Od tłumaczki

Wiersz zamieszczony poniżej nosi żartobliwy, wręcz barokowy tytuł, który roi się od gier słownych i dwuznaczności, a w oryginale brzmi następująco: Angel Wire, or Receiving a Surprise Resurrection Telegram From Student Angels on the Occasion of Autumn Just Before My Husband Dismantles Our Garden. Mowa tu o studentach uczęszczających na warsztaty pisarskie, które Wakoski przez długie lata prowadziła na różnych uniwersytetach. Tekst ukazał się w zbiorze The Emerald City of Las Vegas (1995). Wakoski poprzedziła go listem do Jonathana Carrolla, autora głośnej powieści Na pastwę aniołów, w którym wyjaśniła okoliczności powstania Anielskiego kablogramu. Tytułowe „angel wire” jest wyrażeniem, którym jeden ze studentów Wakoski posłużył się w swoim wierszu, by opisać kobiece włosy, a poetka podchwyciła te słowa, bawiąc się wyrazem „wire”. Po angielsku może on bowiem oznaczać „kabel”, „drucik” albo „przewód”, a także „telegram” lub „depeszę”. W liście do Carrolla Wakoski pisze:

Drogi Jonathanie,
dzięki temu, że ukazała się twoja powieść Na pastwę aniołów, w tym roku udało ci się wreszcie przełamać tę amerykańską niechęć do pisarzy-szamanów, twórców literatury fikcjonalnej. Poeci nigdy nie cierpieli z powodu takich uprzedzeń – nam się przecież narzuca rolę szamanów. Niewielu spełnia ten wymóg, choć Judith Minty i Jerome Rothenberg są dwójką całkiem udanych poetów-czarodziei.
Judith od dłuższego czasu inspiruje mnie swoimi zwierzęcymi totemami i mądrością bogini, która pozwala mi zrozumieć lub przynajmniej pogodzić się ze zjawiskiem, jakim jest zmiennokształtność. Zdaje się, że anioły są najważniejszymi istotami zmiennokształtnymi w nowożytnej kulturze Zachodu. Tak czy inaczej – byłam zafascynowana częstotliwością, z jaką słowo „anioł” powracało w kontekście każdego aspektu naszego życia we współczesności, nawet zanim poznałam tytuł twojej wspaniałej książki.
Ostatnio jeden z moich studentów użył wyrażenia „angel wire” do opisania włosów pewnej dziewczyny. W związku z tym, że cały rok myślałam o anielskich sprawach, jego słowa wydały mi się natchnione, choć w wierszu, który napisał, właściwie ani nie korzystał z obrazu „angel wire”, ani go nie rozwinął. A jako że wyrażenie utkwiło mi w pamięci na dłuższy czas, inny student zaproponował, żebym wykorzystała je do własnych celów. Sądzę, że byłam nim tak zafascynowana, bo „angel wire” kojarzyło mi się zawsze z czymś zupełnie innym niż włosy. Moje pokolenie zawsze rozumiało „wire” jako telegram.
Twoja Dama, Która Chce Telegramów od Aniołów,
DW

Joanna Piechura

*

Anielski kablogram albo otrzymanie niespodziankowego telegramu rezurekcyjnego od studentów-aniołów z okazji nadejścia jesieni tuż przed tym, jak mąż rozmontował ogród

Z podziękowaniami dla Anthony’ego La Penna, autora wyrażenia „angel wire”, i Israela Vinesa, który zasugerował, żebym dostosowała je do własnych, zmiennokształtnych potrzeb. Uwaga: dla moich rówieśników urodzonych w czasie wojny, wyraz „kabel” („wire”) oznaczał telegram.

Nie spodziewasz się
taksówek ani telegramów, ale
otwierasz drzwi,
jakby stał w nich Henry Miller
z Kosmodemonicznym telegramem
                   dla Toma, albo jakby ktoś, kogo czeka sława,
wyskoczył z łóżka i pojawił się
u twojego progu.
Nikogo
tam nie ma.

Żółta taksówka, którą prowadzi ktoś o imieniu Sasha,
gwałtownie odjeżdża z dwoma

aniołami uczepionymi dachu,
jak całuny
łopoczące na wietrze. Nie wiesz, dlaczego
musiały wsiąść do tej porywistej bryki, i nie masz pojęcia,
czy są płci męskiej, czy żeńskiej,
nawet nie wiesz, czy mają
skrzydła. A może po prostu
spadły z drzewa, jak Rob.

Niebiański Błękit.
Niebiańsko-błękitne powoje. W tym roku cały ogród
przed domem

nimi zarósł. Tak, przemawiałaś zza
sezonowych grządek
anielskich trąb, tak olśniewających, że zbudziłyby samego
Milesa Davisa, ale nigdy nie sądziłaś, że
ta wrzawa
sprowadzi anioły pod twoje jesienne drzwi.
Wszystko w ogrodzie ciemnieje i przybiera niebiańskie barwy szkarłatu i złota,
grządki kwiatów, oszołomione jak „mosiężna panna miodowa” Matta,
wyróżniają się na tle letnio-zielonej strzelistej bazylii,
                   która niczym fordanserka balansuje długimi, przekwitającymi frędzlami koloru lawendy,
                   i puszystego oregano,
                   które rozkwita w pędy okryte wypustkami podobnymi do winogron.

