W zbiorze Susan Sontag Przeciw interpretacji i inne eseje znajduje się tekst o filmach Roberta Bressona. Przeczytałem go po raz pierwszy w latach dziewięćdziesiątych, w Filmie na Świecie i dotąd zostaje on jedną z najważniejszych lektur w moim intelektualnym życiu. Mniej więcej w tym samym czasie obejrzałem w kinie Crash Davida Cronenberga (na podstawie powieści mojego ukochanego J.G. Ballarda) oraz przeczytałem Parcele Marcina Sendeckiego. Wszystkie te doświadczenia uważam za najważniejsze.

Prowadząc rozważania o Bressonie, Sontag pisze m.in. o bardzo mi bliskim rozumieniu psychologii:

(…) Wydaje się, że charakterystyczny dla jego filmów dystans emocjonalny jest w nich obecny z zupełnie innego powodu. Bresson wprowadza go, ponieważ utożsamianie się z postaciami i ich głębokie rozumienie to bezczelność wobec tajemnicy, jaką są ludzkie czyny i ludzkie serce.
(…) Należy jednak zauważyć, że Bressonowskie próby okazania „dramatu wewnętrznego” nie oznaczają wykorzystywania psychologii. Z realistycznego punktu widzenia motywy działania jego postaci często są ukryte, a niekiedy wręcz niewiarygodne.
(…) Lecz u jądra twórczości Bressona leży przekonanie, chyba słuszne, że analiza psychologiczna jest powierzchowna.
(…) Interesują go formy działań duchowych – fizyka, a nie psychologia duszy. Ostatecznie, nie można zrozumieć, dlaczego ludzie zachowują się tak, jak się zachowują[1].
 

Jako pisarz, ale także jako czytelnik czy widz, jestem głęboko przekonany o tym, że autor próbujący uchwycić w zamkniętej wypowiedzi psychologiczny motyw działania swojego bohatera skazany jest na klęskę i śmieszność. Nie wierzę, że można wprost wypowiedzieć, a tym bardziej opisać coś, co mogłoby zamknąć w słowach psychikę. Jest ona dla mnie żywym organizmem, zdarzeniem, które nie poddaje się prostemu zapisowi. Nie wierzę w to coś, co nazwę pogardliwie „psychologizowaniem”, nie znaczy to jednak, że nie szukam i nie widzę sposobów na zaistnienie psychologii w artystycznym dziele. Widzę, ale na innych zasadach.

Crash Cronenberga to tutaj doskonały przykład. Pisałem o bohaterach tego filmu (a dokładniej – pisał o nich bohater mojego opowiadania Stanisław Z. opublikowanego dawno temu w miesięczniku Twórczość[2]):

(…) Ich świat wewnętrzny ginie na rzecz tego zewnętrznego, jednak nie ginie bezpowrotnie, on stapia się ze światem wydarzeń, które to obrazują.

To co wtedy chodziło mi po głowie i co wciąż po niej chodzi, to takie podejście do psychologii, które nie werbalizuje jej wprost, zamienia ją natomiast w akcję. Dlatego właśnie tak zachwyciły mnie Parcele Marcina Sendeckiego. Poezja ta wprowadza mnie do świata najbardziej emocjonującej przygody, w której wydarzenia stanowią tylko emanację tajemnicy i jest to film, w którym się ucieka i umiera, ale nie jest to film kina akcji. To fizyka a nie psychologia duszy.

Autorski wybór wierszy Marcina Sendeckiego wydany przez PIW nie uwzględnia Parceli. Czytam go jednak z tą samą radością, tak samo się w niego wtapiam. Przeprowadzę was przez niego moją ścieżką. To moja ścieżka, nie ścieżka autora książki, mam nadzieję, że jest to dla was jasne, natomiast wszystkie wyrazy i zdania, których w tym celu użyję, mają swoje źródło w tej książce, bo tylko tak możliwe jest pokazanie wam tego, co widzę, bez żadnego fałszywego akordu.

 

No, chodź.

