na pastwę beniaminki z chowu
porastającego słony szkielet domu

próbuję się przecisnąć między szczebelkami
żałośnie mi utknęła gigantyczna noga
próbuję wziąć mur górą, skokiem komandosa
lecz na amen straciłam również tę możliwość

pijak na murku

rano robię wszystko, żeby wrócić, wracam,
żeby się dowiedzieć. podejmuję wysiłek,
żeby jeszcze raz na zburzonym dawno temu
murku doświadczyć bezbronnego chłopczyka
w ciasnych objęciach bezdomnego pijaka, który
dawno temu przepadł, toczącego do ucha
swój najświętszy sekret, po to żeby chłopczyk
wiedział, żeby nie zapomniał

i to już zostanie między mną a pijakiem,
nawet kiedy w ciągu dnia, zupełnie znienacka
przypomnę sobie książkę, którą kiedyś miałam,
w której napisali, że sny raczej nie mają
żadnego znaczenia. podobnie jak powroty
– gdzie ja to czytałam – że coś z nich czerpiemy
w czymś je pogrążamy?

hity lata

zawsze rano to specyficzne pohukiwanie
gołębia. snuje się wokół sennych bloków
i głów. wraca z wakacji w podstawówce,
z wakacji na studiach i teraz, na wakacjach
w domu, wciąż brzmi jak nieśmiertelny
hit. całe wieki nie zmieniałam
płyt i pościeli. lubię to robić rano, lubię
zabawę w raki

normalne, że się budzę w bloku, a chcę
na biwaku. i żeby nas zmyło oberwanie
chmury, totalny odjazd namiotem w jezioro.
niech w tajemniczych okolicznościach znikną
moje tenisówki, stanik i koszulka w paski

nocą przeprowadźmy śledztwo,
a ostatnią rzeczą jaka nam przyjdzie do głowy
niech będzie kradzież



Ola Kołodziejek –  wiersze publikowała w „Tlenie Literackim”, „Babińcu Literackim”, na stronie Wydawnictwa j, w „Drobiazgach”, „Afroncie” „Helikopterze” i pod swoim imieniem, ale nie swoim nazwiskiem, na stronie „Odry” (pocztówki literackie Karola Maliszewskiego). Mieszka w Kutnie, skąd macha i ma dystans.