Słoneczniki na
podwórku są
takie ciężkie, głowami
prawie dotykają ziemi, chylą czoła, jakby modliły się
na ołtarzu października albo czekały na pogrzeb, pogodzone
z myślą o zimowym łożu małżeńskim.
     Wrzos też tu jest, nie

byle jaka
krzaczyna, lecz część szkarłatu
jesieni, narzuta
okrywająca wrzosowiska. Nigdy ich nie ujrzeli,
ani on, ani Emily.

Tajemnica, którą znała Emily –
że tylko po śmierci będzie mogła poślubić kochanka,
którego pragnie –
                   czy już ją odkryliśmy?

Czekałaś na
wieści; chodziły słuchy,
że coś ma się zaraz
wydarzyć;
wiesz, że obiecano

coś dobrego, bo właśnie otworzyłaś to, co niektóre kobiety nazwałyby szkatułką, twój
Szmaragdowy Ogród zagadek,
i tuż obok bałtyckiej żywicy Neale’a, obok
twoich słodkowodnych pereł
dostrzegasz cieniutki zwój złotego kabla, którego na pewno
nie było tam
wcześniej.

Nie miałaś pojęcia,
skąd się wziął, pomyślałaś tylko, że to
miedziana wić, która pochodzi z obfitego letniego wysypu
powojów pełzających po ziemi aż
do wnętrza domu, choć zwój był giętki i jedwabisty jak nić, która mogłaby
nawet służyć do zawieszenia klucza na szyi M.J., kiedy
była małym, samotnym dzieciakiem.

Nagle usłyszałaś dzwonek do drzwi i ujrzałaś
anioły, które kurczowo trzymały się dachu taksówki,
gdy ta odjeżdżała z piskiem opon, i wiedziałaś, że to nie kwiaty
znajdują się w przesyłce.
To był na pewno anielski zwój;
zostawiły ci go, żebyś zrobiła z niego
telegram, pilną wiadomość,
                   kablogram od Bukowskiego, Yeatsa, albo może nawet od Emily Dickinson –
z dobrą nowiną
o zmartwychwstaniu,
która dotarła zza anielskich trąb i ich
tajemnic, dotarła jako złoty wąż, oktawa, wstęga
kluczy, złota struna
w pianinie,
która leży skręcona, o tu,
w tej plątaninie Szmaragdowego Ogrodu,
struna
do gry na harfie,
anielski kablogram spod Troi telegrafujący
jesienną nowinę – złotą jak pieniące się piwo:
nie „narodziło się dziecię”,
lecz „jest cała sala
aniołów, które czekają, by rozłożyć dziś skrzydła
na progu Diane”.

Gloria, gloria.


Diane Wakoski, “Angel Wire, or Receiving a Surprise Resurrection Telegram From Student Angels on the Occasion of Autumn Just Before My Husband Dismantles Our Garden,” from The Emerald City of Las Vegas. Copyright © 1995 by Diane Wakoski. Translated with the permission of Black Sparrow / David R. Godine, Publisher, Inc.



Diane Wakoski (ur. 1937) – amerykańska poetka, autorka ponad 60 książek poetyckich i prozatorskich, laureatka wielu prestiżowych nagród literackich, m.in. Williama Carlosa Williamsa. Wychowała się i ukończyła studia w Californii, dziś związana z Uniwersytetem w Michigan. Jej poezja kojarzona jest z nurtem poetyckim deep image, Bitnikami oraz poetami konfesyjnymi, a sama Wakoski jako swoich mistrzów wymienia Williamsa, Allena Ginsberga czy Charlesa Bukowskiego. Uprawia dialogiczną, narracyjną poezję pisaną wolnym wierszem; jest weteranką amerykańskiej kontrkultury. Pod koniec lat 80. zyskała rozgłos, gdy wystąpiła przeciwko Nowemu Formalizmowi, a związanych z nim poetów oskarżała o konserwatyzm, tradycjonalizm i anglofilstwo. Wciąż prowadzi aktywne życie zawodowe jako poetka i akademiczka. W 2018 roku ukazała się jej najnowsza książka poetycka, Lady of Light.

Joanna Piechura – pisze, tłumaczy, redaguje „Wizje” i magazyn „MINT”. Doktorantka UW. Ostatnio współtłumaczyła antologię nowej poezji amerykańskiej Odmiany łapania tchu (2022).

Małgorzata Jeniec (ur. 1993) – absolwentka grafiki na krakowskiej ASP, mieszka w Krakowie, gdzie pracuje jako ilustrator w studiu animacji. Prywatnie miłośniczka rękodzieła, gotowania i swojego psa Mira.