Po przejściu przez tory chłopiec staje i popędza psa. Nie spodziewaj się cudu. Trzymać, przestać się trzymać, zaczekać, aż otworzą drzwi. Spać we śnie. Ktoś widać sypnął. Dyżurny zapalił camela i zaraz zmarł. Same cuda: pan bez nogi. Druty sterczą. W pociągu można chociaż rozprostować nogi. Nic z tego. Kierowca musi mieć nerwy jak druty. Żyjemy. Druty przecięły skórę. W głowie przepalone druty. Pociągiem. Lipny granat. Brodząc po ciemnej ulicy. Brodząc po ciemnej ulicy. Szukasz pociechy. Motocyklem. Popłynęliśmy. Nie wiem, kiedy to było. Zawał. Szarża. Rakiety. Krew. To jest film, który nie jest filmem kina akcji. Słychać psa. Samochód na podjeździe. Wcale nie chce spać. Wybrałeś się w podróż bez legitymacji. Uciekaliśmy. Piesek wybiega na śnieg. Piesek wybiega na śnieg. Po nocy na łodzi. Utonąć. Sen. Pościelisz? Pościelę. Śmierć – sierść. Atlas kłamał. Most w ruinie. Błoto. Brodzi. Sobiepański pies. Huczy most. Dzieci chcą bawić się w śmierć. Tory kluczą. Tory miękną. Tory rosną. Czy od razu wrócimy do domu? Tabletki na sen. Pociąg powinien stanąć. Walczyliśmy. Pies z tajną misją. Spotkał diabła. Nie miałem czasu na sen. Co za głupiec! Uciekać. Suki. Późno. Weźmy rykszę. Grząskie. Nie napijesz się wody z tej studni. Nie robi się tego po nocy. Można pić mi z ręki. Tamta woda zmętniała. Uciekła. Zamykasz oczy. Dobranoc, doboszu. Chce spać. X zwymiotował. Y zwymiotował. Z zwymiotował. Ulica krótka, pusta. Następna ulica. Jeszcze jedna ulica. W hołdzie niecnej nocy. Psu z gardła. O czym śnicie. Słodką wodę. Jad mknie. Biegła do mnie. Postradała krok. Lider branży bandaży pokaże, co boli. 666. Konduktor trawersuje nasyp. Huk. Wychodzę z psami. Trap. Nic się nie odwróci. Będzie i zawiadowca. Siostry z bandażami. Żywcem rozdrapią. Trzymać sztamę z potworami. Gwardyjskie buciory mają ładną melodię. Mord. Starsza siostra. Młodsza siostra. Widma. Łyk zmurszałej wody. Upadną. Za rogiem jest bank. Sen tak potrafi dyrygować ciałem. Pociąg w glorii. Widać bardzo mało. Zbrukał ją. Jawa rujnuje. Wchodzi w krew. Dowcip przy umieraniu. Trup komika. Ryłem runy w drzewie. Nie wiem. I on nie wie. Stanęło mi serce. Powiedzą wywiadowcom. W zębach ma nieśmiertelnik po nieprzyjacielu. Zawlec trupa. Znużonym konduktorom. Przy nasypie siedzą. Niebo w szakalim kolorze. Od serdecznej krwi. Po morzu. Chodziłem. Wody wezbrane ad hoc. Gwiazda pizda. Śluza. Spazm ma posmak apteczny. Krtań. Topielec. Odprowadź. Nie obudź. Ściek. Trzecia kwadra. Nów. Wszystko. Duchu. Duchu. Jet lag. Tom. John. To nie jest wagon. Przez gardło jedzie. Studnia, z której pił. Nie widać łodzi. Wiosłujcie. Pokaż drogę. Burta. Ja jestem parking. Śmierć przyniesie ci fant. Dreszcze. Na prom, który tonie. Helikopter tnie niebo. Piekło na wskroś. Nie zjeść wyjść zapalić. Przy strumieniu. Metro. Lot na oparach. Zgniatacz. Metro. Zanim zmieni się światło, spojrzeć w prawo. Schodzi z toru. Nikły ruch. Rysa. W bliznach. Dzień i noc. Dzień, noc i dzień. Noc i dzień, noc. Szkwał. Usiądźcie na burcie. Wagon chrzęści a peron powtarza. Mrok. Krótkimi seriami. W przedziale. Tak. Bażant, sarna, staw, rów. Starte kolana. Księżyc. Nie pamiętam słów. Noc. Ujada. Gotowe do drogi. Fala. Ujada. Wlecze. Warkot diesla. W studni. Zasnąć? Nie wiem, w którą stronę. Tabor. Kapitanat portu. Od burty. Fala ma pysk. Dziecko śni. Dziecko się budzi. W trupim gardle. Kret. Łeb trzepnie w mur. Statków. Martwieje. Nikogo nie znałam. Nie wiem kim. Ona niczego nie powie. Muł w zatoczce. Senny pot. Nieśmiertelnik z brokatem. Krew. Kret. Dobije do dna. Stąpajcie cicho. Martwieje. Głupstw prześnić. Wyjść pójść spojrzeć zobaczyć. Wrócić prędko. Martwy bark. Niczyj głos. Noc. Śnił się pościg. Jak pocisk. Wąskie. Zbłąkany. To nie jest melodia do snu. Kruszeje. Pije. Ty wiesz? Jaki długi ten wieczór. Sceny z życia. Depcząc kolegów. Dok. Rejs. Most. Skok. Brzeg. Bród. Nurt. Wir. Ruch. Mat. Rów. Stok. Strach. Bieg. Odszedł. Potknąłem się. Idzie z góry. Idzie z dołu. Wierszykiem nie zatrzymasz kół. Za żebrem mostu. Jasny ból. Nie ma tu już nic do rozumienia. Przywidziało się. Wiersz tonie. Wiersz liże muł. Zasypia. Krew! Na najdalszym molo. Pójść. Skręcić. Nie bujałem. Rano na nieznanej stacji. Palą przy torach. Sen. Zły. Czy mi się na peronie taki wierszyk przyda? Domyślać się oceanu. Spałaś. Najpierw się śpi. Tak jakby. Się zabijali. Ściemnia się. Syczy morze. Choroby. Są nieprzekonujące. Żywym ogniem reperują tory. Zdradza cię. Psy z Valparaiso. Połamią ci kark. Mapa na ścianie. Pora iść. Turkot rano. Topiłem się. We śnie. Rozmarzłe błoto. Pora się ruszać. Ruszają na bój. Żart. Żart. Pociąg odchodzi. Prom omija krę. W toni. Błoto musuje. Z twarzy szlam. Wywąchajcie to z psem. Rozkłóci wodę. Rzeka skryje. Muł. Sny. Transport utknie. Most się nie kołysze. Mokry. Tor. Huczy tor. Jest pod nasypem. Nie odpowiada. Nie kwestionuje. Nie odpowiada. Nie ryzykuje. Nie ucieka. Zła książka. Wojnę. Niech płynie ciecz. Wziął jamnika za bestię. Karetką. Paliliśmy papierosy na Dworcu. Na nocny pociąg. Jeden dłuższy skok. Wzór z benzyny. Pan wyjdzie, prawda? Za żart. W żart. Mężczyźni nie chadzali w klapkach. Skrót. Powiedzmy, że ścieżka jest ciemna. Taksówka czeka. Zderzak. Rozlanego. Psom na rogatkach płacą. Patrzę na wodę. Patrzą na wodę. Na rzekę. Na most. Każdy dworzec. Trzeba stanąć na końcu żeby widzieć tory. Tramwajem. Ulicą prosto. Krąży krew. Z każdym krokiem coraz bliżej. Z każdym krokiem coraz bliżej. Z każdym krokiem coraz. Taksówka jedzie. Trucht. Jelenia. Wypita do połowy. Noc. Wypijmy. Noc. Na plażę. Pocisk. Najpierw musi być krew. Poszedłem pod wodę. Stań przy mnie. Nad staw. Mapa drze się i pęka. Zmęczyć w oceanie. Najpierw taksówka. Uciekłeś w popłochu. Nad Wisłę. Mogę pojechać. Wleźć na twój grób. Przeszedłem. Ktoś obcy wpuści go. Jak umarłemu. Z psami i czeladzią ruszymy na łów. [Powtarzają porządek, w którym ukazywały się. Zrobiłem to, by stało się jasne]


[1] Wszystkie cytaty podaję w tłumaczeniu Dariusza Żukowskiego (Susan Sontag, Przeciw interpretacji i inne eseje, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2012).
[2] „Twórczość” 1998, nr 9.


Marcin Sendecki, [Ka],
wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, ss. 180.



Adam Kaczanowski (ur. 1976) – raczej pisarz, trochę performer. Człowiek-małpa, Calineczka, klaun, laureat Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Ostatnio opublikował zbiór opowiadań Czego boją się rodzice. W styczniu 2020 w Biurze Literackim ukaże się jego nowa książka Zabawne i zbawienne.